languageJęzyk
Związana z bezwzględnym miliarderem-placeholderZwiązana z bezwzględnym miliarderem

Związana z bezwzględnym miliarderem

Autor: Ava Harrison

Czytaj
Ostatnia aktualizacja: 11 maj 2026
82 Rozdziały
115.3K słów

– Spłacę twój ogromny dług i uchronię cię przed więzieniem – oświadczył bezwzględny miliarder, a jego ciemne, niebezpieczne oczy błądziły po moim ciele. – Pod jednym warunkiem. – Jakim? – zadrżałam. – Wyjdź za mnie. Przepisz na mnie swoje życie. Wpatrywałam się w Cilliana Sterlinga, najpotężniejszego i budzącego największy postrach mężczyznę w mieście. Oferował mi ratunek przed byłym chłopakiem, który właśnie ukradł moją firmę i wrobił mnie w oszustwo. Był tylko jeden haczyk. Cillian był również chłopakiem, którego bezlitośnie upokorzyłam i odrzuciłam dziesięć lat temu.

Pierwszy rozdział

Vivian Vance i jej przyjaciółki siedziały przy stole w prywatnej loży klubu Zenith Horizon Lounge, pijąc kolejne kolejki tequili.

Miały swój rytuał: spotykały się raz w tygodniu, w każdą niedzielę wieczorem, aby odetchnąć po całym tygodniu harowania jak woły.

Jako niezależne kobiety sukcesu nie potrzebowały mężczyzny, który zabierałby je na miasto, by mogły się dobrze bawić. Prawdę mówiąc, same mogłyby zostać wielkimi sponsorkami.

Atmosfera była harmonijna. W tle sączyła się łagodna muzyka, a rozproszone światło kul dyskotekowych migotało w pomieszczeniu.

— Vivian, widziałam dzisiaj w mieście kogoś, kto wyglądał jak Gavin — rzuciła nagle Sloane, odchylając głowę do tyłu i wypijając shota na raz. Skrzywiła brwi i zmarszczyła nos pod wpływem gorzkiego smaku.

Sloane Ashford była jedną z najlepszych przyjaciółek Vivian; była prawniczką prowadzącą własną kancelarię. Była blondynką o zielonych oczach i przeciętnym wzroście.

— To nie mógł być on, wyjechał w zeszłym tygodniu w podróż służbową do Metros Central — odparła Vivian, wpatrując się w platformę transakcyjną na swoim iPhonie. Pracowała nawet wtedy, gdy teoretycznie powinna bawić się z przyjaciółkami.

Vivian była pracoholiczką, ale to się opłacało. Jej firma, Vance Holdings, kwitła dzięki temu, że pracowała ciężej niż ktokolwiek inny. W wieku 27 lat miała już ugruntowaną pozycję w świecie biznesu, a jej spółka weszła na giełdę dwa lata temu.

— Dosyć tego! Konfiskuję twój telefon do odwołania — ogłosiła Lyra Sinclair, znana muzyczka, wyrywając Vivian telefon i chowając go do swojej torebki Chanel, na co Vivian tylko jęknęła.

Lyra była wysoką brunetką o bladozielonych oczach i kobiecych kształtach.

— Lyra... — Vivian próbowała protestować, ale ta zgromiła ją wzrokiem.

— Nie, Vivian, zawsze to robisz... to ma być nasz babski czas, a ty siedzisz z nosem w telefonie — poskarżyła się Lyra, a druga przyjaciółka Vivian, Clara Montgomery, skinęła głową z aprobatą.

Clara była lekarką w największym szpitalu w mieście. Była niższa od pozostałej trójki, miała rude włosy i brązowe oczy.

— Właśnie, ona uwielbia przychodzić do klubu ze swoim aspołecznym zachowaniem. Dziewczyno, czy ty w ogóle usłyszałaś, że Sloane widziała dzisiaj twojego faceta w mieście? — zauważyła Clara, przewracając brązowymi oczami.

— Przecież mówiłam, że to nie on, ma wrócić dopiero za dwa dni — odcięła się Vivian, krztusząc się świeżo wypitym shotem tequili. Jej oczy lekko zaszkliły się od alkoholu.

— Kochana, po co w ogóle marnujesz czas, mówiąc jej o tym dupku, skoro ona i tak w nic nie uwierzy? — zapytała Lyra, patrząc na Sloane i Clarę, które tylko bezradnie wzruszyły ramionami.

Owym „dupkiem” był chłopak Vivian od dziesięciu lat, Gavin Thorne. Trzydziestoletni przystojniak — wysoki, o idealnie wyrzeźbionych rysach twarzy. Pracował jako wiceprezes w Vance Holdings. Ponieważ znał właścicielkę, został zatrudniony na to stanowisko w dość kontrowersyjnych okolicznościach.

To nie tak, że Vivian nie chciała wierzyć przyjaciółkom, po prostu ufała Gavinowi. Nie miała powodów, by mu nie ufać... był jej pierwszym we wszystkim. Pierwszy pocałunek, to jemu oddała swój dziewiczy kwiat. Co ważniejsze, głęboko wierzyła, że związek bez zaufania jest skazany na porażkę.

Vivian była bardzo zakochana w swoim chłopaku, a przynajmniej tak jej się zdawało. Ta miłość była tak silna, że wpisała go nawet jako współwłaściciela wszystkich swoich nieruchomości, w tym udziałów w firmie. Nie chciała, aby czuł się przy niej gorszy z powodu różnicy w statusie majątkowym.

Uczyniła go równym sobie w każdy możliwy sposób.

I tak byli ze sobą od dawna i mieszkali razem. Jedyne, czego im brakowało, to dokumentu potwierdzającego ich małżeństwo, ale Gavin jeszcze się jej nie oświadczył.

To właśnie dlatego jej przyjaciółki go nie znosiły. Uważały, że tylko się bawi i wykorzystuje ją, bo ani słowem nie wspominał o wejściu na kolejny etap związku.

— Poważnie się martwię. Dlaczego z nim nie zerwiesz, Vivian? Jesteś piękna i bogata, nie potrzebujesz go — radziła Sloane, liżąc kawałek cytryny. Cytryna idealnie pasowała do tequili, którą Sloane piła jak napój gazowany. Łagodziła pieczenie w gardle, podkreślając i równoważąc smak trunku.

— Nie znacie go. Gavin... on jest naprawdę słodki i bardzo mnie kocha. Nie mogłabym bez niego żyć — odpowiedziała Vivian, choć w głębi duszy zaczęły kiełkować pytania.

„Czy on naprawdę mnie kocha? Dlaczego nie zadzwonił ani nie napisał, odkąd wyjechał w zeszłym tygodniu? Jeśli ja nie zadzwonię, to w ogóle nie ma między nami kontaktu” — pomyślała, przełykając ślinę z trudem.

— Musiał ci dosypać czegoś mocnego, że tak cię omamił... Dziewczyno, czy to jego fiut odebrał ci zdolność logicznego myślenia? — prychnęła Lyra, sięgając po cydr z okrągłego stolika.

Vivian tylko zacisnęła usta w wąską linię. Jej przyjaciółki nie popierały jej związku z Gavinem. Dlatego nie powiedziała im o dopisaniu go do własności swoich nieruchomości.

Zupełnie by oszalały, zwłaszcza Lyra. Ona była z nich wszystkich najbardziej wygadana.

— Dobra, wystarczy już. Przyszłyśmy tu, żeby odpocząć i być sobą, nie rozmawiajmy o pracy ani o związkach — zauważyła Clara, a Vivian rzuciła jej wdzięczne spojrzenie za ucięcie tematu.

— Może pójdziemy potańczyć? Na parkiecie w sekcji VIP nie ma tłumów — zaproponowała Sloane i wszystkie poderwały się z ekscytacją.

Ubrane były swobodnie, w dopasowane sukienki i szpilki. Nikt by nie zgadł, że to kobiety sukcesu.

Dziewczyny utworzyły małe kółko i po kolei wchodziły do środka, tańcząc tak, jak miały na to ochotę, podczas gdy reszta wiwatowała.

Przyszła kolej na Vivian. Tańczyła właśnie w centrum kręgu, gdy nagle poczuła chłód na plecach, a włoski na karku stanęły jej dęba. Miała wrażenie, że ktoś intensywnie się w nią wpatruje. Jakby była potajemnie obserwowana z oddali.

To uczucie sprawiło, że dreszcz przebiegł jej po kręgosłupie. Przestała tańczyć i rozejrzała się, ale nikogo nie widziała. Ignorując to dziwne wrażenie, wróciła do twerkowania na parkiecie, zagrzewana przez przyjaciółki.

— Tak jest, mała... niżej! Niżej! Ooo!

Lekko wstawiona Vivian dała się ponieść okrzykom koleżanek i zaczęła kręcić biodrami do piosenki Seana Paula „Get Busy”. To był stary kawałek, który przypominał jej młodsze lata, kiedy wymykała się z domu na imprezy.

Poruszała pośladkami, jakby były z galarety, gdy piosenka doszła do jej ulubionego fragmentu...

~ „Shake dat ting Miss Cana Cana, shake dat ting Miss Anabella...” ~

— Trzęś tym! Nie połam się! Tak jest! Oooo! — krzyczały podekscytowane jak nastolatki, bawiąc się na całego.

Nostalgia sprawiła, że Vivian całkowicie zatraciła się w rytmie utworu, który ubarwiał jej nastoletnie czasy.

...

Tymczasem w rogu sekcji VIP wysoki, przystojny mężczyzna o wzroście ponad metr dziewięćdziesiąt, z kruczoczarnymi włosami starannie ułożonymi w modny taper z przedziałkiem, wpatrywał się w stronę parkietu.

W drogim, szytym na miarę czarnym garniturze przyciągał wzrok, a jego władcza, królewska aura sprawiała, że wyróżniał się z tłumu. Był widokiem, od którego trudno było oderwać oczy.

Jego oczy zwęziły się w skupieniu, gdy intensywnie obserwował dziką kotkę, która twerkowała, nie dbając o boży świat. Nie musiał widzieć jej twarzy, by wiedzieć, kim jest.

Po tych wszystkich latach nic się nie zmieniło — wciąż była tak samo beztroska i pewna siebie, a on... wciąż twardniał na sam jej widok. Mężczyzna nie mógł zaprzeczyć, że nadal była piękna i tak jak dawniej, mimowolnie zapierała mu dech w piersiach.

— Ładna — usłyszał głos przyjaciela po swojej prawej stronie, co sprawiło, że zmrużył oczy, a przez jego twarz przemknął cień irytacji.

— Nie wiem, o czym mówisz — zaprzeczył i pociągnął łyk ze szklanki. Lekkie pieczenie whisky w gardle było niczym w porównaniu z bólem ukrytym głęboko w jego sercu.

— Jasne... Zastanawiałem się, dlaczego nagle zachciało ci się tu przyjść, skoro jesteś tak zajęty przenoszeniem głównego oddziału do Miasta. Chyba już wiem dlaczego — zauważył przyjaciel z ironicznym uśmieszkiem.

Mężczyzna zignorował go i nie odrywał wzroku od parkietu.

W jego oczach błysnęło, gdy przez głowę przemknęły wspomnienia, a wraz z nimi znajome kłucie w piersi. Szybko jednak stłumił te emocje.

Zaciskając palce na szklance whisky, wykrzywił usta w pewnym siebie uśmiechu.

„Wróciłem, Vivian” — wyszeptał do siebie w myśli tajemniczy mężczyzna, którego uroda dorównywała greckiemu bogu.

Czytaj