languageJęzyk

06|Król Lykanów był moim towarzyszem?

Autor: Lilith Nightshade9 cze 2026

POV Valerie

Król Likanów?

Władca wszystkich wilkołaków. Najpotężniejsza istota zaraz po samej Bogini. Bezwzględny i pozbawiony serca mężczyzna, przeklęty na wieczne życie?

Ktoś taki miałby być moim partnerem?

Gdyby nie ten intruz w mojej głowie, skomlący niczym suka w rui, wyśmiałabym niedorzeczność jego słów.

„Partner! Partner! Partner! Jej! Znaleźliśmy go w tym wcieleniu! Tak bardzo Cię kocham, Bogini Księżyca. Dziękuję! O mój Boże, on jest niesamowicie przystojny. Nie wierzę, że to dzieje się naprawdę!”

Miałam ochotę krzyczeć albo rwać sobie włosy z głowy z frustracji. Zbyt wiele działo się naraz.

Po pierwsze, inkarnowałam się w przeszłości — dokładnie w dniu, w którym miałam wyjść za Declana. Po drugie, słyszałam głosy we własnej głowie, co prawdopodobnie oznaczało, że tracę zmysły. A po trzecie...

Przełknęłam ciężko ślinę, nie mogąc oderwać wzroku od obłędnie przystojnego mężczyzny stojącego przede mną.

Najwyraźniej był Królem Likanów. A ja byłam jego partnerką.

Moje serce waliło tak mocno, jakby zaraz miało eksplodować.

— Ja... ja... — Przycisnęłam dłonie do jego piersi, próbując go odepchnąć, powiedzieć cokolwiek, ale on ani drgnął. Nawet o milimetr.

Jego przenikliwe spojrzenie nie opuszczało mojego, nawet gdy w całym pomieszczeniu zapadła oszołomiona cisza. Wszyscy wpatrywali się w niego, jakby zobaczyli ducha.

Jasna cholera.

Odwróciłam głowę w lewo, szukając wzrokiem ojca. Stał z otwartymi ustami i wybałuszonymi z niedowierzania oczami, wskazując palcem na Króla Likanów.

Mrugnęłam do niego rozpaczliwie, niemym wzrokiem błagając o pomoc.

W końcu wyrwał się z odrętwienia, przenosząc spojrzenie z Króla na mnie. Poruszyłam wargami, formując słowo: „pomóż”.

Mrugnął raz, po czym gwałtownie zerwał się z krzesła. Zanim jednak zdołał cokolwiek powiedzieć, potężny głos rozdarł ciszę.

— Pokłon królowi!

Wszystkie głowy zwróciły się w stronę czarnowłosego mężczyzny stojącego na środku przejścia, którego ostre oczy skanowały salę.

— Okażcie szacunek Królowi Likanów!

— O moja Bogini, to naprawdę król! — ktoś westchnął.

Jeden po drugim, wszyscy padali na kolana, pochylając głowy w geście szacunku, z ciałami drżącymi ze strachu.

Alfy najsilniejszych watah klękały; nawet mój ojciec zadrżał, zanim poszedł w ich ślady. Patrzyłam, jak wściekły wyraz twarzy Declana zmienia się w ułamku sekundy — na jego obliczu odmalowało się przerażenie, gdy padł na kolana i skłonił głowę.

Każda osoba w tej hali się podporządkowała. Dreszcz przeszedł mi po plecach, gdy chłonęłam tę scenę.

W poprzednim życiu słyszałam jedynie opowieści o niesławnym Królu Likanów — budzącym postrach, szanowanym i nietykalnym. Nigdy nie wpuszczał obcych do swojej watahy. Dlaczego więc w tym życiu sprawy przybrały inny obrót?

Dlaczego tu był? Dlaczego był moim partnerem? To się wtedy nie wydarzyło.

Zamarłam. Westchnienie wyrwało się z moich ust, gdy mężczyzna przede mną pochylił się, owiewając moją skórę oddechem, po czym zniżył głowę do mojej szyi...

I powąchał mnie.

Łup. Łup.

— O, moja Bogini — szepnęłam, czując, jak jego nos muska zagłębienie mojej szyi. Wąchał mnie. Zanim się zorientowałam, moje ciało zareagowało na jego dotyk; obezwładniająca potrzeba, by się w niego wtulić, niemal całkowicie mnie zawładnęła.

„Kurczę! On tak obłędnie pachnie. Valerie, nie mogę uwierzyć, że nasz partner nas wyczuwa. Myślisz, że nas naznaczy?”

Wzięłam drżący oddech, a serce waliło mi na myśl o słowach echujących w mojej głowie. Naznaczy nas? Chwila — nas?! Czy to oznaczało, że ten głos w mojej głowie to naprawdę moja wilczyca?

— To niemożliwe — wymruczał w końcu Król Likanów, odsuwając się, a jego oczy powróciły do srebrzystego koloru. Utkwił wzrok w moich oczach, a w ich głębi błysnęło niedowierzanie... a po chwili coś innego. Odraza.

— Moja partnerka? Nie ma mowy, to niemożliwe. — Jego głos był ledwie szeptem, jakby próbował przekonać samego siebie.

Szepty wokół nas przybrały na sile.

— Partnerka? Córka Alfy Evandera jest partnerką króla?

— Czekaj, czy to znaczy, że jest jego partnerką z drugiej szansy? Ale to niemożliwe, nikt nigdy nie dostał drugiej szansy!

O, moja Bogini. Chciałam zapaść się pod ziemię i zniknąć.

To musiał być jakiś chory żart. Przecież nawet nie zerwałam jeszcze zaręczyn z Declanem! Moje oczy spoczęły na nim; widziałam, jak drży, potajemnie ściskając dłoń Lydii.

Zmrużyłam oczy w gniewnym spojrzeniu, gdy zapłonęła we mnie wściekłość. Wszystko, co doprowadziło do mojej śmierci, przemknęło mi przed oczami.

„Bo mogę, ty suko. Lydia jest moją przeznaczoną partnerką. To ją kocham. Ty natomiast... musiałem związać się z kimś tak bezwartościowym jak ty tylko dlatego, że byłaś jedynym dzieckiem zmarłego Alfy”.

„Jesteś głupia i bezużyteczna. I wbij to sobie do tej swojej pustej głowy — śmierć twojego ojca... naprawdę myślałaś, że to był zwykły atak wyrzutków?”

Moje dłonie zacisnęły się w pięści.

Chrzanić to. Nie obchodziło mnie, czy był Królem Likanów, czy nie; w tej chwili miałam ważniejsze sprawy na głowie. Zamierzałam sprawić, by ta dwójka głupców zapłaciła za wszystko.

Bez wahania położyłam dłonie na piersi Króla Likanów i napotkałam jego spojrzenie.

— Ma pan rację, mój królu. To niemożliwe. Musiało dojść do pomyłki, więc jeśli pan pozwoli, czy mógłby mnie pan puścić? Byłam w trakcie czegoś ważnego, zanim pan przerwał.

Zamierzałam to szepnąć, ale zbiorowe westchnienie, które rozległo się w hali, dowiodło, że wszyscy mnie słyszeli. Byli w końcu wilkołakami o wyostrzonym słuchu. Mimo to wyraz twarzy Króla Likanów nie zmienił się ani trochę. Jego oczy pozostały zmrużone, jakby mnie studiował — oceniał.

To sprawiło, że poczułam zdenerwowanie, a do serca wkradł się strach, ale uznałam, że cała ta sprawa z „reinkarnacją w przeszłości” uderzyła mi do głowy. Wypięłam pierś i odważnie spojrzałam mu w oczy, powtarzając: — Czy mógłbyś mnie, proszę, puścić?

Tym razem rzeczywiście mnie puścił, robiąc krok w tył. Choć powinnam poczuć ulgę, że mnie posłuchał, nie mogłam opędzić się od nagłej tęsknoty za jego dotykiem. Zmusiłam się do zignorowania tego uczucia i odwróciłam się, zauważając, że choć wszyscy wciąż klęczeli, ich wzrok był utkwiony w scenie przed nimi.

Biorąc głęboki oddech, przeniosłam spojrzenie na Declana. W chwili, gdy nasze oczy się spotkały, szybko puścił rękę Lydii i otworzył usta, by przemówić.

— Kochanie, co się dzieje...

Podniosłam rękę, ucinając mu wpół zdania ostrym spojrzeniem. — Ani waż się nazywać mnie „kochaniem”, ty draniu. Nie po tym, co zrobiłeś!

Zmarszczył brwi w konsternacji, jakby naprawdę nie rozumiał. Może szok wziął górę nad strachem, bo wstał i podszedł do mnie.

— Kochanie, o czym ty mówisz? Co takiego zrobiłem?

Wyciągnął rękę, ale zanim zdążył mnie dotknąć, uniosłam dłoń i wymierzyłam mu siarczysty policzek. Ostry trzask poniósł się echem po sali, wprawiając wszystkich w osłupienie.

Głowa Declana odskoczyła w bok. Dotknął policzka z niedowierzaniem, po czym znów na mnie spojrzał. Podeszłam bliżej, a mój głos drżał z wściekłości.

— Co zrobiłeś? Jak śmiesz mnie o to pytać, skoro masz już partnerkę?!

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki