– Hej, hej, hej. Co to jest? – pyta, przyciągając mnie do swojej piersi i obejmując ramionami.
Pociągam nosem, gdy napływają łzy. Clint podnosi mnie, zanosi pod pobliskie drzewo i sadza bokiem na swoich kolanach. Kciukami ociera moje policzki. – Powiedz mi, pączku lilii.
– To po prostu… to tak, jakbym znowu traciła ojca. Gideon jest taki dumny, że jesteśmy Strażnikami, ale wie, że nie może być czę






