To był długi dzień, a Simon przez większość czasu był wykończony. Uśmiecham się swobodnie, odchylając się na krześle i obserwując, jak program kończy działanie.
– Jak ty możesz być taki spokojny? – pyta, przeczesując włosy rękami.
– Bo wiem, że za każdym razem, gdy dochodzimy do tego etapu projektu, stresujesz się i martwisz za nas oboje. – Przewraca oczami, ale wzruszam ramionami. – Wiem też, że






