

Autor: Aeliana Moreau
Kiedy twój chłopak Beta, Caleb, zdradził cię z cheerleaderką, twierdząc, że ludzie nadają się wyłącznie do ukrywania sekretów, a nie do rodzenia „wilczych dzieci”, myślałaś, że twoje serce rozsypało się na zawsze. Szukałaś zemsty w ramionach jedynego mężczyzny, którego Caleb bał się najbardziej: jego brata, zabójczego Alfy i kapitana drużyny hokejowej. Właśnie wtedy, gdy Caleb próbował cię upokorzyć przed całą drużyną, nazywając „żałosnym człowiekiem”, który błaga o jego powrót, najpotężniejszy wilkołak w szkole wyłonił się z cienia i warknął: – Dość. Od teraz Tessa jest moja.
Siedziałam w sypialni, próbując skupić się na opowiadaniu romantycznym, które pisałam na zajęcia z kreatywnego pisania, ale było to niemożliwe przy głośnej muzyce dobiegającej z imprezy z okazji powrotu do szkoły, odbywającej się u Carverów.
To Caleb Carver, mój potajemny chłopak, wilkołak Beta, był jej organizatorem, ale mi nie wolno było na nią iść. Nie wolno mi było nawet postawić stopy w jego domu bez jego pozwolenia.
Wychowałam się po sąsiedzku z Calebem i jego bratem, Alfą, Romanem. Caleb i ja spotykaliśmy się od lat, ale zmusił mnie do zachowania dystansu w miejscach publicznych. Wilkołaki nie miewały ludzkich dziewczyn. Ani nie uprawiały z nami seksu. Ludzie tacy jak ja byli postrzegani jak śmieci.
Mój telefon zawibrował od SMS-ów od Romana: „Powinnaś to zobaczyć”. Potem kolejna wiadomość: „Transmisja na żywo z imprezy u Carverów!” z dołączonym linkiem. Otworzyłam go.
Ta sama muzyka, którą słyszałam za oknem, ryczała z głośnika telefonu. Wszędzie było pełno atrakcyjnych studentów-wilkołaków – śmiali się, pili, bawili się w najlepsze.
– A oto i on, mistrz tej przeuroczej ceremonii. Sam pan Caleb Carver – powiedziała z chichotem jakaś dziewczyna stojąca obok. Kamera przesunęła się, pokazując Caleba obejmującego Chloe, kapitan naszej szkolnej drużyny cheerleaderek.
Caleb patrzył głęboko w oczy Chloe, a w jego spojrzeniu malowało się palące pożądanie, wystawione na widok całego świata. Potem pochylił się i złożył na jej ustach głęboki pocałunek. I nie przestawał jej całować.
Czułam, jak moje serce rozpada się na kawałki. Myślałam, że Caleb zachowuje takie pocałunki tylko dla mnie. Mówił, że kocha ze mną być. Że chce powiedzieć wszystkim, że jesteśmy razem, kiedy nadejdzie właściwy czas. A teraz na moich oczach obściskiwał się z Chloe.
Jak mógł mi to zrobić?
Nagle miałam dość. Dość ukrywania się. I najwyraźniej dość kłamstw. Bo widziałam, że to nie był pierwszy raz, kiedy Caleb całował Chloe. W sposobie, w jaki ją trzymał, było zbyt wiele poufałości.
Chwyciłam telefon i wypadłam z pokoju. Zamierzałam pokazać Calebowi, że wiem, iż tak naprawdę mu na mnie nie zależy. Kochałam Caleba, ale nie mógł mnie tak traktować. Nie był już moim chłopakiem. Teraz, po tym wszystkim, był dla mnie tylko byłym.
Przeszłam przez ulicę prosto w stronę domu Caleba. Muzyka stawała się coraz głośniejsza, podobnie jak łomot w mojej piersi. Byłam potwornie zdenerwowana. Nigdy nie przyszłam do Carverów, do domu Caleba, nieproszona. Ale chyba na wszystko musi być ten pierwszy raz.
Wilkołaki stojące na zewnątrz natychmiast wyczuły, że jestem tylko zwykłym człowiekiem, nikim szczególnym. Ci „milsi” gapiły się na mnie z wyższością. Inni jednak nie byli tak łaskawi.
– Co tu robi ta pospolita ludzka dziewczyna? – usłyszałam, wchodząc do domu.
– Powinna wrócić do tego swojego bezbarwnego miejsca, z którego się urwała – dodał ktoś inny z paskudnym śmiechem.
– Jest taką cholerną kujonką. Co ktoś taki jak ona tu robi, zamiast ślęczeć nad jakąś nudną książką?
Starałam się nie dopuszczać do siebie tych kpin, przedzierając się przez tłum. Nie obchodziło mnie, co mówią. Chciałam tylko zobaczyć Caleba. Porozmawiać z nim. O nas.
– Tessa. Tessa! – Odwróciłam się gwałtownie. Przede mną stał Roman. Wokół niego kręciła się grupa atrakcyjnych wilkołaczyc, które ewidentnie do niego wzdychały.
Roman był bratem Caleba, ale nie rodonym. Obaj byli oczywiście wilkołakami, ale Roman był Alfą, znacznie silniejszym i groźniejszym osobnikiem. Był jedynym Alfą w okolicy, a do tego kapitanem drużyny hokejowej. Oczywiście wszyscy go uwielbiali.
– Cześć… Roman. Gdzie jest… gdzie jest Caleb? – zapytałam. Nienawidziłam tego, że się zajaknęłam. Ale działo się tak zawsze, gdy widziałam Romana, bo nie wiedziałam, jak się zachować. Caleb przez lata powtarzał mi, żeby nie ufać Romanowi i trzymać się od niego z daleka. I tak właśnie zawsze robiłam.
Roman zmarszczył brwi. – Kiedy ostatnio widziałem Caleba, był na górze. W swojej sypialni. Z kimś. To nie jest dobry moment, żebyś tam teraz szła…
Moje serce zaczęło walić jeszcze szybciej. Odwróciłam się i ruszyłam po schodach, niemal biegnąc. Na korytarzu wszędzie byli ludzie – rozmawiali, a nawet się całowali. Starałam się nie gapić. Chociaż to właśnie oni robili to samo w stosunku do mnie.
Gdy dotarłam do pokoju Caleba, nie mogłam nie usłyszeć jednoznacznych dźwięków – głośnych jęków kobiety. Jakby dostawała wszystko, czego kiedykolwiek pragnęła. I jeszcze więcej.
– Podoba ci się to, prawda, Chloe? – To był nieomylny głos Caleba.
Moje serce zamarło. Nie. Nie mógł.
Zbliżyłam się do drzwi, starając się nie rzucać w oczy. Caleb lubił udawać, że moje obawy dotyczące wszystkich dziewczyn, z którymi rozmawiał, siedzą tylko w mojej głowie. Ale teraz miałam dowód. Zdradzał mnie. Wyjęłam telefon i nacisnęłam przycisk nagrywania.
Nie chciałam, żeby ktokolwiek widział, co robię. I choć bolało, nie mogłam zrobić sceny. Byłam nikim. Dla tych ludzi nie byłam dziewczyną Caleba, mimo że właśnie nią byłam. Nie mogłam dać upustu wściekłości, bo wszyscy tylko by się ze mnie wyśmiali.
– Chloe, jesteś cholernie seksowna, wiesz o tym? Nie mogę się doczekać, żeby pójść z tobą na następny mecz. Pochwalić się tobą całemu światu i pokazać wszystkim, że jesteś moja – słowa Caleba przebiły moje serce niczym nóż. Ale pozostałam silna.
Mimo to, mogłam znieść tylko tyle, więc zatrzymałam nagrywanie i znalazłam numer Caleba w kontaktach. A potem wysłałam mu to nagranie. Chciałam, żeby wiedział, że teraz już o wszystkim wiem. Nie dam się więcej nabrać na jego kłamstwa.
Zbiegłam na dół, pragnąc znaleźć się jak najdalej od mojego chłopaka.
Przy barku w kuchni poprosiłam barmana: – Proszę, zrób mi cokolwiek. – Chciałam zapomnieć o tym, co właśnie usłyszałam.
– Daj jej Piña Coladę – powiedział Roman, siadając na krześle obok mnie. – Jej ludzka natura nie pozwoli jej wypić niczego mocniejszego. Ona lubi tylko słodkie rzeczy.
Barman skinął głową. Zaczął szybko przygotowywać mój drink z wprawą profesjonalisty.
Nie pamiętałam, kiedy ostatnio rozmawiałam z Romanem, a jednak siedzieliśmy tu ramię w ramię.
– Nienawidzę cię za to, że wysłałeś mi ten link – powiedziałam, a w moim głosie pojawiła się gorycz. – Nienawidzę cię.
Barman przesunął drinka w moją stronę, a ja wzięłam ogromny łyk.
– Słuchaj, Tessa, myślałem, że docenisz pomoc w przejrzeniu na oczy. Caleb nie dba o ciebie tak, jak powinien – odparł Roman. Wyglądał na niemal… smutnego z tego powodu.
– Och, proszę cię. Wszyscy jesteście tacy sami. Bezduszni playboye – rzuciłam. Moje słowa już zaczynały się bełkotać, a z oczu zaczęły płynąć łzy. – Tak bardzo kochałam Caleba, pisałam nawet romans zainspirowany naszą historią miłosną. Ale teraz nigdy więcej nie napiszę ani słowa o miłości.
Roman pochylił się, a jego usta niemal musnęły moje ucho. – Nie musisz płakać przez Caleba, Tessa. Dlaczego zamiast tego mu się nie odpłacisz?