languageJęzyk

02|Gratulacje Luna

Autor: Lilith Nightshade9 cze 2026

POV Valerie

„Nie”. Usiadłam na łóżku z głośnym wdechem, gdy wydarzenia zeszłej nocy przemknęły mi przed oczami. Jęcząc, chwyciłam się za pulsującą głowę i próbowałam pozbierać myśli.

Wczoraj… Declan i Lydia… Wzięłam gwałtowny oddech i poczułam, jak serce mi zamiera.

„Moja Bogini, Luno, obudziłaś się!” Selina podbiegła do mnie, odstawiając wiadro z wodą, które trzymała w rękach.

„Co…” mój głos był ochrypły, gdy próbowałam wydusić z siebie słowa. „Co się stało, Selino?”

„Luno”, jej oczy stały się czerwone, gdy wpatrywała się w moje. „Moje gratulacje, Luno. Jesteś w ciąży”.

W ciąży?

„Co masz na myśli, mówiąc w ciąży? Kto jest w ciąży?” Musiałam mocno uderzyć się w głowę zeszłej nocy, bo byłam pewna, że mam halucynacje słuchowe.

„Lekarz watahy przybył w noc, gdy zemdlałaś, Luno” – Selina wybuchnęła płaczem, z trudem dobierając słowa. „P-powiedziała, że jesteś w ciąży, ale nie budziłaś się przez dwa dni i myślałam, że stało się coś złego”.

„Ale to było tylko dlatego, że jesteś w ciąży… co za ulga”.

Wpatrywałam się w swój płaski brzuch i ciężko przełknęłam ślinę. Byłam w ciąży. Co powinnam o tym myśleć? Gdyby to było dwa dni temu, byłabym podekscytowana, ale teraz…

Potrząsnęłam głową, by oczyścić myśli. To było moje dziecko. Nie powinnam tak myśleć.

„Co wydarzyło się tamtej nocy?” W końcu odzyskałam głos i zapytałam Selinę.

Uśmiechnęła się, pokazując białe zęby. „Alfa Declan z powodzeniem stał się prawowitym władcą Królestwa Pyreclaw. Wszystko zaczyna się układać, Luno”.

Moje oczy się rozszerzyły; spróbowałam wstać z łóżka, ale natychmiast tego pożałowałam, gdy ostry ból przeszył moje ciało, sprawiając wrażenie, jakby ktoś uderzył mnie w głowę cegłą.

„Ostrożnie, Luno, nie—”

„Gdzie jest Declan?” Przerwałam jej, a ona spojrzała na mnie zdezorientowana, zanim odpowiedziała.

„Jest w gabinecie ze starszyzną watahy”.

Ignorując ból przeszywający moje ciało, wybiegłam z pokoju, zostawiając za sobą krzyki Seliny.

Zatrzymałam się przed gabinetem, biorąc głęboki oddech. Nie myśl o zeszłej nocy – powtarzałam sobie, próbując skupić się na czymś innym. Ale ten obrzydliwy zapach wciąż mnie prześladował, a mój umysł w kółko odtwarzał słowa wypowiedziane tamtej nocy.

Lydia była przeznaczoną Declana.

Czułam słabość w kończynach i stałam bez ruchu przez chwilę, by odzyskać panowanie nad sobą. W momencie, gdy miałam otworzyć drzwi, głośny okrzyk z wewnątrz sprawił, że zamarłam.

„Co to ma znaczyć, że to jest nasza Luna?”

„Jak sami widzicie, to są dowody, które otrzymałem”. Głos, który odpowiedział, był spokojny – zbyt spokojny.

Pchnęłam drzwi i niemal natychmiast wszystkie oczy w gabinecie zwróciły się na mnie. Wtedy zaczęły się szepty. Starszyzna watahy patrzyła na mnie, szemrząc między sobą.

„Czy ona naprawdę to zrobiła?”

„Nie, Luna nie jest taka”.

Co się działo?

„Dość”. Głęboki, władczy głos Declana przeciął pomieszczenie, a ja zadrżałam, czując, jak nogi mi miękną. Zapadła cisza, przerywana jedynie cichym tykaniem zegara. Każde tyknięcie wydawało się głośniejsze od poprzedniego, jakby odliczało czas do czegoś nieuniknionego.

„Wyjdźcie. Chcę z nią porozmawiać sam na sam”.

Rozległ się chóralny pomruk zgody, a gdy zostaliśmy sami, szukałam czegoś w jego oczach. Winy? Wyrzutów sumienia? Czegokolwiek. Chciałam, żeby wyjaśnił mi zeszłą noc.

Zamiast tego rzucił we mnie stosem zdjęć.

„Jak to wyjaśnisz?” – zapytał.

Zerknęłam na fotografie leżące na podłodze, a moje oczy rozszerzyły się z szoku i niedowierzania. Jak to było możliwe?

Było tam kilkanaście moich zdjęć – nagiej, z różnymi ludźmi. Zdjęcia, na których byłam na kolanach, na łóżku, związana, siedząca komuś na kolanach.

Opadłam na kolana, ściskając zdjęcia w drżących dłoniach, a obraz przed oczami mi się rozmazał.

„C-co to jest?”

„Mnie o to pytasz?” Parsknął, podchodząc do mnie, po czym powoli kucnął, zrównując swój wzrok z moim.

„Chcesz udawać niewiniątko po tych wszystkich dowodach?” Ręce mi drżały, gdy wpatrywałam się w jego oczy, desperacko szukając człowieka, którego niegdyś znałam.

„Nie, to są fa—”

„Cii”. Uśmiechnął się drwiąco, kładąc palec na ustach, po czym brutalnie szarpnął mnie za włosy. Syknęłam z bólu, patrząc na niego z przerażeniem.

„Och, ja o tym wiem, kochanie” – zaśmiał się, zacieśniając uścisk. „Mówisz to osobie, która sfałszowała te zdjęcia”. Jego śmiech odbił się echem w pokoju. „Ale to pozostanie słodką tajemnicą między nami”.

„Jak mogłeś to zrobić? Oskarżasz mnie o niewierność, podczas gdy sam cały czas sypiałeś z moją najlepszą przyjaciółką!” – krzyknęłam, a on warknął, odpychając mnie gwałtownym ruchem dłoni.

„Bo mogę, ty suko” – powiedział z niebezpiecznym błyskiem w oku. Potem, jak na zawołanie, przybrał ten łagodny uśmiech, który kiedyś tak dobrze znałam. „Lydia jest moją przeznaczoną mate. To ją kocham. Ty natomiast… musiałem związać się z kimś tak bezwartościowym jak ty tylko dlatego, że byłaś jedynym dzieckiem zmarłego Alfy”.

Spojrzał na mnie z odrazą. „Ale ponieważ znamy się od jakiegoś czasu, dam ci wybór”.

Zadrżałam pod wpływem jego słów, a gdy usłyszałam kolejne, po moich policzkach popłynęły łzy.

„Ja, Declan, Alfa Królestwa Pyreclaw, odrzucam Valerie jako moją mate”.

Ostry ból ścisnął moją pierś, a ja skuliłam się w agonii.

„Odwzajemnij to. Zrzeknij się tytułu Luny, a skończy się tylko na wygnaniu”.

Moje ciało drżało, gdy docierała do mnie brutalna rzeczywistość. To nie był człowiek, w którym się zakochałam. Mężczyzna, którego znałam i kochałam przez siedem lat, zniknął. Ten, dla którego poświęciłam wszystko… Czy on naprawdę stał przede mną?

Wpatrywałam się w podłogę i zaczęłam się śmiać, a łzy kapały na lśniące, czarne drewno. Zbrodnia, o którą mnie oskarżył, i kara, którą wymierzył, były gorsze niż śmierć. Przez myśl przeszło mi, by rzucić się głową o ścianę i zakończyć to wszystko, ale…

Oplotłam ramiona ochronnie wokół swojego brzucha.

Przypomniałam sobie o dziecku rosnącym we mnie. Jak by zareagował, gdybym powiedziała mu, że noszę jego dziecko? Prawdopodobnie wpadłby w szał i zabił mnie, bo nie chciałby potomka zrodzonego ze mnie.

To nie był człowiek, który obiecał kochać mnie na wieki.

„Ja, Valerie, odrzucam Alfę Declana jako swojego mate i… z-zrzekam się tytułu Luny”. Cichy szloch wyrwał się z moich ust, gdy poczułam, jak moc odpływa z mojego ciała. Potęga, którą odziedziczyłam po krwi ojca, właśnie wygasła.

To było na tyle. Więź została zerwana.

Zacisnęłam dłonie w pięści i powoli wstałam, ignorując ból, który wezbrał we mnie po odrzuceniu.

„Spakuj się i odejdź po cichu dzisiejszej nocy” – jego głos odbił się echem za moimi plecami, gdy wychodziłam z gabinetu. „I nie waż się robić nic głupiego, bo przysięgam, zginiesz z moich rąk”.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 2: 02|Gratulacje Luna - Odrodzona jako przeznaczona towarzyszka Króla Likanów | StoriesNook