languageJęzyk
Zdobyta przez bliźniaków Szkarłatnego Księżyca-placeholderZdobyta przez bliźniaków Szkarłatnego Księżyca

Zdobyta przez bliźniaków Szkarłatnego Księżyca

Autor: Helena Sachs

Czytaj
Ostatnia aktualizacja: 17 maj 2026
189 Rozdziały
240.1K słów

— To tylko nędzna służąca! Nie ma tu dla niej miejsca! — wrzasnęła moja przyrodnia siostra, Vespera, próbując wypchnąć mnie z wielkiej sali. Ale przerażający Bliźniaczy Alfowie nawet na nią nie spojrzeli. Przeszli obok złotej dziewczyny watahy i zapędzili mnie w róg, a ich oczy płonęły dzikim, zaborczym żarem. — Zamknij się — warknął do niej Zaric, nie odrywając swoich ciemnych oczu ode mnie. Varek nachylił się, a jego parzący oddech wywołał dreszcze na moim kręgosłupie. — Ona jest naszą partnerką... naszą jedyną Luną. Jako prawowita córka Bety Watahy Szkarłatnego Księżyca, Elara powinna wieść życie pełne szacunku. Zamiast tego, we własnym domu została sprowadzona do roli niewolnicy, nieustannie nękanej przez okrutną macochę i złośliwą przyrodnią siostrę, Vesperę. Kiedy jej ojciec negocjuje aranżowane parowanie między Vesperą a przyszłymi przywódcami watahy — brutalnie potężnymi i bezwzględnymi Bliźniaczymi Alfami, Zarikiem i Varkiem — arogancja Vespery nie zna granic. Cała wataha z niecierpliwością wyczekuje ślubu stulecia. Aż do osiemnastych urodzin bliźniaków. Odurzająca siła więzi prawdziwych partnerów niweczy starannie ułożone plany wszystkich. Bogini Księżyca nie wybrała pięknej, aroganckiej Vespery. Zamiast tego powiązała czerwoną nić przeznaczenia z okaleczoną, złamaną dziewczyną ukrywającą się w cieniu. Dwóch obezwładniająco dominujących Alfów. Jedna przeznaczona więź. Ludzie, którzy niegdyś dręczyli Elarę, teraz drżą u jej stóp. Stawiając czoła morderczej zazdrości przyrodniej siostry i zmieniającemu się układowi sił w watasze, czy Elara ucieknie przed tą duszącą, intensywną miłością? Czy może przyjmie podwójny znak bliźniaków i sięgnie po swoją szkarłatną koronę? Kiedyś byli jej koszmarem. Teraz spalą dla niej cały świat.

Pierwszy rozdział

POV Elary

Plask. Moja głowa odskoczyła do tyłu, gdy moja przyrodnia siostra, Vespera, spoliczkowała mnie z całą siłą, na jaką mogła się zdobyć. Zacisnęłam zęby i zmusiłam się, by na nią spojrzeć, wiedząc, że odwet przyniesie mi tylko więcej kar. Przyglądała się swoim idealnie wypielęgnowanym paznokciom i uśmiechnęła się szeroko, triumfując.

– Nie wiem, dlaczego moja matka i twój ojciec upierają się, żeby trzymać cię tutaj w ten sposób, ale kiedy zostanę Luną, zostaniesz wyrzucona z watahy tak szybko, że zakręci ci się w głowie – oświadczyła, mrużąc oczy i patrząc na mnie z pogardą.

Przygryzłam język. Kłótnia z Vesperą była bezcelowa. Odkąd mój ojciec, Garris, Beta Watahy Szkarłatnego Księżyca, podjął negocjacje z Alfą Kaelenem, aby uczynić Vesperę wybraną partnerką Zarica i Vareka Vandorów, synów Alfy, nie dało się z nią wytrzymać. Nie żeby wcześniej było z nią łatwo, ale teraz stało się to jeszcze gorsze.

Vespera była najpopularniejszą dziewczyną w watasze i jednocześnie najbardziej złośliwą. Teraz, gdy miała niemal zagwarantowane miano Luny Watahy Szkarłatnego Księżyca, gdy bliźniacy skończą osiemnaście lat za kilka dni, wypełniło ją chorobliwie wybujałe ego.

– Chcę, żeby moje ubrania były porządnie wyprasowane i lepiej, żeby nie było na nich ani jednego zagniecenia, rozumiesz? – syknęła. – Kiedy bliźniacy będą mieli swoje osiemnaste urodziny za kilka dni, zamierzam być tam najładniejszą dziewczyną. Jako Luna będę musiała pokazać wszystkim w watasze, jak pięknie wyglądam.

Zmierzyła mnie wzrokiem. Potarłam policzek, nie mogąc się powstrzymać. – Nie jesteś jeszcze Luną. Wciąż mogą odnaleźć swoją przeznaczoną – wymamrotałam, wpatrując się w ziemię.

W końcu każdy zmiennokształtny miał przeznaczonego partnera, choć w przypadku bliźniaków mieli dzielić jedną partnerkę między sobą. Oczy Vespery błysnęły. – Już zgodzili się odrzucić swoją przeznaczoną dla dobra watahy – warknęła, gdy cofnęłam się o krok. – Jeśli nie jest z krwi Alfy, i tak nie będzie dla nich żadną realną pomocą. Ja jestem z krwi Bety – mruknęła z zadowoleniem – i jestem bliską przyjaciółką Alfy Kaelena i Luny Vanyi.

Oczywiście, że była. Odkąd mój ojciec poślubił jej matkę, swoją partnerkę drugiej szansy, Morrigan Kravan, Vespera była rozpieszczana, odkąd tylko pamiętam, podczas gdy mnie bezceremonialnie spychano na bok. Stałam się niemal niewidzialna we własnym domu. Dziecko, którego nikt nie chciał, dziecko, które wszyscy obwiniali o śmierć matki podczas ataku wyrzutków, gdy byłam jeszcze mała. Westchnęłam. Alfa Kaelen i Luna Vanya byli oczarowani Vesperą, uważając jej jasne blond włosy i wielkie niebieskie oczy za absolutnie „zachwycające”.

Ja natomiast wyróżniałam się negatywnie – moje kruczoczarne włosy i szmaragdowozielone oczy stanowiły całkowite przeciwieństwo wyglądu Vespery i mojej macochy, co jeszcze bardziej mnie alienowało. Vespera była wysoka, ja niska; ona miała smukłą figurę, moja była bardziej kobieca i obfita. Za każdym razem, gdy stałam obok niej, górowała nade mną, sprawiając, że czułam się przy niej jak karzeł. Uważała to za zabawne i wykorzystywała tę przewagę jako kolejny sposób na zastraszenie mnie.

– Słuchaj no, ty brzydki, żałosny kundlu. – Vespera wyprostowała ramiona i spojrzała mi prosto w oczy, a jej warga wygięła się w drwiącym uśmiechu. – Nikt, powtarzam, nikt mi tego nie zepsuje. Żadna przeznaczona partnerka Alfów nie stanie między mną a moim zostaniem Luną. Zresztą... – zmierzyła mnie wzrokiem, a jej oczy zalśniły, gdy wybuchnęła sarkastycznym śmiechem. – To nie tak, że ty miałabyś być ich partnerką, co, Elaro? – powiedziała spokojnie. – To nie tak, że oni by cię zaakceptowali, nikt w tej watasze by tego nie zrobił – zakpiła. – Czy ty poważnie myślisz, że masz szansę zostać Luną? – zapytała z wykrzywionym uśmiechem. – Morderczyni jako Luna, to by dopiero było – zaśmiała się, podczas gdy ja tępo wpatrywałam się w ziemię.

Wzdrygnęłam się. Morderczyni. Tak właśnie widzieli mnie wszyscy. Powoli pokręciłam głową w zaprzeczeniu, czując, jak zasycha mi w gardle. – Nie, Vespero, tak nie myślę – szepnęłam, widząc, jak jej oczy rozbłyskają triumfem.

– Doskonale, więc na co czekasz? – uśmiechnęła się drwiąco, gdy ja wciąż stałam otumaniona. – Idź zrobić moje pranie – wykonała niecierpliwy gest – i przestań stać tu jak cholerna idiotka – parsknęła. – Czasami myślę, że brakuje ci mózgu tak samo jak zdrowego rozsądku.

Spuściłam głowę i wybiegłam z pokoju, będąc bliska łez. Tak się spieszyłam, że wpadłam prosto na moją macochę, która właśnie wracała z zakupów.

– Elara! – skarciła mnie, gdy się zatrzymałam z sercem łomoczącym w piersi. – Zwolnij, to nie jest miejsce do biegania, a byłoby bardzo nieuprzejmie z twojej strony, gdybyś wpadła na któregoś z naszych gości – kontynuowała, zniżając głos i wciąż patrząc na mnie z naganą.

Gości? Poczułam lęk, powoli unosząc głowę, tylko po to, by napotkać dwa identyczne, rozbawione spojrzenia. Poczułam dreszcz, patrząc na nich obu – ich pasujące do siebie piwne oczy, ciemnobrązowe włosy, które były podobnie zmierzwione i postawione, oraz ich potężne, barczyste ciała, gdy poruszali się obok mojej macochy. Wiuuu. Na moment zabrakło mi tchu i zdolności do wyduszenia z siebie jakiegokolwiek słowa. Moje usta otwierały się i zamykały, gdy się gapiłam. Macocha zignorowała mnie, odwracając się z uśmiechem do bliźniaków, Vareka i Zarica Vandorów.

– Proszę, wybaczcie mojej pasierbicy – pośpiesznie przeprosiła w moim imieniu, gdy moje policzki zaczęły płonąć. – Wygląda na to, że zapomniała dzisiaj o manierach – dodała, odwracając się, by posłać mi mordercze spojrzenie.

– Ja... em... – wyksztusiłam, czując się głupio i idiotycznie.

Dlaczego zawsze odbierało mi mowę przy tych dwóch? Czy dlatego, że byli dla mnie nieuprzejmi, czy dlatego, że zazwyczaj mnie ignorowali, kiedy na nich wpadałam? Usłyszałam, jak Vespera wchodzi do pokoju.

– Zaric, Varek! – zapiszczała, mijając mnie i praktycznie spychając z drogi, po czym zarzuciła ramiona najpierw na szyję Zarica, ściskając go entuzjastycznie. – Co za miła niespodzianka. Co was tu sprowadza?

Poczułam na sobie wzrok Vareka, nawet gdy jego brat odpowiadał z lekko zdystansowanym wyrazem twarzy.

– Pomyśleliśmy, że odwiedzimy naszą wybraną partnerkę na chwilę, skoro zbliżają się nasze osiemnaste urodziny i niedługo matka z ojcem zorganizują naszą ceremonię Alfy i Luny.

Vespera podeszła, by uścisnąć Vareka, ale on patrzył wymownie na mnie, a jego oczy błyszczały. – Ty wciąż tutaj jesteś? – zapytał grubiańsko.

– Tak, Elaro, idź do swoich zajęć – szybko wtrąciła moja macocha, wyczuwając napięcie w powietrzu, podczas gdy Vespera odwróciła głowę, by na mnie spojrzeć, a bliźniacy uśmiechnęli się drwiąco. – Masz dużo do zrobienia przed kolacją – dodała.

Cicho minęłam bliźniaków, czując na plecach czyjeś palące spojrzenie, i skierowałam się w stronę schodów. Gdy zaczęłam na nie wchodzić, usłyszałam z dołu głos Vespery, podczas gdy jej matka wyszła do kuchni, niewątpliwie chcąc dać córce trochę prywatności.

– Ona jest taka słaba – zachichotała – co za nieudacznik.

– To jednak twoja siostra – usłyszałam mruknięcie Zarica.

– I co z tego? – Głos Vespery był zimny. – Przyrodnia siostra – warknęła – i to tylko dlatego, że moja matka jest partnerką jej ojca. W przeciwnym razie nawet nie uznałabym jej istnienia. Nie chcę być kojarzona z morderczynią – wypluła.

– Nie żałuj jej, Zaric – głos Vareka dobiegł mnie, gdy dotarłam na piętro. – Zabiła własną matkę, pamiętasz? – przypomniał bratu. – Nikt w watasze jej nie lubi – dodał z warknięciem.

Łzy napłynęły mi do oczu, gdy odwróciłam się i odeszła, nie będąc w stanie słuchać niczego więcej. Wszyscy wierzyli w to, co chcieli, a ja nie miałam już motywacji ani energii, by próbować ich przekonywać, że jestem niewinna, albo że jako dziecko nigdy nie powinnam być obwiniana za siły poza moją kontrolą. Kiedy skończę osiemnaście lat, opuszczę tę watahę na dobre, bez względu na wszystko, i nikt mnie nie powstrzyma. „Chyba że najpierw zostaniesz wygnana”, szepnął mały głos w mojej głowie, a ja zadrżałam, wiedząc, że prawdopodobieństwo takiego scenariusza jest bardzo, bardzo wysokie.

Czytaj