Pobiegliśmy najpierw do wieży. Chciałam ogarnąć nasze rzeczy, zanim przyjdzie nam zapłacić za grzechy. Ale kiedy wbiegliśmy do budynku, zobaczyłam, że szczęście nam nie sprzyja. Vince, Brandon i Rowan czekali na nas. Zmieniłam postać, gestem nakazując reszcie czekać, bo tylko ja byłam w stanie utrzymać ubranie.
– Alfo Vince, mój królu. – Lekko skłoniłam głowę obu. – Brandon. – Uśmiechnęłam się. –






