languageJęzyk
Zdobyć jego krągłą partnerkę-placeholderZdobyć jego krągłą partnerkę

Zdobyć jego krągłą partnerkę

Autor: Elektra King

Czytaj
Ostatnia aktualizacja: 3 cze 2026
122 Rozdziały
167.6K słów

Dorastając w Watasze Lunastone, nauczyłam się jednej brutalnej zasady: ludzie się nie liczą. Bycie krągłą, kruchą ludzką dziewczyną pośród dzikich wilkołaków oznaczało życie pełne nękania, ukrywania się i wiecznego spuszczania wzroku. Myślałam, że znam swoje miejsce w cieniu. Aż nadeszły moje osiemnaste urodziny. Jeden oddech. Tylko tyle wystarczyło, by Zander, najbardziej przerażający i zabójczy Alfa w naszej historii, znieruchomiał. Jego czarne jak smoła oczy spoczęły na moich kształtach, płonąc mrocznym, pierwotnym głodem, od którego ugięły się pode mną nogi. Nie mam pazurów. Nie mam wilka. Jestem wszystkim, czego potężny Alfa nie powinien pożądać. Ale kiedy Zander zapędza mnie w kozi róg, więżąc mnie swoim potężnym ciałem przy ścianie, jego dotyk opowiada zupełnie inną historię. Nie obchodzi go, że jestem człowiekiem. Nie obchodzą go zasady watahy. Wie tylko jedno: zamierza zawładnąć każdym centymetrem mojego ciała, a niech niebiosa mają w opiece każdego, kto odważy się stanąć mu na drodze.

Pierwszy rozdział

Kinsley

Wiedziałam, że jestem inna, ale po prostu nie zdawałam sobie sprawy, jak bardzo.

Moja matka, Elena, uciekła od mojego ojca, gdy byłam noworodkiem. Znęcał się nad nią i pewnej nocy wybiegła z domu z prześcieradłem w ramionach, bojąc się, że nas zabije.

W desperacji wbiegła do lasu i przeżyła szok swojego życia, gdy nagle pojawił się wilk, który zmienił się w mężczyznę.

„Jesteś moją mate, w końcu cię znalazłem” – powiedział jej z zachwytem.

Dla mojej matki wilkołaki były częścią świata fantazji. Ale kiedy ten wspaniały mężczyzna zaczął jej wszystko wyjaśniać i zabrał ją do swojej watahy, zdążyła już się w nim zakochać.

Wataha Lunastone nie przyjmowała ludzi chętnie, ale ten wilkołak, Garrick, był ważnym wojownikiem, a niektórym wilkołakom trudno było odnaleźć swoje mate. Przyjęli więc moją matkę... i mnie, skoro przyszłam razem z nią.

Garrick natychmiast stał się moim ojcem i traktował mnie jak własną córkę. Kiedy inne wilkołaki narzekały na obecność ludzi w watasze, zawsze stawał w naszej obronie.

„Powinny się zachowywać i pomagać watasze tak bardzo, jak tylko mogą” – powiedział Vactor, Alfa watahy. Tak też robiłyśmy. Ona i ja pomagałyśmy Omegom w obowiązkach, nawet gdy Garrick się temu sprzeciwiał.

Sytuacja poprawiła się radykalnie, gdy moja matka zaszła w ciążę. Wataha potrzebowała nowych członków, więc kiedy urodziła moich braci bliźniaków, wszyscy byli zachwyceni. Od dawna nie było u nas bliźniąt, więc każdy z radością powitał moich braci, Brooksa i Bryce'a.

Kochałam myśl o byciu starszą siostrą i opiekowaniu się nimi tak, jakby byli moimi własnymi dziećmi. Niestety, byłam jeszcze dzieckiem, gdy moja matka zachorowała po porodzie i ostatecznie zmarła.

Mój ojciec był zdruzgotany i przez chwilę wszyscy myśleli, że on również umrze z żalu. Ale nie zamierzał nas zostawiać samych; kochał naszą trójkę i musiał o nas walczyć.

Zostałam więc jedynym człowiekiem w watasze. Po śmierci matki wielu członków stada zaczęło się zastanawiać, dlaczego wciąż tam jestem.

Początkowo tego nie zauważałam, bo ojciec zawsze mnie pilnował i bronił. Ale z czasem zaczęłam dostrzegać te spojrzenia, śmiechy, gdy przechodziłam obok, i komentarze.

„To tylko słaba ludzka istota, kolejny ktoś, o kogo trzeba się martwić, a kto nie potrafi się bronić”.

„Poza tym zobaczcie, jaka jest gruba! Pewnie wyjada nam całe zapasy!”

„Jest ciężarem i do niczego się nie nadaje” – słyszałam ich głosy.

Gdy dorastałam, pomagałam ojcu przy braciach, podczas gdy on trenował wojowników. Wilkołaki były bardzo aktywne i zwinne; trenowano je od najmłodszych lat, a ich ciała były atletyczne i sprawne. Z drugiej strony ja... nie do końca taka byłam.

Byłam u progu dojrzewania i widziałam, że moje ciało zaczyna się zmieniać. Jako mała dziewczynka byłam pucołowata, ale z wiekiem zaczęły mi się pojawiać krągłości i pełniejsze kształty.

Próbowałam znaleźć swoje miejsce w watasze, ale spotykałam się jedynie z odrzuceniem. Nocami pomagałam Omegom, ale nawet one mnie nie lubiły. Chowały moje ubrania, kradły moje rzeczy, a ja wracałam do domu, by płakać w ukryciu.

Znajdowałam się na samym dnie drabiny społecznej i nic nie zapowiadało poprawy. Bo... jak mogłabym przestać być człowiekiem? Jak mogłabym przestać być tym, kim jestem?

„Jeśli kiedykolwiek zaatakują nas wrogowie, ona padnie pierwsza” – śmiały się dziewczyny z mojej klasy. Nie miałam przyjaciół i nikt ze mną nie rozmawiał.

„Wyobraźcie sobie tę grubaskę uciekającą przed rogue'ami, którzy ją dopadają!”

„Będą mieli ucztę, kiedy ją zjedzą!” – dodawali inni, wybuchając śmiechem.

„Nigdy nie będzie miała mate, kto mógłby mieć takiego pecha, żeby zostać jej partnerem?”

Mój ojciec zawsze powtarzał: „Oni nie wiedzą, co mówią, Kinsley… jesteś wspaniałą dziewczyną i jestem pewien, że pewnego dnia to dostrzegą”. Wiedziałam jednak, że to nie będzie takie proste. W tym świecie liczyła się tylko siła i posiadanie własnego wilka, a ja nigdy nie będę miała żadnej z tych rzeczy. Ale najbardziej bolało mnie to… że nigdy nie będę miała mate.

Relacje między wilkołakami a ludźmi są bardzo nietypowe. Marzyłam o tym, jak by to było mieć mate – towarzysza, który kochałby mnie taką, jaka jestem, bezwarunkowo.

Moim jedynym schronieniem byli ojciec i bracia. Uwielbiałam zabierać bliźniaków do lasu i opowiadać im to niewiele, co pamiętałam o matce. Obserwowaliśmy też zwierzęta, a zazwyczaj przychodziły do nas wilki.

„Widzicie to? To wasi wilczy przodkowie, ale oni nie przybierają ludzkiej formy”.

„Czy ty też będziesz miała swojego wilka, Kins?” – zapytał mnie Bryce, a ja uśmiechnęłam się do niego smutno.

„Nie, maluchu, ale wy będziecie bardzo silnymi wilkami”.

„Zan powiedział nam, że będziemy wojownikami jak tatuś!” – zawołał radośnie Brooks, obserwując wilki z dystansu.

„Będzie nas potrzebował, kiedy zostanie Alfą. Na pewno ty też możesz być wojowniczką, Kins!” – dodał podekscytowany Bryce.

Zander Thorne. Syn Alfy Vactora i przyszły Alfa watahy.

Był starszy, był silnym chłopakiem. Nawet jako nastolatek cieszył się posłuchem u wszystkich. Był inteligentny, szanowany i lubiany. A jeśli chodzi o mnie... traktował mnie, jakbym nie istniała.

Widziałam, jak śmiał się z żartów, które inni robili na mój temat, a kiedy sprzątałam jego pokój, nawet mnie nie dostrzegał. W ogólnej hierarchii byłam dla niego gorsza niż zero.

Byłam tak pogrążona w myślach o Zanie i o tym, jaki jest pociągający – o jego niebieskich oczach i silnych ramionach – że nie zauważyłam zniknięcia wilków, dopóki nie usłyszałam hałasu.

„Co to było?” – zapytałam.

Od dawna nie mieliśmy żadnego ataku, ale zawsze znajdowali się rogue'owie próbujący przejąć nasze terytorium. Nie wiem, czy to był instynkt, czy strach, ale złapałam chłopców i zaczęłam biec.

„Kins, co się dzieje?!” – krzyczeli. Usłyszałam głośne kroki i wycie, musiałam podjąć drastyczne kroki. Znalazłam największe drzewo i wciągnęłam dzieci na gałęzie.

„Dzieciaki! Wspinajcie się tak, jak zawsze ćwiczyliśmy, kierujcie się na wyższe gałęzie” – powiedziałam im. Uwielbiali się wspinać, więc starałam się, żeby wyglądało to jak zabawa.

„Chodź, Kins!” – wołali. Kiedy dotarłam do pierwszej gałęzi, zobaczyłam ich: rogue'ów, nadchodzących do ataku. Nie mogłam skomunikować się z watahą, więc zaczęłam wrzeszczeć najgłośniej, jak potrafiłam.

„Nadchodzi atak, rogue'owie atakują!” – krzyczałam w desperacji. Nagle jeden z wilków próbował mnie dosięgnąć, gdy kontynuowałam wspinaczkę. Widziałam jego ostre zęby, gdy na mnie warczał.

W oddali słyszałam okrzyki watahy przygotowującej się do walki. Martwiłam się o naszego ojca, który z pewnością był na pierwszej linii frontu.

Nagle jednak dostrzegłam coś dziwnego: nadbiegały inne wilki, lepiej zorganizowane, z nakrapianą sierścią. I nie wyglądali na rogue'ów. Zachęcali pozostałych i zdawali się wskazywać konkretne punkty ataku, ale sami nie włączyli się do walki.

Kiedy w końcu wróciliśmy do osady, zobaczyłam, że to był straszny atak. Gdy ojciec ujrzał nas całych i zdrowych, na jego twarzy odmalowała się ulga.

„Kins! Och, dzieci!”

Zobaczyłam Alfę i jego syna z ranami po bitwie. Wilki wyły; było wielu rannych i wielu zabitych. To była rzeź.

„Gdzie był ten człowiek?!” – zapytał Alfa Vactor, trzęsąc się ze strachu i gniewu.

„Byłam w lesie i widziałam nadchodzący atak... krzyczałam tak mocno, jak mogłam, ale...”

„Gdyby tylko była wilkołakiem, mogłaby nas uratować!” – zaczął mówić jeden z wilkołaków, a słyszałam, jak inni mu przytakują.

„Moja córka uratowała swoich braci i sama się obroniła!” – krzyknął mój ojciec, stając przed nami. Moi bracia byli przerażeni i chowali się za moimi nogami.

„To ona sprowadziła na nas to nieszczęście!”

„Jakie to wygodne, że nie było jej tutaj, kiedy zaatakowali rogue'owie! Wszyscy wiedzą, że ludzie są zdradzieccy!” – krzyczeli inni.

„To nie byli tylko rogue'owie! Byli tam też… inne wilki, które wyglądały, jakby były z innej watahy… miały nakrapianą sierść i były zorganizowane, nie tak jak rogue'owie...” – wyjaśniałam.

„Masz na myśli nas?” – pojawił się inny Alfa. Kruger był wysoki i miał jasne włosy.

„Twoje insynuacje są bardzo poważne, człowieku. Jedyne wilki z nakrapianą sierścią pochodzą z watahy Sanguine Talons i byli jedynymi, którzy przyszli nam z pomocą” – powiedział mój Alfa. Teraz wszyscy patrzyli na mnie jeszcze gorzej.

„Ale to właśnie widziałam!” – powiedziałam z rozpaczą.

„To tylko człowiek! Nie zna naszych zwyczajów!” – krzyczeli pozostali. Nie miałam świadków oprócz moich braci, ale oni byli tacy młodzi.

„Naraziłaś wszystkich na niebezpieczeństwo. Panuj nad sobą, człowieku” – rozkazał Alfa Kruger.

„Ja tylko próbuję pomóc...” – ale wiedziałam, że to nie moje miejsce, byłam nikim. Oni byli Alfami. Nie mogłam kwestionować ich pozycji ani decyzji. I wtedy odezwał się Zan.

„Jak śmiesz osądzać naszego sojusznika? To Alfa czystej krwi! Jesteś tylko człowiekiem, który nie potrafił nas nawet na czas ostrzec! Nie umiesz biegać, nie potrafisz się przed nikim obronić, jesteś dla nas tylko ciężarem!” – krzyknął ze złością. Widziałam nienawiść i gniew w jego oczach.

„To bezużyteczna, gruba ludzka klucha!”

„To kłamczucha!” – krzyczeli inni.

Następne kilka dni spędziłam w lochu, podczas gdy mój ojciec próbował wstawić się za mną, ale bezskutecznie.

„Wyrzucą cię z watahy, Kins... to była decyzja Alfy, wataha Sanguine Talons naciskała na twoje odejście” – powiedział mi. Widziałam wściekłość i smutek w jego oczach.

„Mogę pojechać do babci... do pobliskiego miasteczka, Fairhaven” – powiedziałam.

„Pojedziemy z tobą, bliźniaki i ja” – oznajmił z przekonaniem, co wpędziło mnie w desperację.

„Nie, nie... musicie zostać. Wilk, który opuszcza watahę, staje się rogue'em. Bliźniaki będą tu bezpieczne. Tylko uważajcie...”

Później tej nocy wataha zabrała moje rzeczy i spaliła je na moich oczach, podczas gdy ja płakałam.

„Wyprowadź ją stąd, synu... i niech nigdy nie wraca” – powiedział Alfa Vactor.

Zan chwycił mnie za ramię i zaciągnął do granicy terytorium. Dałam ojcu znak, żeby nic nie robił, patrząc z rozpaczą na bliźniaków.

„Nie! Nie, Kins to nasza siostra!” – krzyczeli przez łzy.

„Jesteś ciężarem, wataha poradzi sobie lepiej bez ciebie. Jesteś dla nas nikim! A on nawet nie jest twoim ojcem! Wracaj do swoich, ty brudny człowieku!” – powiedział do mnie z nienawiścią Zan.

Byłam nastolatką, wciąż dzieckiem. I odeszłam, sama, w stronę miasta. Moje serce przepełniał ból. Teraz byłam wyrzutkiem, bez rodziny. Według nich – głupią, kłamliwą, nic niewartą dziewczyną.

To był dzień, w którym wszystko się zmieniło. Myślałam, że już nigdy nie będę częścią świata wilkołaków. Ale przeszłość miała do mnie powrócić w najgorszy możliwy sposób.

Czytaj