SIERRA.
— Adrian?
To imię opuszcza usta Noaha niczym zjawa.
Jego brzmienie i pobrzmiewająca w nim zażyłość odbijają się echem w moim umyśle, powracając raz za razem, bez względu na to, jak mocno staram się je zagłuszyć.
— Noah?
Stojący obok mnie Adrian nieruchomieje, jakby zobaczył ducha. Patrzy na Noaha, jakby nie ufał temu, co widzi przed sobą.
Ten bezruch, jego reakcja, sprawiają, że coś zimneg






