

Autor: Aurora Sánchez
– Jesteś moja, Tori – szepnął prosto w moje usta, a jego dłonie zaciskały się na mojej talii tak mocno, że niemal zostawiały siniaki, z przerażającą zaborczością. – Moja. W dniu, w którym zostałaś moją żoną, każdy inny mężczyzna przestał istnieć. Zadrżałam, a oddech uwiązł mi w gardle, gdy spojrzałam w jego zimne, lodowatobłękitne oczy. Anna Vittoria „Tori” Romano myślała, że uciekła z dusznego, splamionego krwią świata chicagowskiej mafii. Ukryta w elitarnej szkole z internatem, po raz pierwszy odważyła się posmakować wolności. Ale jedna lekkomyślna noc na mieście zmienia wszystko, gdy jej drogi krzyżują się z hipnotyzującym, niebezpiecznym nieznajomym. Kilka dni później Tori zostaje siłą ściągnięta z powrotem do rodzinnej posiadłości, by zmierzyć się z druzgocącą prawdą: jej wolność była jedynie iluzją. Zostaje zmuszona do zaaranżowanego małżeństwa, które ma przypieczętować potężny sojusz. Jej przyszły mąż? Lorenzo „Enzo” Visconti. Bezwzględny Capo dei Capi nowojorskiej mafii. Człowiek budzący największy strach w przestępczym półświatku. I dokładnie ten sam nieznajomy z klubu.
– To zły pomysł i dobrze o tym wiecie – powiedziałam do moich najlepszych przyjaciółek, Chiary i Liliany.
Jakim cudem pozwoliłam im się przekonać, że to dobry pomysł, przechodzi moje pojęcie.
– Po raz enty powtarzam, musisz trochę pożyć – wyszeptała Chiara.
– Jasne, pewnie obedrą nas ze skóry, i to nie „jeśli”, ale „kiedy” nas złapią – odpowiadam równie cichym tonem, rozglądając się z niepokojem.
– Ludzie cały czas się urywają, Vita, nikt nigdy nie dał się złapać, ta trasa jest zajebista. – To była Liliana, szła przed nami z latarką w dłoni.
– Ta – wytarłam dłoń o gładki materiał sukienki. – Zawsze musi być ten pierwszy raz – wyszeptałam w odpowiedzi, przewracając oczami.
Chiara i Liliana to moje najlepsze przyjaciółki, przeszłyśmy razem przez piekło i z powrotem, co polegało głównie na nauce do trudnych egzaminów, wkuwaniu na sprawdziany i łamaniu ciszy nocnej. Ale to, co zamierzałyśmy teraz zrobić, było po prostu czystym szaleństwem.
Pewnie brzmi to tak, jakbyśmy uciekały z więzienia czy coś w tym stylu, wiem.
To szaleństwo, jestem nienormalna, że zgodziłam się na ten plan, przez który wyląduję w niezłych tarapatach.
Przez kilka następnych minut szłyśmy cicho na palcach, a moje serce podskakiwało na każdy podejrzany dźwięk. Niejeden raz miałam ochotę zawrócić, jakkolwiek szalenie to brzmiało, Liliana uznała, że wyjście na imprezę w noc przed naszymi egzaminami końcowymi to świetny pomysł. Tak naprawdę wcale nie chciałam iść, po prostu nie chciałam zostać sama w naszym pokoju w internacie. Szlag, kogo ja oszukuję?? Chyba kręcił mnie ten dreszczyk niebezpieczeństwa, że nas złapią, ale teraz naprawdę wszystko to przemyśliwałam.
Rzuciły mi też wyzwanie, a ja nie jestem tchórzem.
A potem dostrzegłam wysokie ceglane mury. Jeszcze kilka kroków i stałyśmy przed stalowymi drzwiami zamiast tych zwykłych tytanowych, które przywykłam widywać na terenie akademii.
Liliana wyłączyła latarkę, którą przyniosła z naszego pokoju, chwyciła za klamkę i ostrożnie otworzyła drzwi.
Na wpół spodziewałam się, że ktoś skądś wyskoczy i krzyknie „przyłapane!” albo coś w tym stylu, ale nic takiego się nie stało. Drzwi były otwarte i mogłyśmy wyjść.
Liliana wyszła pierwsza, po czym ponagliła mnie gestem. Ruszyłam za nią, a na końcu wyszła Chiara.
– Mówiłam wam, że nas nie złapią – powiedziała Chiara, zamykając drzwi, gdy zaczęłyśmy iść szosą, coraz dalej od naszej szkoły, w miejsce, z którego miałyśmy wziąć taksówkę. Przed naszym wyjściem Chiara zamówiła taryfę przez komputer.
Jak dotąd wszystko szło gładko, plan przebiegał zgodnie z planem.
Minęło nas kilka pojazdów i zaczęłam się czuć trochę dziwnie, tak po prostu stojąc na poboczu. Przestępowałam z nogi na nogę, krzyżując ramiona na piersi, gdy czekałyśmy na taksówkę, podczas gdy Chiara i Liliana mówiły coś o tym, że kierowca spóźnia się o trzy minuty, wpatrując się w zegarek na nadgarstku Liliany, i nagle obok nas zatrzymuje się czarny jeep. Wyglądał na nowego i błyszczącego. Ktokolwiek miał to auto, był nieźle dziany.
Kilka sekund później przyciemniana szyba opuściła się. Kierowcą był młody mężczyzna, nie widziałam go dokładnie, bo było już ciemno, miał może z lekko ponad dwadzieścia lat. Wystawił lekko głowę przez okno, z ramieniem opartym o kierownicę.
– Proszę, proszę, cześć ślicznotki, wybieracie się gdzieś? – zapytał głosem, który w moim odczuciu miał brzmieć flirciarsko.
– A żebyś wiedział, że tak – odpowiedziała Chiara, odrzucając włosy i wystawiając jedną długą, wyrzeźbioną nogę, która obecnie znajdowała się w czerwonej sukience do połowy uda i czarnych, wysokich szpilkach.
W ciemności uniosłam brew, bo znałam to spojrzenie, to było to samo, którego używała, kiedy chciała postawić na swoim w kontaktach z chłopakami w szkole.
Chyba nie zamierzała zrobić tego, o czym myślałam, prawda?
– Nie jesteście zbyt piękne, żeby tak czekać? Mogę podwieźć ciebie i twoje śliczne przyjaciółki, dokądkolwiek zmierzacie.
– O mój Boże, byłoby wspaniale – powiedziała z kolejnym rzutem blond włosów.
Co?! Prawie krzyknęłam.
W ogóle się na to nie zgadzałam.
Wsiadanie do samochodu nieznajomego? To może skończyć się źle na tak wiele sposobów.
– Co ona do cholery robi? – syknęłam szeptem do Liliany kącikiem ust.
– Załatwia nam podwózkę, w ten sposób zaoszczędzimy na rachunku za taksówkę.
Jest na haju?
Obie są.
Facet powiedział coś w stylu „wskakujcie”, otwierając drzwi na tylne siedzenie.
A moja przyjaciółka Chiara bez wahania wskoczyła do środka, podczas gdy mała torebka zawieszona na jej ramieniu podskakiwała na biodrze, gdy wsuwała się głębiej, robiąc miejsce dla Liliany, która wchodząc, posłała mi znaczące spojrzenie.
– Oni tylko podrzucają nas do klubu.
Jasne, to albo sprzedadzą nas handlarzom żywym towarem. Nie powiedziałam tego na głos, nie chciałam podsuwać im pomysłów.
Uznałam, że nie mam większego wyboru, więc też wsiadłam i zatrzasnęłam drzwi. Skóra była chłodna pod moimi udami, a w powietrzu unosił się słaby zapach czegoś ziołowego, przypominającego trawkę.
– Kto to twój kolega? – pyta na głos Liliana.
Dopiero wtedy zauważyłam, że w samochodzie było dwóch facetów.
– Nazywam się Giacomo, możecie mi mówić Gino – powiedział ten na siedzeniu pasażera, wyciągając do tyłu dłoń.
Liliana pochyla się do przodu i składa swoją dłoń w jego, prezentując mu hojnie wyeksponowany dekolt.
Świetnie, po prostu świetnie.
– A ty? – pyta chłopak, a ja czuję, jak jego wzrok przenosi się na mnie. Marszczę brwi i mrugam.
– To jest Vita – podpowiedziała Liliana, wskazując na mnie kciukiem, i wyglądała, jakby powstrzymywała się od śmiechu z mojego skrępowania.
Samochód rusza.
Pomiędzy Chiarą a kierowcą wywiązuje się rozmowa, dowiaduję się, że ma na imię Rocco. Liliana i Giacomo zdają się świetnie bawić, poznając się nawzajem, ale ja głównie siedzę cicho, myśląc o tym, na ile sposobów to może pójść nie tak.
Równie dobrze możemy wylądować martwe w jakimś rowie, odurzone narkotykami, zgwałcone. Przecież z tego, co wiemy, ci ludzie mogą być gwałcicielami.
Jazda trwała około czterdziestu pięciu minut. Skąd wiem? Okej, być może liczyłam każdą mijającą sekundę. Pomiędzy wpatrywaniem się w nasze otoczenie, moje oczy co rusz uciekały na zegar na desce rozdzielczej.
Wydaje mi się, że impreza odbywała się w jakimś eleganckim miejscu, bo wyglądało na to, że jesteśmy w zamożnej części Nowego Jorku. Widziałam mnóstwo wysokich budynków i świateł, po raz pierwszy widziałam miasto nocą, to był... widok. Żałowałam, że nie potrafię się na tyle rozluźnić, by się nim cieszyć.
– Ile jeszcze to potrwa? – pytam cichym głosem, szturchając Lilianę łokciem.
– Już jesteśmy – pochyliła głowę do przodu, a jej głos był pełen ekscytacji.
Dzięki Bogu.
Otwierając drzwi, wyszłam pierwsza, żeby Liliana mogła wyjść po mnie, ale kiedy tego nie zrobiła, zajrzałam z powrotem do samochodu i zobaczyłam, że obie z Chiarą piszą coś na komórkach.
Chyba postanowiły też podać im swoje numery, bo wiem na pewno, że nie miały telefonów, a akademia nie pozwalała na korzystanie z komórek w szkole.
Ale poważnie, czy one nie wiedziały nic o zagrożeniu ze strony obcych?
Pokręciłam smutno głową. Jestem tu jedyną osobą przy zdrowych zmysłach.
Chwilę później wyszły szeroko uśmiechnięte.
– Dzięki za podwózkę, skarbie. – To była Chiara.
– Polecam się na przyszłość – odpowiedział kierowca, Rocco, po czym odjechał.
Odwróciłyśmy się i zaczęłyśmy iść przez duży parking. Zauważyłam mnóstwo luksusowych samochodów, ich lakier lśnił w nocnych światłach.
To musiał być klub, sądząc po światłach i skąpo ubranych dziewczynach ustawiających się w kolejce do wejścia.
– Wiesz, mogłaś być dla nich milsza, co? – wymamrotała Liliana.
– Przecież nic nie powiedziałam.
– I o to właśnie chodzi – odparowała.
Machnęłam ręką. – Co miałam powiedzieć, obie miałyście sytuację pod kontrolą.
– Może chociaż podać swoje imię, żebym nie musiała z tym wyskakiwać...
– Dziewczyny! – wcięła się Chiara.
I wtedy zobaczyłam, że stoimy przed ochroniarzem przy wejściu.
Napakowany facet z przylizanymi do tyłu włosami i słuchawką w uchu patrzył na nas z góry. Cóż, to było żenujące.
– Mogę prosić o dowody tożsamości? – zapytał. To było bezpośrednie.
Nie wzięłyśmy ze sobą żadnych dowodów, nawet fałszywych. A przynajmniej ja nie wzięłam, na swoją obronę dodam, że nie wiedziałam, iż idziemy do klubu. A więc pokonałyśmy całą tę drogę na marne.
Dlaczego nagle zbiera mi się na płacz?
– Ciebie też miło widzieć, Franco – zażartowała Chiara. Znała go? Może już tu wcześniej bywała?
– Chiara? – powiedział, ale tym razem zdziwionym głosem.
– Jak mogłeś mnie nie poznać?
Jednak go zna. Zostawcie to Chiarze, by znów mnie zaskoczyła.
– O rety, mała, co u ciebie? – zapytał, porzucając fasadę twardziela. – Kawał czasu, ze dwa lata minęły? – zapytał.
Przytulili się, a facet gładko podniósł ją z ziemi.
– Myślę, że kiedyś ze sobą chodzili – powiedziała obok mnie Liliana.
– Yhm – było moją jedyną odpowiedzią.
– To moje przyjaciółki, Liliana i Vita – powiedziała, przedstawiając nas.
– Cześć – mówimy obie, machając ręką, a mnie nawet udało się uśmiechnąć.
– Dzieciaki z naszej szkoły robią tu imprezę, to chyba w prywatnej sali czy czymś takim, miałyśmy nadzieję, że nas wpuścisz – powiedziała Chiara.
– Jasne, to chyba w strefie VIP. Tylko nie rzucajcie się w oczy, dobra?
– Dzięki, Franco, jesteś najlepszy – powiedziała, a po kolejnym uścisku i szybkim całusie w policzek splotła swoje dłonie z naszymi i pociągnęła nas do przodu.
Gdy tylko weszłyśmy, głośna muzyka mało nie zwaliła mnie z nóg. Wystrój był naprawdę świetny, coś pomiędzy stylem gotyckim a erotycznym, z czerwonymi i czarnymi skórzanymi siedzeniami i błyszczącymi blatami stołów. Hmm, nieźle. Wyglądał jak normalny klub, chociaż przecież nie wiedziałam, jak wygląda normalny klub.
– Imprezujemy! – krzyknęła Chiara, przekrzykując muzykę, i ruszyła w stronę miejsca, które uznałam za strefę VIP.
Czułam na sobie cudze spojrzenia, przeciągłe wzroki śledziły naszą małą grupkę, gdy szłyśmy przed siebie, a kilka osób wzniosło w naszym kierunku kieliszki w toaście.
Kobiety wyglądały na wściekłe na nas, większość posyłała nam mordercze spojrzenia. Co my im zrobiłyśmy?
Normalnie kuliłabym się pod naporem tylu spojrzeń. Kurczę, Vita sprzed dwóch lat wybiegłaby stamtąd z prędkością godną złotego medalu.
Ale dziś chcę być kimś innym i bawić się jak normalna nastolatka... Tak, dam radę. Nikt mnie tu nie zna i nigdy więcej mnie nie zobaczą.
Strefa VIP wyglądała jak reszta klubu, tyle że lepiej, a część ze stolikami była oddzielona od parkietu.
I ten bar.
Był zachwycający.
Wokół imprezowało mnóstwo nastolatków, a ja chłonęłam to wszystko, napawając oczy widokiem. Muzyka płynęła z głośników, podłoga lekko wibrowała pod moimi butami od basów, a przez krew przepływał mi dreszczyk emocji. Wyglądało na to, że będzie fajnie.
Nagle ucieszyłam się, że przyjaciółki namówiły mnie na przyjście. Spojrzałyśmy na siebie, wymieniając porozumiewawcze uśmieszki.
Liliana pochyliła się ku mnie, przekrzykując muzykę i wskazując palcem. – Chodźmy tam, chyba widzę Cosimo.
Kiedy o tym teraz pomyślę, większość tych nastolatków wyglądała znajomo.
– Cosimo!
Odwrócił się od grupy chłopaków, z którymi stał. – Liliana? Przyszłyście – stwierdził pytająco.
– Nie przegapiłybyśmy tego – odpowiedziała Liliana i przybili piątkę.
– Cześć, Cosimo – powiedziałam.
– Vita? – Wydawał się zszokowany. Oczy miał szeroko otwarte.
– Ta.
– Idę po drinka – rzuciła Chiara i odeszła.
– Ja też. – Liliana ruszyła za nią.
Zdrajczynie!
– Wyglądasz booosko, Vita – powiedział Cosimo, gdy zostaliśmy sami, przecierając dłonią usta i celowo mierząc mnie wzrokiem z góry na dół. – Cholera, dziewczyno.
Zalałam się rumieńcem, a na twarz wystąpił mi gorąc. Szlag, dobrze, że było tu ciemno.
– Dzięki, ty też dobrze wygadasz. – I rzeczywiście tak było. W czarnej, zapinanej na guziki koszuli, która opinała jego smukłą sylwetkę, i ciemnych dżinsach.
– Pozwól, że postawię ci drinka, chodź – powiedział, chwytając mnie za rękę i pociągając w stronę baru.
Odsunął dla mnie stołek przy barze, a kiedy usiadłam, moja czarna, obcisła sukienka bez rękawów do połowy uda podwinęła się do góry.
– Czego się napijesz? – Jego oczy wbite były w moje odsłonięte udo; poczułam się trochę nieswojo.
– Hmm, po prostu colę – odpowiedziałam.
Przysunął się do barmana i podał moje zamówienie.
– Naprawdę się cieszę, że przyszłaś – powiedział, siadając na stołku najbliżej mnie.
– Ja też.
– A co ze studiami? – zapytał po kilku sekundach ciszy.
Jasne, jakby ojciec miał mi na to pozwolić. Przekonanie go, żeby pozwolił mi zapisać się do akademii, wymagało mnóstwa nalegań, błagań i łez ze strony mamy. Prawie wszyscy w rodzinie uczą się w domu. I ja też się uczyłam, aż do czasu sprzed trzech lat.
Ale nie zamierzałam mu tego mówić. – Jeszcze nie jestem pewna, a ty? – To chyba odciągnęło ode mnie uwagę, bo Cosimo zaczął opowiadać o sobie. Barman przyniósł nasze drinki, podczas gdy Cosimo mówił coś o studiowaniu kierunku biznesowego.
Złapałam się na tym, że wpatrywałam się w jego brązowe oczy częściej, niż chciałabym przyznać.
Jego kręcone włosy opadały na czoło, prawie zasłaniając mu oczy. Jest taki słodki.
– Hej Vita, widzę, że świetnie się bawisz – odezwał się ktoś tuż za mną, a ja oderwałam wzrok od twarzy Cosimo. Odwracając się, widzę Chiarę.
Oczy jej błyszczały, a w dłoni trzymała w połowie opróżniony kieliszek. – Chodź, napijesz się z nami shotów. – Chwyciła mnie za ramię i pociągnęła za sobą.
– Nie jestem pewna, czy chcę pić – powiedziałam, gdy ciągnęła mnie w stronę loży z bogatymi dzieciakami. Nie zrozumcie mnie źle, prawie każdy w mojej szkole jest spadkobiercą jakiejś wielkiej korporacji i pochodzi z zamożnej rodziny, ale te dzieciaki wznoszą bogactwo na zupełnie inny poziom.
– Hej wszystkim, pamiętacie moją przyjaciółkę Vitę? – krzyknęła Chiara.
Niektórzy powiedzieli „cześć”, inni mnie zignorowali, ale było w porządku.
– Pijemy shoty! – krzyknęła jakaś dziewczyna. Chwila, to była moja przyjaciółka Liliana. Siedziała jakiemuś facetowi na kolanach.
– Taaak!!! – zgodził się cały stół.
Chiara zdążyła już usadowić tyłek na kolanach jakiegoś innego faceta.
– Hej – zawołał ktoś cicho, a ja natychmiast podniosłam głowę.
Chłopak, który – jeśli dobrze pamiętam – miał na imię Valerio, uśmiechnął się do mnie. Zawsze trzymał się z bogatymi, fajnymi dzieciakami.
– Chcesz usiąść? – zapytał, wskazując na swoje lewe udo.
Słucham? – Nie – powiedziałam cichutkim głosem.
– Nie dotknę cię, jeśli tego właśnie chcesz – odparł, a w kąciku jego ust zatańczył lekki uśmiech.
Boże, wyglądał nieziemsko.
Dlaczego nie mogę być wyluzowana jak Liliana i wpaść na jakąś flirciarską ripostę?
Przez chwilę przygryzałam dolną wargę, spojrzałam na przyjaciółki, szukając pomocy, ale były pochłonięte rozmową. Spojrzałam z powrotem na chłopaka, wydawał się w porządku, więc skinęłam głową. – Dobra. – Ta, to wszystko, na co było mnie stać.
Pojawiła się kelnerka i zaczęła rozdawać kieliszki wypełnione bursztynowym płynem.
Chrzanić to, umiem być wyluzowana. Podeszłam do niego blisko, odwróciłam się i opuściłam na jego kolana, starając się zignorować gorąc na policzkach i fakt, że siedziałam na jakimś kolesiu, z którym nigdy przedtem nie zamieniłam ani słowa.
– Proszę, Vita – powiedziała Liliana, podając mi dwa kieliszki. Podałam mu jeden, biorąc łyk ze swojego. Wykrzywiłam twarz, bo przez ten płyn mało co nie odpadł mi język.
– Co to u diabła jest? – powiedziałam do nikogo konkretnego.
– Nie w ten sposób. Musisz przechylić to na raz, żeby poczuć efekt – odezwał się głos zza moich pleców, z nutą rozbawienia.
Rzuciłam mu spojrzenie przez ramię. – Nie jestem pewna, czy chcę to pić, to jest paskudne.