languageJęzyk

04|Druga szansa

Autor: Lilith Nightshade9 cze 2026

POV Valerie

„Obudź się, dziecko”.

Moje oczy powoli zadrgały i otworzyły się, a ja jęknęłam, zamykając je ponownie pod wpływem przeszywającej jasności.

„W końcu się obudziłaś”.

Z oporami usiadłam i zaczęłam szukać właściciela głosu. Moje oczy napotkały parę czysto białych oczu i westchnęłam z zaskoczenia, natychmiast rozpoznając nieziemską kobietę, która uśmiechała się do mnie.

„Bogini Księżyca”.

Skłoniłam się, a moje ciało drżało w poczuciu dezorientacji. To była Bogini Księżyca opisywana w starożytnych zwojach – matka wszystkich wilkołaków.

Gdzie ja byłam? Dlaczego znajdowałam się w obecności Bogini Księżyca?

Pytałam samą siebie w zamieszaniu, ale syknęłam z bólu, gdy uderzył mnie rozdzierający ból głowy. Różne sceny i wspomnienia przemykały mi przez umysł, przytłaczając mnie. Chwyciłam się za głowę, próbując je ogarnąć, ale czułam się tak, jakby moja czaszka miała zaraz eksplodować.

Och, przecież umarłam.

Łzy napłynęły mi do oczu, gdy spojrzałam w dół.

„Och, dziecko, nie płacz. Teraz będzie już dobrze” – powiedziała, a jej głos był kojący i łagodny, gdy gładziła mnie po włosach. „Daję ci drugą szansę”.

„Drugą szansę?” – zapytałam zdezorientowana, a ona skinęła głową.

„Odeślę cię w czasie, abyś mogła naprawić swoje błędy i wyrównać krzywdy”.

Druga szansa? Ale…

„Ale dlaczego?”

Uśmiechnęła się, po czym wyciągnęła dłoń, na której pojawił się sztylet. Moje oczy rozszerzyły się, gdy rozpoznałam księżycowy sztylet podarowany mi przez ojca.

„Z powodu tego. Ten sztylet cię uratował. Właściciel tego sztyletu jest dla mnie bardzo wyjątkowy i to on sprawił, że spełniłam twoje życzenie”.

Przechyliłam głowę zdezorientowana.

„Ojciec?”

Pokręciła głową.

„Spotkasz go w tym życiu. Nie martw się”.

Spotkam kogo? Miałam już o to zapytać, ale Bogini Księżyca wyciągnęła rękę i dotknęła mojego czoła. Fala zawrotów głowy uderzyła we mnie, a powieki stały się ciężkie; poczułam, że odpływam.

„Mam nadzieję, że w tym życiu uda ci się złamać klątwę” – szepnęła Bogini Księżyca, a jej głos stawał się coraz bardziej odległy.

„Valerie?”

Usłyszałam głos wołający mnie po imieniu, a kiedy otworzyłam oczy, ujrzałam przed sobą Declana z wyrazem troski na twarzy. Jego dłonie spoczywały na moich, delikatnie je gładząc.

Odepchnęłam jego ręce z obrzydzeniem i odsunęłam się, co wywołało zduszone okrzyki zaskoczenia wokół mnie. Wpatrywałam się w jego zszokowaną twarz, zaciskając pięści z nienawiści.

„Nawet nie waż się mnie dotykać” – syknęłam. Ten człowiek był przyczyną mojego nieszczęścia.

Podszedł bliżej i wtedy zauważyłam, że ma na sobie skrojony na miarę czarny garnitur, który wydawał się aż nazbyt znajomy.

„Valerie—”

„Księżniczko, co się stało?”

Zamarłam i odwróciłam się w stronę mężczyzny siedzącego na krześle. U jego boku stali jego Beta i Gamma – ci sami, którzy zginęli wraz z nim podczas ataku wygnańców rok temu. Czułam, że łzy cisną mi się do oczu. Człowiek, którego myślałam, że już nigdy nie zobaczę, siedział tuż przede mną.

„Panno, czy źle się pani czuje?”

Zesztywniałam i zwróciłam się w stronę dziewczyny ubranej w błękitną sukienkę pasującą do jej oczu. Wciąż żywo pamiętałam, jak skręcono jej kark przeze mnie.

Ojciec. Selina.

Wtedy rozejrzałam się wokół. Goście siedzieli przede mną, patrząc z szokiem. To wyglądało niemal jak… ślub.

Spojrzałam na swoją suknię. Miałam na sobie białą kreację ślubną.

I wtedy w końcu do mnie dotarło.

Spotkanie z Boginią Księżyca nie było snem!

Jęknęłam, czując ostry ból w lewej ręce, jakby coś było wycinane w mojej skórze. Szybko podwinęłam rękaw i spojrzałam na tatuaż przedstawiający sztylet, który nagle pojawił się na moim nadgarstku. Uczucie ciepła rozeszło się po całym ciele, a wewnątrz siebie słyszałam dźwięk powoli pękających łańcuchów.

Naprawdę zostałam odesłana w czasie i to był dzień, w którym podjęłam najgorszą decyzję w moim życiu.

Wyszłam za Declana.

Nie powtórzę tego błędu. Nie w tym życiu.

„To pewnie dlatego, że Valerie jest nieśmiała”.

Podniosłam wzrok, gdy Lydia zażartowała, by rozładować atmosferę, sprawiając, że wszyscy się zaśmiali, ale w jej oczach błysnęła pogarda, gdy zwróciła się do mnie.

Moje paznokcie wbiły się w skórę, gdy wezbrała we mnie wściekłość. To była moja najlepsza przyjaciółka, osoba, której ufałam i którą kochałam jak siostrę – osoba, która mnie zdradziła.

„Valerie, musisz wypowiedzieć słowa przysięgi” – ponagliła mnie.

Przysięga? Chyba sobie żartujesz.

Spojrzałam na Declana, który wymusił uśmiech, a potem zwróciłam się do kapłana.

„Kapłanie, kontynuuj”.

Nie wyjdę za tego drania w tym życiu.

Kapłan skinął gorączkowo głową, wyrywając się z transu, i wyciągnął księgę. Położył na niej dłoń, a jego głęboki głos rozbrzmiał w sali.

„Mocą nadaną mi przez Boginię Księżyca, panno Valerie, czy bierzesz sobie—”

„Nie ma mowy!”

Kapłan zamarł w pół zdania, gdy posłałam mu mordercze spojrzenie.

„Ty milcz” – rozkazałam, a on posłusznie skinął głową.

„A ty—” wskazałam na Declana, który patrzył na mnie zszokowany. „Za nic w świecie za ciebie nie wyjdę”.

„Ojcze”.

Zwróciłam się do gości i spojrzałam na ojca, który zasłonił usta dłonią, patrząc z szeroko otwartymi oczami na rozgrywający się dramat.

„Ach— tak, księżniczko?”

„Nie chcę wychodzić za kogoś poniżej mojego statusu. Nadal jestem twoją córką i odzyskałam rozum, więc ten ślub zostaje odwołany”.

Gdy tylko wypowiedziałam te słowa, Declan chwycił mnie za rękę i warknął, a jego oczy płonęły furią.

„Jak śmiesz tak mówić—”

Brzdęk!

Dźwięk pękających łańcuchów odbił się echem w moim wnętrzu, a potem… intruz przemówił w mojej głowie.

*On tu jest.*

Zamarłam zdezorientowana na dźwięk tego nieznajomego głosu w moim umyśle.

Zanim zdążyłam pojąć, co się dzieje, czas jakby stanął w miejscu, a moje nozdrza wypełnił nęcący zapach.

„Zabieraj łapy”.

Usłyszałam głęboki głos, a od samego jego brzmienia ugięły się pode mną nogi.

W mgnieniu oka, zanim w ogóle zdałam sobie sprawę z tego, co się dzieje, uścisk Declana na mojej ręce został zwolniony, a między nami stanął nieznajomy.

Zduszone oddechy rozległy się w całej sali, gdy wpatrywałam się w parę przeszywających srebrnych oczu.

Dobrze zbudowany mężczyzna stał przede mną, a ja natychmiast zapomniałam, jak się oddycha.

Jego białe włosy były zaczesane do tyłu, kontrastując z jasną cerą. Jego rzeźbiona szczęka rzucała cienie, które podkreślały ostrość jego rysów. Misterne tatuaże wiły się na jego szyi, schodząc w dół szerokich ramion i znikając pod rękawami.

Wciągnęłam głęboko powietrze, czując odurzające przyciąganie – tak silne, że pchało mnie ku nieznajomemu.

„Mate?” – warknął nisko mężczyzna.

Cofnęłam się o krok z szoku, ale jego dłonie spoczęły na mojej talii, przyciągając mnie do niego.

Po czasie, który wydawał się wiecznością, zamknął na chwilę oczy. Kiedy je otworzył, miały kolor czystej bieli, tak samo jak jego włosy.

„Moja”.

*Twoja* – zamruczał intruz w mojej głowie.

Co tu się, do cholery, dzieje?!

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki