(Punkt widzenia Dantego)
Las nie powinien być aż tak cichy.
Szliśmy w głąb północnego grzbietu, mój patrol podążał za mną w ciasnej formacji — Malcor po mojej lewej, Alessio po prawej, Aethel obserwująca cienie.
Wiatr był nie taki, jak trzeba.
Żadnego zapachu. Żadnych ptaków. Żadnego bicia serca—
I nagle—szarpnięcie.
Ostre. Nagłe. Przerażające.
Więź szarpnęła w mojej piersi, jakby ktoś sięgnął pod






