

Autor: Aeliana Moreau
Jestem świeżo upieczonym absolwentem z ogromnym długiem, porzuconym przez mojego chłopaka Omegę. Kiedy upiłem się w barze, nie spodziewałem się najlepszych wrażeń w życiu. A następnego ranka nie spodziewałem się też obudzić i odkryć, że on jest Alfą miliarderem i… szefem mojego byłego chłopaka. Jak potoczą się sprawy po tym, jak przypadkowo zostałem nianią na pełen etat jego 5-letniej córki? ____________ Jak do tego doszło? Jak to się stało, że w końcu znalazłem pracę, tylko po to, by okazało się, że mój nowy pracodawca to ta sama osoba, z którą miałem romans zaledwie dwie noce temu? "Nie wiedziałem, że to pan jest pracodawcą. Gdybym wiedział, nie aplikowałbym..." "W porządku. Wiedziałem, że to ty, kiedy cię zatrudniałem. Zrobiłem to celowo." Zmarszczyłem brwi. "Co to znaczy?"
Moana
To był gorący letni wieczór, a ja właśnie spędziłam cały dzień na poszukiwaniu pracy.
Znalezienie zatrudnienia jako człowiek w świecie zdominowanym przez wilkołaki, zwłaszcza w samym środku miejskiego zgiełku, nie było łatwe. Mimo że miałam dyplom z edukacji wczesnoszkolnej, żadna szkoła nie chciała mnie zatrudnić, ponieważ byłam człowiekiem. Rodzice-wilkołaki oburzali się na samą myśl o tym, by „bezwartościowy człowiek” uczył ich dzieci, jakby moje umiejętności, ambicje i wykształcenie nie miały żadnego znaczenia.
Dlatego ograniczyłam się do pracy w usługach, o którą niestety też było trudno, bo rynek był przesycony innymi ludźmi, którzy równie rozpaczliwie potrzebowali pieniędzy na rachunki.
Jeśli jednak wkrótce nie znajdę pracy, stracę mieszkanie. Mój właściciel dał mi już trzydziestodniowe wypowiedzenie. Jeżeli do końca tych trzydziestu dni nie zapłacę czynszu – oraz zaległości za trzy poprzednie miesiące – eksmituje mnie.
Przynajmniej wciąż miałam mojego chłopaka, Sama. On też nie był wyjątkowo zamożny, mimo że był wilkołakiem, ale przynajmniej miał pracę i mógł opłacić swój czynsz. Byliśmy razem od trzech lat, a znaliśmy się od pięciu, więc może to już czas, by wkrótce porozmawiać o wspólnym zamieszkaniu.
Kiedy szłam zatłoczoną miejską ulicą, a cienka warstwa potu pokrywała mi czoło po całym dniu biegania od firmy do firmy w poszukiwaniu kogoś, kto by mnie zatrudnił, zaczęłam zdawać sobie sprawę z tego, jak bardzo jestem głodna. Nie było mnie stać na jedzenie na mieście, ale na pyszne zapachy dobiegające z mijanych restauracji zaczęła mi ciec ślinka.
Jedna konkretna restauracja po drugiej stronie ulicy przykuła moją uwagę, ale wcale nie z powodu zapachu jedzenia.
Zatrzymałam się w miejscu, otwierając szeroko oczy.
Wewnątrz restauracji, tuż przy oknie, siedział Sam. Nie był sam; towarzyszyła mu inna kobieta, a oni…
Całowali się.
– Chyba sobie, kurwa, żartujesz – powiedziała na głos, sprawiając, że kilku przechodniów odwróciło głowy i obdarzyło mnie dziwnym spojrzeniem.
Sam mówił mi ostatnio, że jest zajęty, że ma dużo pracy… Czy to właśnie robił? Zdradzał mnie z jakąś inną kobietą?
Wzbierała we mnie wściekłość i bez zastanowienia ruszyłam przez ulicę w stronę okna restauracji. Mój żołądek przewrócił się do góry nogami, gdy podeszłam bliżej. Ta kobieta była oszałamiająca – wyglądała dosłownie jak supermodelka – i to wcale nie poprawiło mojego samopoczucia w tej sytuacji. Sam nie tylko mnie zdradzał, ale zdradzał mnie z kimś, kto tak wyglądał.
Była szczupłą, opaloną blondynką o długich nogach, ubraną w kusą sukienkę wieczorową i szpilki. Zdarzało mi się słyszeć komplementy na temat mojej twarzy, figury i długich rudych włosów, ale w tym momencie, stojąc i patrząc na Sama i jego kochankę, czułam się całkowicie bezwartościowa.
Jak mógł mi to zrobić?
Zatrzymałam się przed oknem. Żadne z nich nawet nie zauważyło, że tam stoję, tak bardzo byli pochłonięci swoimi pieszczotami.
Więc uderzyłam w szybę.
Sam i tajemnicza kobieta aż podskoczyli, a na mój widok oczy rozszerzyły im się ze zdumienia. Wparowałam przez wejście do środka, ignorując dziwne spojrzenia obsługi i klientów, po czym podbiegłam do stolika, przy którym siedzieli.
– Jak śmiesz, do kurwy nędzy?! – wrzasnęłam, zaciskając dłonie w pięści wzdłuż tułowia. – Jesteśmy razem od trzech lat, a ty mnie zdradzasz?!
Kobieta zerkała na zmianę to na Sama, to na mnie z zakłopotaniem na twarzy, podczas gdy w restauracji zapadła cisza, ale na twarzy Sama malował się tylko gniew i uraza. Nie mówiąc ani słowa, wstał, chwycił mnie za ramię i wyciągnął z lokalu. Był zbyt silny, bym mogła stawiać opór, więc potknęłam się, idąc za nim, i wylądowałam z powrotem na ruchliwej ulicy z łzami spływającymi po policzkach.
– Robisz z nas obojga idiotów, Moana – warknął, gdy znaleźliśmy się na zewnątrz.
– Ja robię z nas idiotów? – odpowiedziałam wciąż podniesionym głosem. – Obściskujesz się publicznie z inną kobietą!
Sam tylko przewrócił oczami i odciągnął mnie jeszcze dalej od drzwi. Jego wilkołacze oczy płonęły jasnopomarańczowym blaskiem, a twarz wykrzywiał gniew.
– Opanuj się – szepnął, wpychając mnie brutalnie na ścianę budynku. – Jesteś tylko zwykłym człowiekiem. Powinnaś czuć się szczęściarą, że w ogóle zabawiałem cię przez te trzy lata.
Jego słowa zabolały, a moje pole widzenia zaszło mgłą od łez.
– Dlaczego ona? – wykrztusiłam, gdy łkanie uwięzło mi w gardle.
Sam, mężczyzna, który przez trzy lata mówił mi, że mnie kocha, tylko się zaśmiał. – Jesteś dla mnie bezużyteczna – warknął. – Ona jest Betą. Jej rodzina jest niewyobrażalnie bogata i wpływowa, i to dzięki niej w przyszłym tygodniu zaczynam nową pracę w WereCorp.
WereCorp był największą korporacją na świecie. Nie tylko kontrolowali wszystkie banki, ale też stworzyli najnowszą i najpowszechniej używaną kryptowalutę XXI wieku: WCoin. Nigdy z niej nie korzystałam – ludziom nie było wolno – ale dzięki niej po jej pojawieniu się na rynku wiele wilkołaków stało się obrzydliwie bogatych.
Kontynuował: – Co dla mnie zrobiłaś, oprócz pasożytowania na mnie, bo sama nie potrafisz nawet znaleźć pracy? Jesteś niczym w porównaniu z nią. Jak w ogóle śmiesz kwestionować moją decyzję o pójściu naprzód.
Nie mogłam powiedzieć już nic więcej; nic innego nie przychodziło mi do głowy poza tym, by jak najszybciej uciec od niego jak najdalej. W końcu odepchnęłam Sama, odrywając się od ściany. – Pierdol się – warknęłam. Gniew przejął nade mną kontrolę, gdy podniosłam rękę i uderzyłam go mocno w twarz. Przechodnie już na nas patrzyli, ale nic mnie to nie obchodziło.
Bez słowa odwróciłam się na pięcie i odeszłam stamtąd wzburzona, nie oglądając się za siebie.
Kiedy zdrętwiała szłam ulicą i ocierałam łzy z oczu, myślałam o tym, jaki był Sam, gdy się poznaliśmy; w liceum był tylko dręczonym Omegą bez pewności siebie, bez perspektyw i bez przyjaciół. Pomogłam mu uwierzyć w siebie dzięki mojej miłości i wsparciu, a on tak mi się odwdzięczył? Zostawiając mnie dla jakiejś blondynki, a wszystko to za posadę w WereCorp?
Nic nie rozwścieczało mnie bardziej niż świadomość, że mój chłopak od trzech lat i najlepszy przyjaciel od pięciu zostawił mnie z taką łatwością dla pieniędzy i władzy.
Wciąż jeszcze kipiałam ze złości, gdy weszłam na skrzyżowanie, zbyt otępiała, by porządnie się rozejrzeć przed przejściem. Właśnie wtedy usłyszałam dźwięk klaksonu, a kiedy podniosłam wzrok, zobaczyłam luksusowy samochód jadący prosto na mnie. Przeklinając pod nosem, zatoczyłam się do tyłu i wpadłam w kałużę tuż przed tym, jak auto mogło we mnie uderzyć.
Samochód zatrzymał się obok mnie z piskiem opon, co było zaskakujące, ponieważ zakładałam, że po prostu odjadą po tym, jak prawie mnie potrącili, ale jeszcze bardziej zaskoczyła mnie osoba siedząca w środku, gdy szyba zsunęła się w dół.
Edrick Morgan, dyrektor generalny WereCorp.
Edrick był znany nie tylko z tego, że był najmłodszym CEO w historii firmy i spadkobiercą największej fortuny na świecie, ale także ze swojego oszałamiającego wyglądu – i chociaż byłam niesamowicie zraniona i wściekła z powodu wszystkiego, co się dziś wydarzyło, nie mogłam nie zauważyć jego mocno zarysowanej szczęki, umięśnionych ramion i rąk oraz niewiarygodnie przystojnej twarzy.
Otworzyłam usta, żeby powiedzieć coś o tym, że omal mnie nie potrącił, ale zanim zdążyłam to zrobić, zlustrował mnie z góry na dół i wyrzucił przez okno plik banknotów, odjeżdżając z rykiem silnika.
Edrick Morgan, prezes WereCorp, prawie potrącił mnie swoim samochodem… a potem rzucił mi pieniądze, jakbym była jakąś żebraczką.
Wszystkie wilkołaki naprawdę były aroganckimi dupkami.
Rzuciłam gotówkę na ziemię i wstałam, przeklinając pod nosem, gdy zdałam sobie sprawę z tego, jak bardzo przemoczone i brudne było moje ubranie. Będę musiała wrócić do domu i zobaczyć, czy uda mi się wyskrobać trochę drobnych, by zanieść je do pralni i móc jutro kontynuować poszukiwania pracy, ale prawdę mówiąc, w tej chwili chciałam po prostu utopić swoje smutki.
Przeszłam kilka przecznic, aż w końcu wypatrzyłam bar, który wydawał się miły i spokojny. Biorąc głęboki oddech i wygładzając poplamioną koszulę, przeszłam przez drzwi i podeszłam do ochroniarza.
Ochroniarz zmrużył na mnie oczy i zmierzył mnie wzrokiem, rejestrując mój brudny wygląd, po czym obwąchał powietrze przede mną.
– Ludziom bez eskorty klubowicza wstęp wzbroniony – warknął, krzyżując ramiona.
Zmarszczyłam brwi. – Klubowicza? – zapytałam. – Jestem płacącym klientem. Po prostu pozwól mi kupić sobie drinka.
Ochroniarz pokręcił głową i zaczął wypychać mnie w stronę drzwi, jakbym była jakimś utrapieniem.
– Czy to w ogóle legalne? – powiedziałam podniesionym głosem. – Nie możecie tak po prostu dyskryminować ludzi! Czy moje pieniądze są tu bezwartościowe tylko z powodu… –
– Jest ze mną – rozległ się nagle z tyłu surowy i wyraźny głos.
Zarówno ochroniarz, jak i ja, podnieśliśmy wzrok i odwróciliśmy się, by zobaczyć mężczyznę w garniturze stojącego na schodach.
Edricka Morgana.