languageJęzyk
Dziedzic Alfy wart pięć milionów dolarów-placeholderDziedzic Alfy wart pięć milionów dolarów

Dziedzic Alfy wart pięć milionów dolarów

Autor: Vivian_G

Czytaj
Ostatnia aktualizacja: 12 cze 2026
110 Rozdziały
149.4K słów

„Jak bardzo, kurwa, chcesz podpisać te papiery rozwodowe?” – zapytał Alfa Dominic, a jego oczy przepełniała jedynie odraza do kobiety, z którą był żonaty przez trzy lata. Gianna nie błagała. Nie walczyła. Wzięła pięć milionów dolarów i odeszła z jego życia, niosąc tajemnicę, na której poznanie on nie zasługiwał – nosiła pod sercem jego dziecko. Pięć lat później wraca do Silvercrest na koronację swojego brata. Ale nie jest sama. U jej boku idzie chłopiec o tych samych przenikliwych oczach i władczej aurze, co Alfa, który ją porzucił. Dominic myślał, że kupił jej milczenie. Nigdy nie spodziewał się, że ujrzy własne odbicie w postaci pięcioletniego dziedzica. Teraz Alfa chce odzyskać swoją rodzinę, ale niektórych lojalności nie da się kupić.

Pierwszy rozdział

– Dominic, czym sobie na to zasłużyłam? – zapytała Gianna, wpatrując się w męża szeroko otwartymi oczami, gdy wchodziła do jego gabinetu. Położyła przed nim na biurku teczkę z dokumentami rozwodowymi, kręcąc głową w niemym pytaniu.

Alfa Dominic nawet nie drgnął, nie raczył też podnieść wzroku znad dokumentów dotyczących umowy biznesowej, którą zamierzał sfinalizować. Jedynym sygnałem świadczącym o tym, że dostrzegł jej obecność i jest nią zirytowany, był fakt, że mocniej zacisnął dłoń na trzymanym piórze.

– Próbowałem ją powstrzymać, Alfo, ale odmówiła...

– Wyjdź, Silas – uciął Alfa Dominic, nie pozwalając swojemu becie dokończyć zdania. Prawnik czekał już na zewnątrz, a widząc wychodzącego betę, wiedział, że należy zostawić małżonków samych, by mogli wyjaśnić sobie sprawy w cztery oczy.

– Ile chcesz? – zapytał, sprawiając, że kobieta zmrużyła brwi.

– Dominic, czy ty myślisz, że proszę o twoje...?

– Ile, do cholery, chcesz za podpisanie tych papierów? – przerwał jej. Uniósł na nią wzrok po raz pierwszy, a kobieta – jego żona, z którą był związany od niemal trzech lat – ujrzała w jego oczach jedynie odrazę i nienawiść. Dostrzegł ból malujący się na jej twarzy, ale zupełnie go to nie obeszło.

– Dominic, co takiego zrobiłam? Przynajmniej wyjaśnij mi, skąd ta nagła decyzja o rozwodzie – prosiła, próbując pojąć sens jego żądań.

– Milion.

– To nie jest targowisko, Alfo – syknęła, gromiąc go wzrokiem. Rozbolał ją brzuch, więc zmusiła się do spokoju, przypominając sobie, że musi panować nad emocjami. Wiedziała, że to, co teraz przeżywa, szkodzi jej bardziej niż cokolwiek innego.

– Dwa miliony.

– Dominic, mam własne pieniądze i nie potrzebuję twoich, żeby podpisać jakiś głupi kawałek papieru. Zasługuję jednak na wyjaśnienie, dlaczego chcesz, żebym to zrobiła, skoro ja...

– Doskonale wiesz, że nie masz takiej płynności finansowej, jaką ja mogę ci zapewnić. Więc nie udawaj, że jest inaczej – uciął. Jej serce gwałtownie przyspieszyło. Mężczyzna wstał z krzesła, a jego spojrzenie stało się twardsze niż kiedykolwiek, gdy patrzył na kobietę, której oczy szkliły się od łez.

Ręce jej drżały i choć wiedziała, że ma rację, ostatnią rzeczą, na jaką by sobie pozwoliła, było danie mu przyzwolenia na obrażanie jej pieniędzmi. Zawsze była temu przeciwna i on doskonale o tym wiedział.

– Nigdy nie dbałam o pieniądze. Ty akurat powinieneś o tym wiedzieć najlepiej...

– Świetnie, w takim razie podpiszesz te dokumenty bez zbędnych ceregieli. A biorąc pod uwagę twoją „lojalność” i „oddanie”, pięć milionów dolarów zostanie przelane na twoje konto, gdy tylko złożysz podpis – oznajmił, sprawiając, że kobiecie zaparło dech w piersiach. – To powinno wystarczyć na start, niezależnie od tego, jaką drogę wybierzesz. Oczekuję też, że dzięki temu będziesz trzymać się z dala od prasy i ich pytań.

Gianna milczała przez dłuższą chwilę, po czym splotła ramiona wokół piersi. Serce jej kołatało; po raz pierwszy od dnia ślubu znalazła się w sytuacji, której nie życzyłaby najgorszemu wrogowi.

– To przez nią, prawda? – zapytała, patrząc mu prosto w oczy. Jego wzrok stwardniał, jakby samo wspomnienie o tamtej kobiecie było największym grzechem, jakiego mogła się dopuścić. Nie odpowiedział, ale nie musiał – ona i tak znała prawdę.

Jej wargi zadrżały, gdy spojrzała na teczkę. Wzięła głęboki oddech, czując narastający ból w podbrzuszu, po czym zerknęła na pióro leżące przed mężczyzną.

– Czy mogę prosić o pióro? – zapytała, powstrzymując łzy. Mężczyzna uniósł brew z rozbawieniem, wyraźnie zadowolony, że postawił na swoim. Ona jednak wiedziała, że ta walka nie jest warta zachodu. Próbowała, ale to nie zadziałało – on tego nie chciał.

Podał jej pióro, a ona chwyciła dokument i drżącą ręką złożyła podpis, po czym odłożyła pióro na teczkę.

– Widzisz? To nie było takie trudne, prawda? – zakpił. – Pieniądze wpłyną na twoje konto za kilka minut. Skoro mamy podpisy i obopólną zgodę, wszystko może zakończyć się na jednym spotkaniu.

Nie odpowiedziała. Zamiast tego cofnęła się i wyszła z gabinetu. Odprowadzał ją wzrokiem, słuchając echa jej obcasów stukających o podłogę willi. Prawnik, pan Thatcher, oraz Silas weszli do środka, a beta uniósł brwi w pytającym geście.

– Przelej jej pięć milionów dolarów i zacznij formalności rozwodowe – polecił Alfa Dominic, spoglądając na prawnika, który skinął głową. – A ty, Silas, przekaż Vivienne, że niedługo wróci do domu. Niech ona i Lorenzo będą gotowi. Do tego czasu chcę, żebyś miał oko na Giannę. Ostatnia rzecz, jakiej potrzebuję, to jej zwierzenia w prasie. I chcę, żeby wszystko odbyło się bez wiedzy moich rodziców. Wiesz przecież, że najmniej potrzebujemy ich wtrącania się w tę sprawę...

Gianna wyszła z domu, pogrążona w chaosie myśli. Dopiero po chwili poczuła wibracje telefonu w kieszeni. Wiedziała, że wychodzenie z domu z samym telefonem było nierozsądne, ale w tej chwili nic jej to nie obchodziło. Chciała po prostu być jak najdalej stąd.

Położyła dłoń na brzuchu, pociągnęła nosem i zacisnęła dłoń na materiale koszuli. Po chwili rozluźniła uścisk i spojrzała na wiadomość. Przeleli jej pięć milionów dolarów.

– Wiesz, kochanie – szepnęła do swojego nienarodzonego dziecka. Przesunęła dłonią po brzuchu, patrząc na ekran telefonu. – Twojemu ojcu umyka jedna rzecz: lojalności nie da się kupić. Ale obiecuję ci, że zrobię wszystko, by być taką matką, na jaką ZASŁUGUJESZ. Na razie musimy po prostu pogodzić się z naszym losem...

Czytaj