languageJęzyk
KRÁL: BESTIA Z KOŚCI I BURZY-placeholderKRÁL: BESTIA Z KOŚCI I BURZY

KRÁL: BESTIA Z KOŚCI I BURZY

Autor: Aeliana Moreau

Czytaj
Ostatnia aktualizacja: 29 cze 2026
100 Rozdziały
285.4K słów

„Porzuciłam Księżyc. Przestałam wpatrywać się w blask, który roztaczał, gdyż nigdy nie spełnił mojego życzenia”. Seryna spędziła życie, modląc się do milczącej bogini. Patrzyła, jak jej przyjaciółki odnajdują swoich partnerów, podczas gdy sama trwała w przenikliwym chłodzie. Desperacko pragnąc ciepła, popełniła fatalny błąd: szukała pocieszenia u niewłaściwego brata. Uchwyciła się Cypriana, łagodnego przyszłego dziedzica, próbując stworzyć więź tam, gdzie istniała jedynie pustka. Wtedy nadeszła burza. Z grzmotów i deszczu wyłonił się Rogan – Král. Nie jest zwykłym wilkołakiem; to bestia, której wewnętrzny wilk jest jej równy, dzikus, który zabija jednym mrugnięciem swoich błękitnych jak ocean oczu. Jest partnerem, którego obiecano Serynie, ale to król, który nie potrzebuje Luny. W jego oczach dziewczyna nie jest koniecznością – jest jedynie niechcianym duchem z przeszłości jego brata. W świecie, w którym wybory niosą za sobą konsekwencje, Seryna musi walczyć, by zdobyć swoje miejsce u boku potwora, który widzi w niej tylko szczenię. Wybrała brata, ale Bestia przybyła, by upomnieć się o swoje.

Pierwszy rozdział

*Wyrzekłam się księżyca.* Przestałam wpatrywać się w jasność, którą roztaczała w ciemną noc, i w gwiazdy, które rodziła na bezkresnym niebie. Moja dusza, która z każdym moim oddechem tęskniła za błogosławieństwem księżyca, wciąż tonęła w nienasyconym pragnieniu, bo ona nigdy nie spełniła mojego życzenia. Sprawiała, że wciąż się modliłam. Trzymała mnie w garści, bawiąc się mną niczym zabawką, każdego dnia po trochu miażdżąc moje marzenia i niegasnącą nadzieję.

Księżyc drwił ze mnie; obdarowywał otaczające mnie samice tym, czego pragnęły ich serca, ale nie mnie. Patrzenie, jak moje przyjaciółki spotykają swoich partnerów i okazują sobie miłość na oczach wszystkich, sprawiało, że czułam, iż mój własny odszedł w milczącą ciemność i nigdy nie znajdzie się w moim zasięgu.

Kiedy tylko dzień stawał się ponury z powodu szarych, nabrzmiałych chmur, gotowych zrodzić deszcz, a burza nadciągała z głośnymi grzmotami i błyskawicami, ich widok i dźwięk przypominały mi o nim. Łagodna, chłodna bryza muskająca moją skórę w kołyszącym szumie fal całujących brzeg przypominała mi o nim. Samiec, który należał do mnie, a którego nigdy nie spotkałam. Jedyne, co posiadałam, to przeczucie w głębi duszy.

Mówili, że o swoim partnerze się śni, lecz ja nie miałam żadnych snów. Czuwałam do późnej nocy, nawet gdy księżyc spał, mając nadzieję, że kiedy zamknę oczy, dane mi będzie chociaż na niego spojrzeć. Ale nie dane mi było otrzymać nawet tego prostego ziarna nadziei. Nie miałam nic.

Każdego kolejnego dnia księżyc dbał o to, bym widziała czyste, umaczane w miodzie szczęście, które otaczało partnerów. Dbała o to, bym cierpiała i każdej nocy zalewała poduszkę łzami. To było doprawdy niesprawiedliwe. Dlaczego tylko ja?

Pragnąc uleczyć ból mojego serca, z udręką szukałam innego. Kogoś, kto nie był mój. Postąpiłam wbrew jej naukom i woli, wzięłam wodze własnego życia, wyrywając je z rąk księżyca. Nie, między nim a mną nie było żadnego przyciągania. Był po prostu samcem, z którym dorastałam, więc stał się moim ukojeniem.

Patrzyłam, jak rośnie – od szczeniaka, z którym się bawiłam, przez młodzika, aż w końcu stał się w pełni dojrzałym samcem. Patrzyłam, jak mężnieje, jak jego pierś się rozszerza, mięśnie napinają, włosy gęstnieją, a spojrzenie staje się ostrzejsze. Wiedziałam jednak, że nie żywi do mnie żadnych uczuć, a patrzy na mnie jedynie tak, jak brat patrzy na siostrę.

Bez względu na to, jak bardzo staraliśmy się stworzyć między nami więź, on nie potrafił jej zapełnić. Pustka w mojej duszy wciąż rosła, powiększając się za każdym razem, gdy spotykały się nasze spojrzenia. Żadnej iskry, żadnej miłości – nic, tylko upiorny chłód. Ja jednak żywiłam do niego uczucia, których on nie chciał odwzajemnić. Kiedy w końcu znalazł swoją partnerkę, nie potrafiłam pozwolić mu odejść, bo był jedynym, jakiego miałam, który pokazał mi, jak to jest mieć przy sobie samca.

Moje postępowanie było tak bardzo błądzące, podczas gdy moja dusza co noc zawodząc i łkając, przelewała się poza bariery czystego, gorącego żalu.

Po latach mojej bolesnej egzystencji pojawił się Rogan. Bestia, która wyłoniła się z odmętów bezlitosnej, burzliwej nawałnicy. Samiec, którego tak bardzo pragnęłam. Zaskoczył mnie, a ja uległam urokowi, jaki rzucił swoimi oceanicznymi oczami. Urokowi, którego nie potrafiłam odczynić, i w tej samej chwili wiedziałam, że mam kłopoty. W sekundzie, w której nasze spojrzenia się spotkały, wiedziałam, że zada mi ból, a gdyby był łucznikiem ze strzałami pokrytymi ogniem, z radością stałabym się jego celem i spłonęła w płomieniach.

Ten małomówny samiec, który przemawiał jedynie oczami, poraził mnie niczym piorun i udowodnił mi, że bez względu na wszystko, nieważne jak bolesna czy samotna się czułam, powinnam była czekać. Że powinnam była pozostać taka, jaka byłam, dopóki przeznaczenie nie pozwoliło naszym ścieżkom się skrzyżować. Że powinnam była trenować i zdobywać siłę, by być godną stać po jego prawej stronie. Że powinnam była uwierzyć w niego. W nas.

Byli braćmi – samiec, którego pożądałam, i mój partner. Rogan, młodzik, z którym byłam dość blisko jako szczenię, zniknął, a zastąpił go barbarzyńca; przerażał mnie, gdy zabijał wielu mrugnięciem oka. Żadnego żalu, żadnego bólu – jego bestia często przejmowała kontrolę, wyrywając się naprzód i opanowując jego zmysły. Byli sobie równi.

Jak mogłam połączyć się z takim samcem? Jak mogłam sprawić, by nazwał mnie swoją? Samiec, który nie potrzebował obecności Luny. Nie byłam dla niego ani zachcianką, ani koniecznością, tak jak on był dla mnie. Sposób, w jaki na mnie patrzył – czułam to w szpiku kości. Obojętność, niechciana... niepotrzebna.

Moje dawne postępki z jego bratem sprawią, że w jego oczach będę słaba i niegodna, ale dla mnie on zawsze będzie zasługiwał na wszystko.

Choć jestem słaba, będę walczyć do ostatniego tchu. O niego i o moje należne miejsce w jego stadzie, bo to jego kochałam, zanim jeszcze nasze spojrzenia się spotkały. On jest mój, a ja jego. Nie bez powodu nazywają go *Král*, gdyż jest królem. Moim królem.

Czytaj