Odór spalonej ziemi wciąż trzymał się mojego futra.
Jaskinia za nami nie tętniła już śmiechem Lorkasa — tym wykrzywionym, drwiącym echem, które wżarło się w moje kości — ale wciąż go czułam, fantomowy dźwięk pełznący w moich uszach.
Oddychałam ciężko, a białe obłoki szronu wirowały w zimnym powietrzu przy każdym wydechu. Dante stał obok mnie, jego potężna postać likana falowała od tego samego wycz






