Theo stał wyprostowany, z niemal obojętnym wyrazem twarzy, choć zwykła, budząca respekt aura nieco zelżała.
Sierra, promieniejąc uśmiechem, mocno trzymała go pod ramię.
Stojąc obok siebie, tworzyli niezwykłą parę, prowokując zaczepki i żarty ze strony otoczenia.
Gdy goście powoli zaczęli wchodzić do środka, Sierra uniosła dłonie, by uszczypnąć się w policzki, mamrocząc: „O Boże, twarz mi drętwieje






