

Autor: Dorian Flint
„Nie potrzebuję partnerki. A to, co zaszło, zostaje między nami”. Te chłodne, władcze słowa Kaelena były dla Elary wyrokiem śmierci. Wychowywana przez rodzinę Alfy ze Srebrnej Watahy, odkąd w wieku pięciu lat znaleziono ją samą w lesie, Elara wierzyła, że Kaelen jest jej przeznaczonym obrońcą. Jednak mężczyzna, który wrócił ze szkolenia dla Alf, okazał się wytatuowanym nieznajomym z okrutnym sekretem i „wybraną” kobietą u boku. Po nocy pierwotnej namiętności, podczas której odebrał jej niewinność, Kaelen odrzucił ją, zostawiając złamaną, w ciąży i krwawiącą na podłodze. Zmuszona do ucieczki, by ocalić życie własne i swojego nienarodzonego szczenięcia, Elara zniknęła pod osłoną nocy. Dwa lata później wraca na urodziny Luny. Ale krucha dziewczyna, która błagała o miłość, już nie żyje. Na jej miejscu stoi kobieta o złotych włosach, z tatuażami na nadgarstkach i lodem w żyłach. Kaelen przypomina teraz opętanego – dręczy go szantaż, który przyparł go do muru, oraz duch partnerki, którą zniszczył. Jest gotów czołgać się na kolanach, by błagać o drugą szansę, ale Elara zdążyła się już nauczyć, że niektóre więzi najlepiej pozostawić w cieniu.
Elara
Dzisiaj Kaelen wraca ze szkolenia dla alf.
Wszyscy w watasze wyczekują z niecierpliwością powrotu swojego przyszłego alfy, a szeroki uśmiech na twarzy Luny sprawia, że moje serce tańczy z radości.
Kocham ją.
Ja natomiast jestem pełna niepokoju. Trzy dni temu skończyłam siedemnaście lat i jeszcze nie poczułam zapachu swojego przeznaczonego. To dla mnie ulga, ponieważ chcę, aby był nim on.
Kaelen jest jedyną osobą, u boku której się widzę. Odkąd byliśmy młodzi, prosiłam Boginię Księżyca, by uczyniła go moim mate.
Między nami zawsze istniała surowa więź, która sprawiała, że jego rodzice i większość ludzi w watasze wierzyli, iż w końcu zostaniemy parą.
Boję się. Jeśli go zobaczę i okaże się, że nie należy do mnie, umrę.
Kocham Kaelena, odkąd sięgam pamięcią, i jestem pewna, że on czuł to samo. Chociaż nigdy nie przyznaliśmy się do swoich uczuć ani nie podjęliśmy żadnych kroków, by mniej bolało, gdybyśmy nie zostali sobie przeznaczeni. To było dwa lata temu, zanim wyjechał.
Nie wiem, na jakiego mężczyznę wyrósł, ale chcę, żeby wrócił jako ten sam Kaelen, którym był. Mój Kaelen.
Tak bardzo za nim tęsknię.
– Pospiesz się, kochanie, mamy tylko godzinę – stwierdza niecierpliwie Luna, ale uśmiech nie schodzi z jej twarzy.
– Tak, mamo – odpowiadam entuzjastycznie, pędząc do swojego pokoju, by się przygotować.
O Bogini! Godzina to dla mnie tak mało czasu.
Muszę wyglądać jak najlepiej. Luna kupiła mi sukienkę, którą powinnam założyć, a ja zadbałam o to, by wybrać jego ulubiony kolor.
Wiem wszystko, co lubi Kaelen, i zamierzam dopilnować, by w tym krótkim czasie, który mi został, zrealizować każdy szczegół.
Mieszkam z rodziną Alfy, odkąd skończyłam pięć lat. Nie pamiętam nic o tym, skąd pochodzę ani kim byli moi rodzice.
Luna powiedziała, że znaleźli mnie w lesie, samą i zapłakaną. Zdecydowali się zabrać mnie do domu na wypadek, gdyby ktoś przyszedł o mnie zapytać.
Nikt jednak tego nie zrobił. Niestety.
Będąc dobrymi ludźmi, zgodzili się wychować mnie jak własną córkę, razem ze swoim synem Kaelenem, który jest ode mnie o dwa lata starszy.
Nigdy wcześniej nie próbowałam się malować, ale wczoraj Luna poświęciła czas, by nauczyć mnie, jak to robić. Wybrałam niebieską, krótką, rozkloszowaną sukienkę, która pasuje do koloru jego oczu i jest jego ulubioną.
Bogini! On uwielbia moje długie, ciemne, rozpuszczone włosy.
Pozwalam lokom opadać na talię, a głupi uśmiech na mojej twarzy nie chce zniknąć. „Jestem taka szczęśliwa!” – krzyczę, rzucając się twarzą na łóżko i chowając buzię w puszystych poduszkach.
Zostawił telefon. Na szkoleniu nie wolno im ich mieć. Chciałabym móc z nim porozmawiać. Ze względu na odległość nie możemy też połączyć się telepatycznie.
Byłoby łatwiej, gdybyśmy się komunikowali.
– Widzę to, skarbie – gwałtownie odwracam się na dźwięk jej głosu, a jej twarz jest odbiciem mojej.
– Myślisz, że to on? – siadam, odganiając strach z oczu. Ale w moim głosie pobrzmiewa ogromna nadzieja.
– Oczywiście, kochanie, Bogini Księżyca nie jest aż tak okrutna, wiesz o tym – mama Kaelena podchodzi do łóżka i siada obok mnie.
Jest piękna. Kaelen odziedziczył po niej niebieskie oczy i brązowe włosy. Biedny Alfa nie dostał nic.
– Posłuchaj, słońce, chcę, żebyś była optymistką. Chcę, żeby ten uśmiech pozostał, bez względu na to, jak potoczy się dzisiejszy dzień. Pamiętaj tylko, że wszystko dzieje się z jakiegoś powodu – ściska moje dłonie, a ja wzdycham.
Nie chcę, żeby potoczyło się to inaczej, niż oczekuję.
– Są tutaj, masz gotowy prezent? – wstaje szybko, a moje serce bije gwałtownie. Jak on wygląda? Czy nadal mnie kocha?
– Tak – odpowiadam nerwowo i kieruję się do garderoby, by wziąć czerwone pudełko z moją niespodzianką dla niego.
Moje serce zaraz rozsadzi klatkę piersiową. Pocę się jak szalona, a nerwy mam napięte do granic możliwości.
„Proszę, bądź mój” – powtarzam w kółko w myślach.
– Chodź – bierze moją spoconą dłoń, a ja czuję, jak moja wilczyca się porusza. Od rana jest niespokojna. Założę się, że ona też cieszy się na spotkanie z nim. Czy w końcu nastąpi moja przemiana, gdy go spotkam? To znaczy, jeśli jest moim przeznaczonym, może to wywoła moją wilczycę na zewnątrz.
– Boję się – szepczę, uważając na kroki. Mama uznała, że te szpilki będą dobrze pasować do sukienki. Ale ja ich nienawidzę.
A co, jeśli będę musiała do niego podbiec i przypadkiem się potknę?
Frontowe drzwi otwierają się i natychmiast uderza we mnie świeże powietrze. Biorę zachłanny, głęboki oddech, który pomaga mi odrobinę się uspokoić.
Obecny jest każdy członek naszej watahy, wszyscy zajmują się czymś, by zabić czas.
Moje uszy nastawiają się, gdy słychać ryk silnika, a ja przełykam ślinę. Czuję bicie serca aż w uszach.
Uwalniam się z uścisku mamy i ocieram niewidzialny pot z czoła.
Dzisiaj jest dzień, który mnie złamie lub uszczęśliwi. Wszystkie lata, które dzieliliśmy, nasze wspomnienia, tęsknota, którą do siebie czuliśmy, choć wybraliśmy zachowanie rozsądku.
Bogini, proszę.
Moje serce zamiera, gdy niebieskie Ferrari mija bramę, a za nim jadą dwa czarne SUV-y. Jego ochrona.
Mój Kaelen.
To on.
Moja wilczyca natychmiast wysuwa się na pierwszy plan pod wpływem nadchodzącego intensywnego zapachu.
Jest silny, uzależniający i sprawia, że uginają się pode mną kolana. Mocna woń drewna zmieszana z męską wodą kolońską.
– Bogini! – szepczę bez tchu, niemal upadając na kolana.
Usłyszała mnie. Uczyniła go moim.
Nie mogę się ruszyć. Stoję nieruchomo i czekam.
To tak, jakby świat wokół mnie wirował. Na mojej twarzy pojawia się nerwowy uśmiech, po którym następuje chichot, aż nagle zaczynam się śmiać jak szalona idiotka.
Łzy radości napływają mi do oczu, mam ochotę krzyczeć, wyć lub w jakikolwiek sposób zareagować.
Wszyscy patrzą, z niepokojem czekając na idealny moment, w którym on wysiądzie.
Samochód w końcu się zatrzymuje i bardzo powoli otwierają się drzwi.
Nigdy wcześniej nie patrzyłam tak uważnie. Pierwszą rzeczą, jaką robi po wyjściu, jest spojrzenie prosto w moje oczy. To tak, jakby wiedział, gdzie będę stać.
Jego oczy lśnią rozpoznaniem, a moje robią to samo. Moja wilczyca powoli szepcze cztery długo oczekiwane słowa, a mój uśmiech rozszerza się do granic możliwości.
„Mate”.
Kaelen jest inny. Jest o wiele doroślejszy niż wtedy, gdy wyjeżdżał.
Powoli i miarowo robię krok naprzód, potem kolejny. Jego twarz jest nieruchoma, nie okazuje żadnych emocji i zastanawiam się, czy moja wyobraźnia płata mi figle.
Kaelen nie stałby tam, patrząc na mnie obojętnie, zwłaszcza gdy w końcu się odnaleźliśmy.
To było nasze wielkie marzenie i główna prośba do Bogini.
Coś się zmieniło.
Potwierdza się to, gdy odwraca się i otwiera drugie drzwi swojego samochodu. To sprawia, że waham się w ruchu. Lśniąca czerwona szpilka staje na ziemi, a za nią wyłaniają się długie, kremowe nogi. Potem nagie uda i wreszcie najkrótsza czerwona sukienka, jaką kiedykolwiek widziałam.
W końcu pojawia się kobieca sylwetka z długimi, pomalowanymi na czerwono paznokciami, niebieskimi włosami i czerwonymi, rozmazanymi ustami rozciągniętymi w szerokim uśmiechu.
Patrzę z przerażeniem, jak mój przeznaczony wyciąga rękę, a ona chętnie ją ujmuje.
Co się dzieje?