Grace dotarła do centrum handlowego i wybrała skromny prezent – niezbyt drogi, ale taki, który, jak wierzyła, Ed doceni.
Gdy zamierzała już wyjść, nagle dwaj ochroniarze zastąpili jej drogę. – Pani Lambert, pan Dylan Henderson prosi o krótką rozmowę przy kawie.
Jej brwi zmarszczyły się, gdy spojrzenie powędrowało w stronę pobliskiej kawiarni. Siedział w niej mężczyzna, którego nie mogła rozpoznać.






