Głos Theo był tak głęboki i władczy, że William niemal fizycznie czuł jego dominację, nawet przez telefon.
– N-no cóż… – wyjąkał William, przeciągając sylaby. Należał do ludzi, którzy żerują na słabszych, a trzęsą się przed silnymi. Dlatego w jego kolejnych słowach słychać było aż nazbyt wyraźne pochlebstwo.
– Oczywiście, że panu ufam, panie Gray. Vera po prostu tęskni za Sierrą. Stąd ten telefon.






