

Autor: Aeliana Thorne
W noc moich osiemnastych urodzin więź godowa nagle się zamanifestowała. Moim przeznaczonym nie był byle jaki wilk — był nim Vaxen Krell, bezwzględny przyszły Król Likanów. I mój przyrodni brat. Oddałam mu swoją niewinność pod osłoną nocy, odurzona jego zapachem bergamotki i desperackimi obietnicami, które szeptał przy mojej nagiej skórze. Jednak świt przyniósł ostateczną zdradę. „Ja, Vaxen Krell, odrzucam cię jako moją towarzyszkę”. Jego lodowate słowa przeszyły moją pierś, gdy stał przed całą watahą i ogłosił moją zdradziecką najlepszą przyjaciółkę swoją Luną. Napiętnował mnie jako słabą, zwyczajną wyrzutkę. Jako błąd. Złamana, upokorzona i ścigana, uciekłam w noc. Zostawiłam za sobą alfę, który zdruzgotał moją duszę, ale nie odeszłam z pustymi rękami. Nosiłam jego sekretnego dziedzica. Pięć lat później krucha dziewczyna, którą wygnali, już nie istnieje. Na jej miejscu stoi kobieta przebudzona przez zabójczą, starożytną magię, zdolną rzucić cały nadprzyrodzony świat na kolana. Jestem Zaklinaczką, prawdziwą Alfą. Teraz śmiertelna demoniczna plaga zmusza mnie do wyjścia z cienia, wciągając Vaxena prosto w moją orbitę. Arogancki Król Likanów nagle wpada w obsesję, śledzi mój zapach i pada na kolana, by błagać o towarzyszkę, którą sam porzucił. Chce mnie odzyskać. Chce potężnej rodziny, o której istnieniu nie miał pojęcia. Ale moje serce to forteca z lodu. Vaxen złamał mnie raz. Tym razem, jeśli posunie się o krok za daleko, nie zawaham się złamać jego.
Dałaś się nabrać...
Elara.
Wzrok mi się zamazał. W głowie mi huczało, gdy przeszyła mnie fala rozkoszy. Rozchyliłam szeroko nogi, gdy Vaxen osiadł głębiej, przejmując kontrolę nad moim ciałem.
Jęczałam cicho, czując każde pchnięcie, każde uderzenie, którym obdarzał mnie Vaxen. Spiął swoje usta z moimi, całując mnie tak, że wyjękiwałam jego imię. To było cudowne.
A więc tak smakuje przypieczętowanie więzi partnerstwa? Kochałam to uczucie. Serce waliło mi w piersi jak szalone.
Słyszałam warkot Vaxena, gdy utrzymywał tempo, wbijając się we mnie swoim członkiem.
Wbiłam palce w jego plecy, płacząc nad słodyczą tego doznania. Rozkoszowałam się endorfinami krążącymi w moim ciele.
„Vaxen, proszę…” – wykrzyknęłam jego imię. Nie. Wyjęczałam je. Jakby to dodało mu skrzydeł, Vaxen przyspieszył tempo. Pchał głębiej. Pieprzył mnie mocniej.
Czułam, jak nasza więź wskakuje na swoje miejsce. Trzymałam się mojego partnera. Mojej największej miłości, gdy on pieścił każdą cząstkę mojego ciała.
Zupełnie zapomniałam, że jesteśmy u jego przyjaciela. To znaczy, powinnam być już w domu watahy. Powinnam być zamknięta w swoim pokoju, jak zawsze, ale nie tam byłam. Byłam tam, gdzie chciałam być.
To było miejsce, w którym pragnęłam się znaleźć. Z Vaxenem, moim przyrodnim bratem, w którym od zawsze potajemnie się kochałam.
Pozwólcie, że się przedstawię: jestem Elara, zaniedbana księżniczka alfa watahy Xanthos-Crest. Najstarszej watahy wilkołaków-likanów na Wschodnim Wybrzeżu.
Matka porzuciła mnie natychmiast po urodzeniu, ponieważ dowiedziała się, że mój ojciec jest likanem. W naszym świecie zwykłe wilkołaki nie powinny mieszać się z likanami, ponieważ są oni najgroźniejszym gatunkiem. Zawsze zabijają dla władzy, bogactwa i pieniędzy.
Wygląda na to, że moja matka nie była tego świadoma; zakochała się w moim ojcu i zaszła ze mną w ciążę.
Domyślam się, że później dowiedziała się prawdy w ten czy inny sposób i uciekła zaraz po moim urodzeniu.
Ojciec przyjął mnie pod swój dach z nadzieją, że będę likanem, ale lekarze potwierdzili, gdy miałam cztery lata, że jestem zwykłym wilkiem. Od tamtej pory byłam postrzegana jako nienormalna dziewczyna w watasze i zostałam odtrącona.
Powinnam zostać zabita, ale ponieważ płynęła we mnie krew alfa, ojciec postanowił mnie oszczędzić i uczynić swoją niewolnicą.
Dzisiaj skończyłam osiemnaście lat i na szczęście poczułam zapach mojego partnera, będąc w szkole. Okazało się, że moim partnerem jest mój przyrodni brat alfa, w którym podkochiwałam się od dnia, w którym mój ojciec poślubił jego matkę.
Vaxen był popularny we wszystkich watahach likanów. Znano go jako playboya. Ta plotka była prawdziwa, ponieważ widziałam liczne dziewczyny, którymi się bawił. Zawsze przyprowadzał koleżanki z naszej szkoły do domu.
Oczywiście zawsze byłam zazdrosna, bo to nie ja byłam na ich miejscu. Zawsze wyobrażałam sobie, jak by to było, gdyby Vaxen wziął mnie tak, jak brał tamte kobiety.
Jakby Bogini Księżyca usłyszała moje ciche prośby, dała mi Vaxena jako partnera.
Kiedy dziś w szkole dowiedzieliśmy się, że jesteśmy sobie przeznaczeni, obiecał, że zmieni swoje postępowanie teraz, gdy jesteśmy parą.
Oczywiście uwierzyłam swojemu partnerowi. Nie umknęła mi zazdrość bijąca od dziewczyn, które były w pobliżu, gdy wyszło na jaw, że jesteśmy partnerami.
Byłam taka szczęśliwa, a Vaxen pocałował mnie na oczach wszystkich.
Kiedy skończyliśmy dzisiejsze zajęcia, obiecał mi niespodziankę i właśnie wtedy przyprowadził mnie tutaj, abyśmy mogli w pełni scalić naszą więź.
„Ahh, Elara…” – Vaxen zawołał moje imię, wyrywając mnie z myśli. Jęknęłam, tak zachłannie wbijając paznokcie w jego plecy.
Był zaskoczony, dowiadując się, że jestem dziewicą, a ja powiedziałam mu, że zawsze chciałam zachować siebie dla mojego partnera.
Prawda była taka, że chciałam, aby to tylko Vaxen był tym, który mnie posiądzie. I cieszyłam się, że dzieje się to właśnie teraz.
Vaxen kontynuował swoje działania, a ja oddawałam się mu, aż zaczął zbliżać się do szczytu. Nagle zajęczał głośno, a ja poczułam fale płynu zalewające moje wnętrze.
Vaxen opadł na swoją stronę łóżka, ciężko dysząc.
Uśmiecham się, patrząc w sufit i przyciskając prześcieradło do ciała.
„To było niesamowite, Vax…” – mówię, komplementując go.
Jednak Vaxen nie odpowiedział. Tylko mruknął coś pod nosem.
Nie odebrałam tego negatywnie, odwróciłam się i spojrzałam na niego. „Wiesz, zawsze cię kochałam”.
Mówię to po raz pierwszy. Chociaż w szkole zawsze zgrywałam niedostępną, gdy przyjaciele Vaxena lub inni chłopcy próbowali mnie poderwać. W ogóle ich nie chciałam.
Chciałam tylko Vaxena.
Mimo że on mnie nie zauważał. Jaxon, jeden z przyjaciół Vaxena, zaprosił mnie na potajemną randkę, ale odmówiłam. Jaxon oskarżył mnie później, że potajemnie kocham się w Vaxenie, ale zaprzeczyłam.
Dałam Jaxonowi do zrozumienia, że nigdy nie pokocham Vaxena, bo jest playboyem. Mógłby łatwo złamać mi serce, czego unikałam.
Ale teraz wyznaję wszystko. Przynajmniej nikt nas nie oglądał, gdy wyjawiałam prawdę, którą skrywałam, odkąd poznałam Vaxena.
Przyglądałam się jego ciemnym brwiom, które zmarszczył na moje słowa, jakby był zniesmaczony.
To niemożliwe… po prostu za dużo sobie wyobrażałam.
„Wiesz…” – wyciągnęłam rękę i przesunęłam nią po jego twarzy, ale Vaxen odsunął się. Nie przeszkadzało mi to. Po prostu dalej mówiła prawdę. „Tak naprawdę zachowałam dziewictwo dla ciebie, Vax…”
„Nie nazywaj mnie tak” – warknął, ku mojemu zaskoczeniu.
„Dlaczego?” – zapytałam go.
Z tego, co wiedziałam, partnerzy zawsze zwracali się do siebie czułymi słówkami, a ja zawsze wyobrażałam sobie, jak to będzie brzmieć, gdy będę go wołać zdrobnieniem jego imienia.
„Po prostu mów mi po imieniu, Elara” – powiedział, wstając.
„Dobrze, jeśli tego właśnie chcesz”.
Wstałam z łóżka, patrząc przelotnie na pogniecioną pościel i wspominając, jak nasze małe ćwiczenie wszystko tu zabałaganiło.
Vaxen zaczął zbierać swoje ubrania i szybko wkładać czarne spodnie.
Próbowałam zrobić to samo, ale przypomniałam sobie, że rozdarł moją sukienkę, gdy spieszyliśmy się, by paść sobie w ramiona.
Kiedy zbierałam resztki swoich ubrań, mój wzrok padł na lustro przed mną.
Przyjrzałam się swojemu nagiemu ciału, a gdy mój wzrok spoczął na szyi, przypomniałam sobie, że jeszcze mnie nie naznaczył.
„Hej” – powiedziałam, podbiegając do Vaxena, gdy ten zamierzał opuścić pokój. Zatrzymałam się przed nim. „Jeszcze się nie naznaczyliśmy. Pozwól, że cię naznaczę”.
„Tak, naznaczmy się, partnerze” – powiedziała moja wilczyca, Sovereign, z ekscytacją, gdy pochyliłam się blisko Vaxena, wysuwając kły.
W chwili, gdy chciałam zatopić je w szyi Vaxena, poczułam jego silną dłoń na swoim gardle.
W mgnieniu oka Vaxen pchnął mnie brutalnie na ścianę, dociskając moje plecy do muru. Jęknęłam z bólu.
Nagle ogarnęła mnie konsternacja, a serce zaczęło drżeć. Zacisnął mocniej pięść na mojej szyi.
„Co się stało?” – zapytałam, a mój głos był ledwie szeptem.
„Nigdy nie miałem zamiaru cię naznaczyć” – warknął Vaxen. Jego spojrzenie było intensywne. Wyglądał na wręcz zniesmaczonego.
Był to jaskrawy kontrast z tym, jak czule patrzył na mnie, gdy wchodziliśmy do pokoju. Wtedy wyglądał, jakby chciał mnie pożreć, dając mi jednocześnie rozkosze, których nie zaznam nigdzie indziej.
„Ale jesteśmy partnerami. Powinniśmy się naznaczyć…”
„Byłabyś ostatnią osobą, którą bym naznaczył!” – wypluł te jadowite słowa.
Moje kolana zaczęły się trząść pod wpływem jego słów.
Dlaczego?
Czy on nie czuł więzi partnerstwa?
Czy to wszystko było kłamstwem?
„Więc? Co z twoją wcześniejszą obietnicą? Właśnie odebrałeś mi dziewictwo, Vaxen” – prawie się rozpłakałam, ale powstrzymałam łzy.
Nie mogłam jeszcze płakać.
Vaxen uśmiechnął się niebezpiecznie na moje słowa.
Cofnął się, zabierając dłoń z mojej szyi.
Zaciągnęłam się gwałtownie powietrzem, upadając na podłogę.
Dysząc, spojrzałam na niego, gdy on patrzył na mnie z pogardą.
„No cóż. Elara, prawa księżniczka tej watahy…” – powiedział.
Serce mi waliło, gdy Vaxen krążył wokół mnie.
„Zgrywałaś niedostępną, wiesz. Uznaliśmy więc, że mądrze będzie…”
„Więc to nie było prawdziwe?” – warknęłam, ledwo wstając. Wzrok mi zaszedł łzami, gdy patrzyłam w oczy mojego partnera.
„Tak, Elara. To…” – wskazał między mnie a siebie. „To była tylko gra”. Wyszedł, trzaskając drzwiami zaraz po tym, jak to powiedział.
Słysząc to, zakręciło mi się w głowie.
A więc Vaxen nigdy tak naprawdę nie chciał się ze mną wiązać?
Serce mi pękło; czołgałam się przez pokój, szukając swojej torebki. Znalazłam ją przy nodze łóżka i wsunęłam rękę do środka, chcąc wyciągnąć telefon i zadzwonić do jedynej najlepszej przyjaciółki, jaką miałam.
„Halo, Seline” – powiedziałam przez łzy spływające mi po policzkach.
Chciałam tylko, aby przyjaciółka mnie pocieszyła, ale zamiast tego usłyszałam, jak wybuchła śmiechem.
„Mam cię! W końcu dałaś się nabrać” – warknęła, ku mojemu zaskoczeniu.