

Autor: Stella Pierce
Szalona noc w najbardziej ekskluzywnym klubie Nowego Jorku miała być dla Samanthy Davis, dziewczyny z małego miasteczka, zaledwie chwilową odskocznią. Nigdy by nie przypuszczała, że obudzi się w łóżku Alistaira Sterlinga – chłodnego, bezwzględnego prezesa i miliardera, a zarazem ukrytego następcy królewskiego tronu. Samantha sądziła, że zdoła się niepostrzeżenie wymknąć i wrócić do swojej cichej, pełnej trosk codzienności, jednak wkrótce przekonuje się, że mężczyzna taki jak Alistair nie uznaje „przygód na jedną noc”. Teraz Książę Sterling ściga ją z mroczną, osaczającą obsesją, która roztrzaska jej świat na kawałki, udowadniając, że gdy potomek królewskiego rodu upomni się o swoją zdobycz, nigdy, przenigdy nie wypuści jej z rąk.
Samantha
Nazywam się Samantha Davis. Dorastałam w Tallulah, małym miasteczku w Luizjanie, gdzie wskaźnik ubóstwa wynosi czterdzieści jeden procent. Mój ojciec zmarł z przedawkowania, gdy miałam pięć lat. Moja matka jest alkoholiczką, którą nie obchodzi nic poza tym, skąd weźmie na kolejnego drinka.
Po ukończeniu szkoły średniej i dwóch latach pracy jako kelnerka w Rosie's Diner, udało mi się zaoszczędzić wystarczająco dużo pieniędzy, by wyjechać do Wielkiego Jabłka. Oczywiście nie przyjechałam sama. Moja najlepsza przyjaciółka, Harper, zabrała się ze mną. Myślę, że nie chciała, żebym była sama w wielkim mieście. Ale czasami żałuję, że ze mną pojechała. Od czterech lat jesteśmy w Nowym Jorku, a ją obchodzi tylko imprezowanie.
Dziś wieczorem chce wyjść do swojego ulubionego klubu nocnego, a ja jestem przerażona na samą myśl. Wyjście do klubu to jedna z moich najmniej ulubionych rzeczy, jeśli nie ta absolutnie na szarym końcu. To czysty chaos, a już nie wspominając o facetach podrywających mnie na każdym kroku.
Brakuje mi dwóch sekund do tego, by zdjąć ubranie, włożyć piżamę i włączyć Netflixa. Kiedy patrzę w lustro, widzę tylko moje kręcone, ciemnobrązowe włosy – dzikie i długie. Nie chcąc się z nimi użerać, postanawiam zostawić je rozpuszczone. Ponieważ wyglądam na zmęczoną po wielu godzinach pracy, nakładam makijaż, żeby to ukryć. Kolejna rzecz, której nie lubię, to makijaż. Ale jeśli nie wyjdę, Harper będzie mi suszyć głowę do końca świata. Dziś jest jeden z tych wieczorów, kiedy nie mam siły się z nią kłócić.
Chwytam swoje rzeczy i wychodzę z mojej kawalerki wielkości pudełka po butach, w której mieszkam od kilku miesięcy. Przysięgam, że jest rozmiarów szafy, ale to jedyne, na co mnie stać. Przynajmniej jest to moje własne miejsce. Kiedy wyjeżdżałam z Tallulah, obiecałam sobie tylko jedno: coś, co będę mogła nazwać swoim i co będzie z dala od matki.
Biorę Ubera do ulubionego klubu nocnego Harper o nazwie Eclipse. Podnieca się samą tą nazwą. W głębi duszy myślę, że lubi uwagę, jaką tam dostaje, a poza tym znamy bramkarza, więc nie musimy czekać w kolejce. Kiedyś się z nim spotykała.
Przed Eclipse kolejka owija się wokół rogu budynku. Wzdrygam się na myśl o wyjściu z Ubera. Biorę głęboki oddech i wysiadam, wiedząc, że jest za późno, by zawrócić. Od momentu, w którym ruszam do drzwi, słyszę snobów cmokających z dezaprobatą i mężczyzn wyjących na mój widok. Sprawia to, że czuję się jak bydło. Kolejny powód, dla którego nienawidzę klubów nocnych.
– Cześć Samantha, dziś sama? – pyta bramkarz.
– Błagam, powiedz, że Harper już tu jest – obejmuję go na powitanie.
– Jeszcze nie. Wiesz, jaka ona jest – mówi ze śmiechem.
– Szlag by to.
– Wchodź. Powiem jej, że jesteś w środku, kiedy dotrze.
– Dzięki.
Wchodzę do środka, ignorując wszystkie wycia i dodatkowe komentarze. Bramkarz wyrzuca z kolejki kilka osób, co wywołuje mój uśmiech. W środku wcale nie jest lepiej. Czy cały Nowy Jork postanowił dzisiaj tu przyjść? Kręcę głową i ruszam do baru. Potrzebuję przynajmniej drinka lub dwóch, zanim dotrze tu Harper. Ale zanim docieram do baru, napotykam spojrzenie mężczyzny, którego, przysięgam, już gdzieś widziałam, ale nie jestem pewna gdzie. Jego wzrok jest onieśmielający nawet w ciemności. Coś w nim mnie przyciąga, ale nie mogę dać się wciągnąć. Moje życie i tak jest już wystarczająco skomplikowane. Zdecydowanie nie potrzebuję rozpraszaczy. Więc idę dalej, nie poświęcając mężczyźnie o intensywnym spojrzeniu ani jednej myśli więcej.
Minęły prawie dwie godziny, odkąd weszłam, a Harper nadal nie ma. Piję drugi, cholernie drogi kieliszek wina, za który mogłabym zrobić zakupy na kilka dni, a podszedł do mnie już każdy możliwy facet. Zachowują się, jakby nie mogli załapać aluzji, że nie jestem zainteresowana ani wolna. Chciałabym móc na nich nakrzyczeć, żeby spadali, ale wątpię, by to pomogło, więc zamiast tego po prostu się uśmiecham i przepraszam. Zirytowana, biorę telefon i dzwonię do Harper.
– Gdzie jesteś? – pytam, zanim zdąży dojść do słowa.
– Przysięgam, że już prawie jestem.
– Napisałaś to dwadzieścia minut temu. Wychodzę.
– Nie, proszę. Wypij kieliszek wina na mój koszt. Sprawy w pracy trochę się przeciągnęły. Właśnie wychodzę – mówi, ale słyszę, jak zakręca prysznic.
– Słyszę w tle prysznic.
– Dwadzieścia minut. Jestem u Nate'a, więc wiesz, że mam bardzo blisko.
– Dobra. Dwadzieścia minut. Jeśli do tego czasu cię nie będzie, wychodzę.
– Umowa stoi. Obiecuję, że tam będę. Kocham cię.
– Ja ciebie też – mówię, kończąc połączenie.
Wypijam wino i wracam do baru po coś, co z pewnością będzie moim ostatnim kieliszkiem wina tej nocy. Kiedy skończę, wychodzę, niezależnie od tego, czy Harper tu dotrze, czy nie.
– Przepraszam – wołam barmana. Bezgłośnie przekazuje, żebym dała mu sekundę. Mija kilka chwil, zanim do mnie podchodzi.
– Co mogę ci podać, skarbie? – Próbuje flirtować. Muszę się powstrzymać, żeby nie przewrócić oczami.
– Poprosi jeszcze jednego merlota. – Rozpoznaję ten głos, zanim w ogóle się odwrócę. Należy do mojego byłego dupka, Logana.
– To będzie dwanaście dolarów – informuje go barman.
– Zapisz to na mój rachunek – mówi mu Logan.
– Nie, dziękuję. Sama zapłacę za swojego drinka. – Wręczam barmanowi dwudziestkę. Patrzy na mnie z powątpiewaniem, ale po sekundzie bierze moje pieniądze. Zgaduję, że nie obchodzi go, kto płaci.
– Daj spokój, Sammy, nie bądź taka. Byliśmy kiedyś przyjaciółmi.
– Nigdy nie byliśmy przyjaciółmi, Loganie. – Robię krok w bok, żeby go wyminąć, ale chwyta mnie za ramię. – Ani mi się waż – mówię mu.
– Minęły miesiące od tamtego incydentu. No weź, wybacz mi wreszcie. Jeszcze ci nie przeszło? Przecież przeprosiłem. – Próbuje zrobić maślane oczy, ale na mnie to nie działa.
– Łatwo ci mówić. To nie ty wszedłeś do pokoju, gdy twoja asystentka robiła ci loda.
– To było nieporozumienie i zdarzyło się tylko raz. Nie byliśmy ze sobą. Kilka dni wcześniej poprosiłaś o przerwę.
– Poważnie, Loganie? – Biorę głęboki oddech. Muszę szybko coś wymyślić, bo inaczej nie da mi spokoju. – Mój chłopak na mnie czeka. – Pociągam za ramię, ale on ściska mocniej.
– Błagam, jaki chłopak?
Śmieje się, a to mnie wkurza. Mogłabym mieć chłopaka. Ale jestem pewna, że mówi to dlatego, że przez długie godziny pracy rzadko miałam dla nas czas. Skanuję klub, licząc, że znajdę kogoś, kogokolwiek, kogo będę mogła użyć jako swojego chłopaka. Musi tu być ktoś, kto chętnie by mnie wyciągnął z tarapatów, udając mojego faceta. Wtedy go dostrzegam. Mężczyznę, którego widziałam, gdy tylko tu weszłam. Idzie w stronę baru i wygląda na wkurzonego. Zaraz, czy on idzie do mnie? Nie ma mowy, nie mam aż tyle szczęścia. Odwracam się z powrotem do Logana, nie mając innej alternatywy.
– Puść moje ramię, Loganie. – Nie robi tego. – Natychmiast. – Znowu pociągam za ramię, ale on zaciska palce jeszcze mocniej.
– Wszystko w porządku, skarbie?
Jeśli z daleka wydawał mi się seksowny, to jego głos jest już zupełnie z innej ligi. Jest głęboki i władczy. Odwracam się, żeby spojrzeć mu w twarz. Kiedy nasze oczy się spotykają, mam wrażenie, że wszystko cichnie. Jego spojrzenie rozpala we mnie coś nierozpoznawalnego. Biorę głęboki oddech i wyrywam się z transu, w który najwyraźniej wpadłam.
– Tak – mówię, gdy Logan puszcza moje ramię.
– Jestem Alistair, a ty jesteś? – pyta Logana nieznajomy. Z bliska przysięgam, że czuję, jakbym już go gdzieś widziała. Po prostu nie mogę skojarzyć gdzie.
– Wychodzę – odpowiadam, zanim Logan zdąży to zrobić. Biorę Alistaira pod ramię i odciągam nas od baru. – Dzięki – mówię mu, gdy mam pewność, że jesteśmy poza zasięgiem słuchu.
– Nie ma za co. – Zatrzymuję się i spoglądam na niego.
– Masz coś przeciwko, żebym dokończyła przy tobie drinka? Nie chcę użerać się z Loganem, a jeśli znowu zobaczy mnie samą, nie da mi spokoju.
– Cała przyjemność po mojej stronie.
Prowadzi mnie do strefy VIP, gdzie wcześniej siedział. Kiedy siadamy, mogę mu się lepiej przyjrzeć. Cóż, na tyle, na ile to możliwe w tym oświetleniu. Ma blond włosy, idealnie pasujący mu lekki zarost, a jego oczy mają perfekcyjny odcień błękitu. Mężczyzna siedzący przede mną wygląda, jakby przed chwilą zszedł z planu zdjęciowego do magazynu GQ.
– Kim jest ten dupek, który cię nękał? – Teraz, gdy siedzimy wystarczająco blisko, słyszę brytyjski akcent. Czy on może być jeszcze bardziej idealny?
– Mój były.
– Jeśli o mnie chodzi, to jest idiotą. – Patrzę na niego zdezorientowana. – Taka kobieta jak ty nie powinna być niczyją byłą. – Ten komplement przyprawia mnie o rumieńce.
– Dzięki – mówię, nie wiedząc, jaka byłaby właściwa reakcja.
Zapada cisza. Nie jest niezręczna, ale też nie jest komfortowa. Czuć w powietrzu pewnego rodzaju napięcie. Próbuję jak najszybciej dopić drinka, chcąc już wyjść. Ten wieczór to katastrofa i chcę być w swoim łóżku. Wypiłam już za dużo. Klub nocny jeszcze nie wiruje, ale na pewno jestem wstawiona.
– Hej, wiedziałaś, że ten dupek tu jest? – wita się Harper, idąc w naszą stronę. – Kto to za ciacho? – dodaje, patrząc na Alistaira.
– Ktoś na tyle miły, by mi pomóc, bo spóźniłaś się dwie godziny.
– Jestem Harper. A ty? – pyta, praktycznie wchodząc mu w twarz.
– Alistair. – Uśmiecha się. Jezu, zęby też ma idealne. To wręcz irytujące, jaki jest perfekcyjny.
– Cóż, Alistair, dzięki za uratowanie mojej najlepszej przyjaciółki przed dupkiem, który zdradził ją z jakimś pustakiem.
– Jezu, Harper, nie za dużo szczegółów? – zwracam jej uwagę, zażenowana jej zachowaniem.
– Co? Przecież to żadna tajemnica. Zresztą i tak byłaś dla niego za dobra. – Kręcę głową i wstaję.
– Na mnie już pora. Jestem wyczerpana i głodna. Jest późno i wypiłam o wiele za dużo.
– Obiecałaś mi drinka. – Próbuje nadymać wargi, ale to na mnie nie zadziała. Nie po takim wieczorze, jaki mam. Chcę po prostu wrócić do domu.
– Wypiłam o trzy za dużo. Po prostu napisz mi, jak wrócisz do domu. Alistair, miło było cię poznać. Dziękuję za wcześniejszą pomoc. – Wyciągam rękę. W chwili, gdy ją chwyta, czuję prąd przepływający między naszymi dłońmi. Nie mogę powstrzymać westchnienia.
– Cała przyjemność po mojej stronie. Czy mogę być na tyle śmiały i zabrać cię na jakiś posiłek?
– Nie, dziękuję – mówię uprzejmie, chcąc już sobie pójść. Przebywanie blisko niego to zbyt wiele. Ledwo mogę oddychać.
– Wspomniałaś, że jesteś głodna – dodaje, wciąż trzymając moją dłoń.
– Będzie ci wdzięczna, jeśli zabierzesz ją na coś do jedzenia – dorzuca Harper.
– Harper – zaczynam.
– Co? Zaszalej trochę. To tylko jedzenie, czy powinnam się martwić, Alistair, że ją porwiesz?
– Nie odważyłbym się. – Błyska w moją stronę swoimi idealnymi zębami. Robię coś niespodziewanego.
– Prowadź – mówię Alistairowi.
Puszcza moją dłoń, wstaje i zapina marynarkę. To taki drobny gest, ale wygląda niesamowicie seksownie. Kiedy się odwraca, Harper pokazuje mi znak okej i wachluje się dłonią. Czasami bywa taka dziecinna. Nie ma na świecie żadnych zmartwień, ciągle żyje chwilą, jak to nazywa. Ale ja nie mam tego luksusu. Kręcę głową i odwracam się do Alistaira.
– Naprawdę nie musisz mnie nigdzie zabierać. Szczerze mówiąc, zgodziłam się tylko po to, żeby Harper dała mi spokój – mówię, gdy jesteśmy już na zewnątrz.
– Mój kierowca jest tuż z przodu – mówi, jakby w ogóle nie słyszał, co przed chwilą powiedziałam. Nie mam wyjścia i idę dalej obok niego.
– Dobry wieczór, panu – wita się kierowca, otwierając drzwi. Alistair musi pochodzić z bogatego domu.
– Dobry wieczór, Alfredzie, to jest... – patrzy na mnie z wahaniem.
– Samantha.
– Dobry wieczór, proszę pani. Dokąd jedziemy, panie?
– Do mieszkania – mówi, gdy jesteśmy już w samochodzie.
– Nie jadę z tobą do domu – mówię instynktownie, mimo że każda kość w moim ciele pragnie właśnie tego. Co się ze mną dzieje?
– Do mieszkania – powtarza, zamykając za sobą drzwi. Nawet nie pamiętam, jak wsiadłam do samochodu.
– Alistair – zaczynam.
– Nie mieszkam daleko. Zjemy coś i będziesz mogła pójść, jak tylko cię nakarmię.
Jego słowa mogą wydawać się nieszkodliwe, ale przysięgam, że kryje się za nimi coś więcej. Łapię się na tym, że wyglądam przez okno, próbując stworzyć między nami dystans. Czuję niewytłumaczalne przyciąganie do nieznajomego siedzącego obok mnie. Jego ciepło mnie woła. Ale to może być wina braku seksu albo tych trzech kieliszków wina, które wypiłam. Dlaczego do cholery musiałam się dzisiaj zgodzić na to wyjście?