languageJęzyk
Odrodzona jako przeznaczona towarzyszka Króla Likanów-placeholderOdrodzona jako przeznaczona towarzyszka Króla Likanów

Odrodzona jako przeznaczona towarzyszka Króla Likanów

Autor: Lilith Nightshade

Czytaj
Ostatnia aktualizacja: 9 cze 2026
120 Rozdziały
220.8K słów

Byłam pozbawioną wilka córką Alfy, zdradzoną i zamordowaną przez dwoje ludzi, których kochałam najbardziej: mojego narzeczonego i moją najlepszą przyjaciółkę. Wydając ostatnie tchnienie, błagałam Boginię Księżyca tylko o jedno: o zemstę. Wtedy otworzyłam oczy. Odrodzona trzy lata wcześniej, nie jestem już tą naiwną, słabą dziewczyną, którą znali. Skrywam też śmiertelnie niebezpieczny sekret: nie jestem pozbawiona wilka. Jestem czystej krwi Białym Wilkiem – mityczną rasą, której nie widziano od stuleci. Mój plan był doskonały: zniszczyć niewiernego narzeczonego, zdemaskować fałszywą przyjaciółkę i ocalić moją watahę. Nie miałam czasu na romans, a już na pewno nie chciałam przeznaczonego mi partnera. Ale nie przewidziałam jego. Viktor. Król Likanów z Suwerenności Mooncrest. Bezlitosny, przerażająco przystojny i przeklęty wiecznym życiem. Powinien był mnie odrzucić. Zamiast tego jego przeszywające srebrne oczy ciemnieją z nienasyconym, zaborczym głodem w chwili, gdy tylko wyczuwa mój zapach. — Jesteś moja, mała wilczyco — warczy, przyciskając mnie swoimi potężnymi dłońmi do ściany, podczas gdy jego kły muskają moją szyję. Viktor myśli, że może wykorzystać moją rzadką krew, by złamać swoją starożytną klątwę. Moi wrogowie wciąż myślą, że jestem tą samą naiwną dziewczyną, którą mogą z łatwością zmanipulować i zniszczyć. Wszyscy są w błędzie. Gra dopiero się zaczęła, a ta wilczyca nie kłania się nikomu.

Pierwszy rozdział

POV Valerie

„Luno!” Poczułam dłonie na ramionach, które podtrzymywały mnie, gdy walczyłam z zawrotami głowy, skupiając się na powolnych, głębokich oddechach. Po chwili świat przestał wirować, a ja powoli otworzyłam oczy, nieco się rozluźniając. „Wszystko w porządku, Selino”.

„Luno, naprawdę powinnaś udać się do lekarza” – powiedziała z troską Selina, moja osobista pokojówka.

To był trzeci raz w tym tygodniu, kiedy poczułam się słabo i kręciło mi się w głowie. Obiecałam Selinie, że pójdę do lekarza watahy, ale przy tym wszystkim, co się działo, nie znalazłam czasu. Ten tydzień był gorączkowy, a dzisiejszy dzień był szczególnie ważny – to był dzień, w którym Declan oficjalnie przejmował pełne rządy nad sprawami watahy.

Rok po śmierci mojego ojca Declan był przy mnie. Mimo że nie byliśmy swoimi mate, był wobec mnie opiekuńczy i uważny. Przede wszystkim to dzięki niemu przeżyłam atak wygnańców, w którym zginął mój ojciec.

Nie potrafiłam wyobrazić sobie nikogo innego, kto bardziej zasługiwałby na tę rolę.

Cień uśmiechu błąkał się w kącikach moich ust i kiwnęłam głową z roztargnieniem, wpatrując się w lustro, podczas gdy Selina przygotowywała mnie do ceremonii.

„Valerie”. Zerknęłam na właścicielkę głosu i uśmiechnęłam się znużona, gdy moja najlepsza przyjaciółka wpadła do pokoju, by mnie uścisnąć. „Wyglądasz olśniewająco, ale ta sukienka musi zniknąć”.

Spojrzałam na białą suknię, którą miałam na sobie – tę, którą kupił mi Declan. Była ładna i prosta.

„Co z nią nie tak? Myślę, że wygląda uroczo”.

„To po prostu nie twój kolor; wyglądasz w niej mdło” – powiedziała z niesmakiem.

Usłyszałam parsknięcie Seliny, która stanęła przede mną, splatając ramiona na piersi. „Luna wygląda niesamowicie i radziłabym okazać trochę szacunku, panno Lydio”.

Lydia spojrzała na Selinę z wściekłością. „Nie mówiłam do ciebie, więc pilnuj swojego nosa” – syknęła.

„To mój nos, skoro zamierzasz dalej mówić bez żadnego filtra”.

„Ty…”

Jęknęłam i wyciągnęłam rękę, by odciągnąć Selinę za siebie, gdy Lydia już miała odpowiedzieć. Walczyły ze sobą jak dzieci, moja Bogini. Selina nie lubiła Lydii; według niej było w niej coś dziwnego. A Lydia, moja przyjaciółka z dzieciństwa, również nie należała do osób, które wycofują się z kłótni.

„Nie dzisiaj. Obydwie wiecie, jak ważny jest ten dzień, więc…” Wskazałam na każdą z nich. „Bądźcie grzeczne”.

Obie przewróciły oczami i odwróciły głowy z prychnięciem.

„W każdym razie, Valerie, będę na dole, jeśli będziesz mnie potrzebować” – powiedziała Lydia z uśmiechem, po czym odeszła, kołysząc biodrami przy każdym kroku.

„Musisz na nią uważać, Luno”. Pokręciłam głową i zignorowałam ostrzeżenie.

„Wszystko jest w porządku; to dobra przyjaciółka. Chodźmy na przyjęcie”.

Chwilę później, schodząc po schodach, spojrzałam na zatłoczoną salę balową. Goście już przybyli, a zabawa trwała w najlepsze. Wielka sala balowa była wypełniona ludźmi, a błyszczące kryształowe żyrandole, ułożone w rzędach, rzucały na całą scenerię miękki, złoty blask.

Wszystko wyglądało idealnie, ale nigdzie nie mogłam znaleźć Declana.

„Gdzie jest Declan?” Nachyliłam się, by szepnąć Selinie do ucha, omiatając wzrokiem salę.

„Nie wiem. Poszukam Alfy, ale czy dasz sobie radę sama?” Pokręciłam głową, nie chcąc, by biegała po całym budynku.

„Zostań tutaj, na wypadek gdyby przyszedł. Sprawdzę w gabinecie”.

Już miała zaprotestować, ale posłałam jej surowe spojrzenie, przez co przygryzła dolną wargę.

„Tak, Luno. Tylko proszę, bądź ostrożna”. Zaśmiałam się i wyszłam z sali balowej. Ta dziewczyna… co niby mogłoby mi się stać?

Gdy szłam przez słabo oświetlony i cichy korytarz, do którego docierały jedynie przytłumione dźwięki muzyki z sali balowej, poczułam, że moje serce bije szybciej.

Co to za zapach? – zapytałam samą siebie w konsternacji. Mimo że nie miałam wilka, wciąż posiadałam wyostrzony węch zmiennokształtnego, a ten zapach był obrzydliwy.

Poczułam ogromną gulę w gardle, gdy podchodziłam bliżej, a woń stawała się coraz silniejsza. Nagle usłyszałam głosy – znajome głosy, które znałam aż za dobrze.

„Kurwa, nie powinniśmy tego tutaj robić”.

Moje oczy się rozszerzyły i cofnęłam się o krok, nie mogąc uwierzyć własnym uszom. Nie, odmawiałam wiary w to, że poprawnie rozpoznałam ten głos.

„Declan, będę szybka. Wiesz, jak łatwo sprawiam, że dochodzisz, używając tylko moich ust” – odpowiedział drugi głos, a krew odpłynęła mi z twarzy.

Dźwięki pocałunków sprawiły, że łzy zaczęły cisnąć mi się do oczu, ale powstrzymałam je, próbując się łudzić.

To nie mógł być on. Declan zawsze mnie kochał i chronił, więc to niemożliwe. Nie zrobiłby tego osobie, którą kocha.

Łzy lśniły mi w oczach, gdy kręciłam głową w zaprzeczeniu.

Przecież mnie uratował. Przyjął na siebie uderzenie srebrnej kuli, żeby mnie chronić.

„Później, maleńka. Kiedy to wszystko się skończy. Wiesz, jak ważny jest dla mnie dzisiejszy dzień. Wszystko, czego pragnęliśmy od lat, w końcu się spełnia”.

Zamknęłam oczy i poczułam, jak świat przez chwilę wiruje. Z każdym ciężkim oddechem czułam, jak moje serce pęka na tysiąc kawałków.

Jak Declan mógł mi to zrobić… i to w dodatku z moją najlepszą przyjaciółką?

„Hmpf, kiedy ją odrzucisz? Nie mogę już dłużej czekać”.

„Bądź cierpliwa, moja miłości. Daj mi jeszcze trochę czasu”.

Czułam, że zaraz zwymiotuję; zakryłam usta dłonią, próbując powstrzymać ostatni posiłek, który podszedł mi do gardła.

„Mam dość ukrywania, że jesteśmy mate. Moja cierpliwość się kończy, Declan”.

Moje oczy rozszerzyły się na te słowa.

„M-mate?” – wyjąkałam, patrząc na drzwi, podczas gdy całe moje ciało drżało.

Lydia była przeznaczoną Declana. Jak to było możliwe? Dlaczego o tym nie wiedziałam?

„Nie masz pojęcia, jak to jest patrzeć na ciebie, mojego mate, u boku tej bezwilczej idiotki! Odrzuć ją wkrótce. To trwa już lata, Declan, i mam dość tego gówna”.

Oparłam się o drzwi, żeby nie upaść. Z każdą sekundą traciłam grunt pod nogami. Drżącą ręką pchnęłam drzwi, słysząc zduszone okrzyki zaskoczenia.

Wszystkie pytania, które chciałam zadać, utknęły mi w gardle, a gdy podniosłam wzrok, widziałam tylko ich rozmazane sylwetki.

„Jak…” Jak mogłeś mi to zrobić? – chciałam zapytać, ale poczułam, że pochłania mnie ciemność.

Czytaj