languageJęzyk

05|Czy to król Lykanów!

Autor: Lilith Nightshade9 cze 2026

POV Viktor

„Więc pozwól, że upewnię się, czy dobrze zrozumiałem – mówisz mi, że Król Likanów, który od setek lat ani razu nie wystawił stopy poza swoją watahę, wybiera się na jakiś przypadkowy ślub tylko dlatego, że zeszłej nocy śniła mu się kobieta w sukni ślubnej… po tym, jak zobaczył zaproszenie, które sam wcześniej wyrzucił?” – zapytał z niedowierzaniem Ronan, mój Beta, ale nie odpowiedziałem, bawiąc się monetą w dłoni z zamkniętymi oczami.

Ronan prychnął, po czym zaśmiał się cicho pod nosem, kręcąc głową z rozbawieniem.

„Naprawdę jesteś jedyny w swoim rodzaju, Królu. Przez osiem pokoleń mojej rodziny nie mogę uwierzyć, że to ja jestem tym szczęściarzem, który widzi, jak opuszczasz watahę. Ha! Założę się, że dziadek skręca się z zazdrości w grobie. Ale wiesz co? Naprawdę nie mogę się doczekać, żeby poznać kobietę, której udało się ciebie stąd wyciągnąć. Hej, Harlan! Ile jeszcze, zanim dotrzemy do… yyy, jak nazywała się ta wataha?”

„Wataha Pyreclaw, Beto Ronanie. Jesteśmy już blisko, będziemy na miejscu za około dwadzieścia minut” – odpowiedział Harlan, mój Gamma, i nie musiałem go widzieć, by wiedzieć, że się szczerzy.

Król Likanów, który nie wychylił nosa ze swojej domeny od co najmniej trzystu lat. Władca, którego postronni nigdy nie widzieli na oczy, teraz opuszczał swoje terytorium, by wziąć udział w ślubie.

Cóż za ironia.

Wojny wybuchały i gasły, niezliczone istnienia ginęły od chorób, świat zmienił się w sposób niewyobrażalny przez wieki, a ja przez to wszystko pozostawałem w ukryciu, obojętny. Ani razu nie zależało mi na tyle, by wyjść poza mury.

Ale teraz, z powodu kobiety – takiej, którą widziałem tylko we śnie – postanowiłem złamać własną zasadę.

Byłem tym tak samo zaskoczony jak wszyscy inni.

A jednak, bez względu na to, jak bardzo próbowałem to racjonalizować, nie mogłem walczyć z tym dziwnym przyciąganiem ciągnącym mnie ku tamtej watasze.

Jaki był powód?

„Viktor, to staje się silniejsze. Czuję zapach… to mnie przyciąga… to odurzające” – głos Fenrisa zabrzmiał w mojej głowie. Moje oczy powoli się otworzyły, błyskając bielą przez krótką chwilę, zanim wróciły do swojej zwykłej, srebrnej barwy.

Nie odpowiedziałem.

Ja też to czułem.

„Ronan” – zacząłem niskim głosem. Beznamiętnym.

„Tak, mój królu” – Ronan zwrócił się do mnie z promiennym uśmiechem, siedząc z założonymi nogami; czarne włosy opadały mu na twarz, gdy czekał, aż przemówię.

„Wiesz, że życie ludzi jest jak moneta? Jedna strona to fortuna, gdzie wszystko układa się po twojej myśli. Druga… to nieszczęście, gdzie jeden ruch może całkowicie odmienić twój los”.

Uniósł brew, zaintrygowany, lecz milczał. Przeniosłem na niego wzrok, lekko przechylając głowę.

„Dlaczego czuję, że mój los właśnie ma się zmienić na zawsze? Że za kilka minut wszystko będzie inaczej?”

Kącik ust Ronana uniósł się w uśmiechu. „Czy to z powodu dziewczyny z twojego snu, mój królu?”

Wypuściłem powietrze, błądząc wzrokiem, po czym wzruszyłem ramionami. „Nie wiem. Nazwij to przeczuciem”.

Ale w głębi duszy wiedziałem, że to coś więcej. Ten zapach, do kogokolwiek należał, był znajomy.

Lawenda i dzikie róże. Rozpoznałbym go wszędzie.

„Jedź szybciej. Chcę tam być za dziesięć minut – ani sekundy później” – rozkazałem lodowatym tonem.

Harlan skłonił się lekko i mocniej wcisnął pedał gazu.

Otworzyłem dłoń i spojrzałem na spoczywającą w niej monetę. Strona zwrócona do góry to orzeł – szczęście było dziś po mojej stronie.

Kilka minut później samochód się zatrzymał, a Harlan ruszył, by otworzyć mi drzwi. Ale pchnąłem je sam, wysiadając z rękami swobodnie wetkniętymi do kieszeni. Przesunąłem wzrokiem po okolicy. Wataha Pyreclaw była przystrojona barwnymi kwiatami, goście mieszali się i rozmawiali, a ich oczy zwracały się ku mnie, gdy fale szeptów niosły się w powietrzu.

„Kto to jest? Jest taki przystojny, nigdy go tu wcześniej nie widziałem”.

„Przystojny? Zapomnij o tym, poczułeś jego aurę? On nie wygląda na byle kogo”.

„Może jakiś Alfa?”

„Nie, ktoś więcej. Nigdy nie czułem takiej obecności u żadnego Alfy. I spójrz na te tatuaże, one nie są tylko na pokaz”.

„Mój królu, czy powinienem ogłosić twoje przybycie?” – zapytał Ronan, stając obok mnie. Krótko potrząsnąłem głową.

„Zaprowadź mnie na miejsce ślubu” – rozkazałem. Bez wahania Ronan podszedł do kogoś w pobliżu i zapytał o drogę. Kiedy wrócił, ruszyliśmy w stronę sali. Po chwili dotarliśmy do drzwi, które Harlan otworzył, i weszliśmy do środka.

Gdy tylko wszedłem, uderzył we mnie intensywny zapach i moja głowa instynktownie zwróciła się ku środkowi sali. Moje oczy zwęziły się, gdy spoczęły na dziewczynie stojącej tam w sukni ślubnej; jej włosy spływały kaskadą poniżej talii, a oczy miały przeszywający odcień błękitu. Po raz pierwszy od lat moje serce załomotało w piersi, gdy wpatrywałem się w nią, nie mogąc oderwać wzroku.

Czas jakby zwolnił i czułem to. Silne przyciąganie ciągnące mnie ku tej dziewczynie. Jak pod wpływem uroku, zrobiłem krok bliżej, potem kolejny i następny.

Nie mogłem kontrolować swojego ciała, mój umysł był pusty, ale nie zatrzymywałem się. Czułem na sobie zaskoczone spojrzenia Ronana i Harlana, ale ich zdziwienie nie miało znaczenia.

„Mocą nadaną mi przez Boginię Księżyca, panno Valerie, czy bierzesz sobie—”

„Nie ma mowy! Ty milcz. Za nic w świecie za ciebie nie wyjdę”.

„Ojcze, nie chcę wychodzić za kogoś poniżej mojego statusu. Nadal jestem twoją córką i odzyskałam rozum. Ten ślub zostaje odwołany”.

Wtedy go usłyszałem.

Niski syk mojego wilka.

„Mate”.

Zamarłem. Moje usta wygięły się w grymasie, nie mogłem uwierzyć w to, co właśnie usłyszałem. Mate.

Zwęziłem oczy i mruknąłem pod nosem: „To niemożliwe”.

Ona nie mogła być moją mate.

Ale w następnej sekundzie, kiedy on chwycił ją za rękę, zapłonęła we mnie wściekłość. Bez namysłu znalazłem się przed nim, odtrącając jego dłoń.

„Zabieraj łapy” – syknąłem pod nosem, zanim zwróciłem się do niej, robiąc krok bliżej i przechylając głowę na bok.

„Mate?” – warknąłem nisko, a mój głos był szorstki z niedowierzania. Jej oczy się rozszerzyły i cofnęła się o krok, ale zanim się zorientowałem, moja ręka oplotła jej talię, przyciągając ją blisko mnie. Przytłaczająca chęć, by nachylić się i wciągnąć jej zapach, rozrywała mnie od środka, ale walczyłem z tym.

„Cofnij się, Fenrisie” – warknąłem w myślach, gdy poczułem, jak walczy o kontrolę nad moim ciałem.

By ją naznaczyć. By ją posiąść.

To był pierwszy raz, kiedy kiedykolwiek to zrobił; zamknąłem oczy, walcząc z nim. Moje dłonie zacisnęły się mocniej, ale w końcu to on wygrał.

Kiedy otworzyłem oczy, z mojego gardła wydobył się warkot, który ułożył się w jedno słowo.

„Moja”.

Fala zdumienia przeszła przez tłum, a ktoś szepnął z zaskoczeniem:

„To niemożliwe! C-czy to Król Likanów?!”

Jej oczy rozszerzyły się i pod nosem wyszeptała:

„Nie ma mowy”.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 5: 05|Czy to król Lykanów! - Odrodzona jako przeznaczona towarzyszka Króla Likanów | StoriesNook