languageJęzyk
Zniewolona przez szefa syndykatu-placeholderZniewolona przez szefa syndykatu

Zniewolona przez szefa syndykatu

Autor: Joanna's Diary

Czytaj
Ostatnia aktualizacja: 15 cze 2026
100 Rozdziały
292.3K słów

„Nigdy nie wyjdę za Valena. Nigdy nie będę miała nic wspólnego z Wołkow Worami!” Zdesperowana, by uciec przed zaaranżowanym przez ojca małżeństwem, Elena Wołkow – mafijna księżniczka, która została chirurgiem – zrobiła coś niewyobrażalnego. Wpadając na sam środek gali charytatywnej, chwyciła najbliższego mężczyznę, jakiego znalazła, i przywarła ustami do jego warg. Salę balową wypełniły westchnienia zdumienia i szepty. Stała się główną atrakcją wieczoru, w końcu przejmując kontrolę nad własnym życiem. Lecz kiedy się odsunęła, napotkała parę hipnotyzujących, bursztynowych oczu. To nie był zwykły nieznajomy, którego pocałowała na przekór ojcu. To był Dante Moretti – bezwzględny boss rywalizującego Sycylijskiego Syndykatu. A kiedy później zaproponowała mu trzyletnie, fikcyjne małżeństwo, aby zapewnić sobie wolność, jego odpowiedź przyprawiła ją o dreszcze. „Nie wierzę w rozwody, Eleno. Dostaniesz moje nazwisko, ale nigdy nie zdobędziesz mojego serca”.

Pierwszy rozdział

Elena

Większość moich wspomnień z dzieciństwa zatarła się w zgiełku dorastania, ponieważ zawsze działałam w trybie przetrwania, odfiltrowując te złe. Nikt nie wiedział, jak trudno było się skradać, gdy rodzice nie patrzyli, tylko po to, by rzucić okiem na to, co się działo.

Krew. Broń palna i noże.

Takie rzeczy były w tej rodzinie na porządku dziennym. Tata — mój ojciec starał się trzymać mnie z dala od życia, w którym się urodził, bo twierdził, że to zbyt niebezpieczne. Wyobraźcie sobie więc wyraz mojej twarzy, gdy skończyłam piętnaście lat, a on natychmiast zaczął uczyć mnie, jak przystawiać komuś lufę do głowy.

Cholerna ironia.

O czym on w ogóle myślał? Chronił mnie przed niebezpieczeństwem, ale gdy tylko skończyłam piętnaście lat, pokazał mi wszystko. Rzeczy, przed którymi mnie ukrywał, nocne rozmowy o interesach i swoich ludzi, którzy jakimś cudem nagle znikali.

Tyle że wcale nie znikali. Po prostu lądowali dwa metry pod ziemią.

— W tym świecie liczy się tylko przetrwanie. — Jego słowa były głośne i wyraźne, wyryte w moim umyśle jak tatuaż.

Nie zrozumcie mnie źle. Był idealnym ojcem dla trójki swoich dzieci i kochającym mężem dla mamy, ale dla Volkov Vory pozostawał bezlitosnym przywódcą. Bali się go, ale co najważniejsze, szanowali.

Tata robił wszystko, by nas uszczęśliwić. Uczył nas tego, czego uczy każdy ojciec: jazdy na rowerze, rozbijania namiotu i prowadzenia samochodu. Był obecny w naszym życiu i dał nam wszystko, co miał.

Tyle że czasami musiałam odpychać od siebie ten niepokój, świadomość, że jest mordercą.

Mordercą z zimną krwią.

Dimitri, mój brat, był ode mnie o trzy lata starszy. W chwili, gdy skończył osiemnaście lat, zrzucono na niego każdą możliwą odpowiedzialność, czy mu się to podobało, czy nie. Myślę jednak, że podobała mu się władza, którą posiadał, i kobiety, które same rzucały mu się w ramiona.

Był jak tata, zawsze martwił się o rodzinę i nasze bezpieczeństwo, bo bał się, że pewnego dnia ktoś wpakuje mu kulkę w łeb i zostawi nas zdanych na samych siebie.

Z drugiej strony, tata nie pragnął niczego bardziej niż silnej rodziny. Uczył nas, jak polować, jak uciekać i jak zabijać. Chciał, żebyśmy potrafili się bronić, gdyby sprawy przybrały zły obrót.

Pamiętacie, jak mówił, że w tym świecie liczy się tylko przetrwanie? Cóż, zadbał o to, byśmy nigdy nie zapomnieli, kim jesteśmy. Nie byliśmy zwykłą rodziną i nigdy nią nie będziemy. Choćbym nie wiem jak bardzo próbowała temu zaprzeczyć, my sami byliśmy Volkov Vory.

Większość moich koleżanek z dzieciństwa wyrosła na bywalczynie salonów.

Bywalczynie salonów w stylu „kupuj, aż padniesz”. Bywalczynie salonów w stylu „obracaj się wśród bogatych mężczyzn”. Bywalczynie salonów w stylu „zawsze na wysokich obcasach”. Bywalczynie idealne.

Wyobraźcie więc sobie miny mamy i taty, gdy powiedziałam im, że chcę zostać lekarzem. W dodatku ortopedą.

Cóż, mama to zaakceptowała, bo zawsze przekonywała mnie, bym podążała za głosem serca. Wiedziała, że przyszłość leży w moich rękach, mimo że tata próbował uśmiercić moje plany. Trochę mi zajęło, zanim ostatecznie przekonałam go, że nigdy nie będę taka jak moje przyjaciółki. Nie zamierzałam codziennie chodzić na zakupy, pić wina i spędzać nocy na imprezowaniu, ponieważ mimo dorastania w rodzinie, w której zabijanie było normą, ja tak naprawdę chciałam ratować życie.

Wtedy zaczęło się przekonywanie.

Nie, nie z mojej strony. Z jego.

Od dziesiątego roku życia zawsze chciałam mieć psa, ale on nigdy się na to nie godził. Nie przepadał za futrzakami, więc byłam w szoku, gdy pewnego ranka obudziłam się i zobaczyłam go trzymającego szczeniaka golden retrievera. Szczeniak miał nawet czerwoną muszkę na szyi.

Czy to powstrzymało mnie przed pójściem na medycynę? Nie.

Przekonywanie trwało i trwało.

Po „szczenięcej niespodziance”, następnego dnia przyprowadził pod dom różowego Astona Martina. Astona Martina Vanquish Zagato. Powiedziałam mu, żeby przestał marnować pieniądze, bo nic nie zmieni mojego zdania.

O rany, na tym się nie skończyło. Bukiet słoneczników każdego ranka na moim łóżku. Bilety lotnicze na wycieczkę na Malediwy. Nowe markowe torebki.

Byłam rozpieszczana na różne sposoby i wykorzystywałam okazję, by cieszyć się tym wszystkim.

— Będziesz tonąć w książkach, Eleno! — powiedział, przemierzając pokój tam i z powrotem, po czym uszczypnął się w nasadę nosa.

— Nie przeszkadza mi to. Zawsze uwielbiałam się uczyć.

— Dałem ci wszystko, kochanie. Nie musisz o nic w życiu walczyć. — Zbliżył się do mnie i chwycił mnie za rękę.

Mama uśmiechnęła się, ujmując dłonie taty.

— Twoja córka ma pasję.

— Nie musi przechodzić przez to całe zamieszanie. — Pokręcił głową.

— Tato, dorastając, uczyłeś mnie, żebym zawsze stawała we własnej obronie. Uczyłeś mnie, jak być silną i niezależną. Uczyłeś mnie też, by mieć marzenia i być pełną pasji w tym, co kocham. Staję się kobietą, na którą mnie wychowałeś — powiedziałam.

— Jesteś księżniczką Volkov Vory. — Wyprostował się dumnie.

Mama gładziła go po ramieniu, od czasu do czasu zerkając na mnie.

— Nie chcę mieć nic wspólnego z mafią, tato. Dobrze o tym wiesz.

— Urodziłaś się w niej, czy ci się to podoba, czy nie.

— Cóż, nie podoba mi się to! — Odeszłam, wzdychając ciężko.

Zielone oczy taty wpatrywały się w moje. Wiedziałam, że powstrzymuje gniew, ponieważ czuł się tak, jakbym nigdy nie była wdzięczna za to, co nam zapewnił. Za całą tę miłość, uwagę i niekończące się zachcianki. Złamałam mu serce na pół.

— Wyjeżdżam na medycynę. Jeśli nie chcesz mnie w żaden sposób wspierać, po prostu znajdę pracę na pół etatu. Zrobię wszystko, co konieczne, by spełnić swoje marzenia — mruknęłam, a obraz przed oczami rozmył mi się od łez.

Następnie pchnęłam drzwi i wybiegłam z pokoju, wpadając na Dimitriego, który podsłuchiwał na korytarzu.

Nasze spojrzenia zderzyły się na kilka sekund.

Wiedziałam, że było mu mnie żal. Wiedziałam, że chciał dać mi to, czego pragnęłam. Zawsze byliśmy ze sobą blisko ze względu na niewielką różnicę wieku. Chyba po prostu lepiej się rozumieliśmy, ale nie był w pozycji, by zaoferować mi to, czego chciałam. Zachował więc dystans i patrzył, jak odchodzę.

Ku mojemu zaskoczeniu, ostatecznie tata za wszystko zapłacił.

Mama prawdopodobnie go do tego przekonała, a on nigdy nie był człowiekiem, który potrafiłby jej odmówić. Mama zdobyła jego serce od chwili, gdy spotkali się po raz pierwszy. Byli wiecznymi kochankami, nie tylko mężem i żoną. Ich relacja była tym, czego pragnęłam w przyszłości — pięknym małżeństwem.

Cóż, tata przydzielił mi też ochroniarza — Iwana. Trzymał się na dystans, kiedy tylko widziałam go w pobliżu, ale przez większość czasu pozostawał poza zasięgiem wzroku. Czaił się w cieniu, zawsze mając na mnie oko, i prawdopodobnie raportował o wszystkim tacie, ale nie przeszkadzało mi to zbytnio, bo dostałam to, czego chciałam. Dostałam szansę na pogoń za marzeniami.

Iwan był przy mnie w trudne dni. Czasami, noce też bywały trudne.

Od czasu do czasu rozmawialiśmy.

Oprócz Iwana, który miał na mnie oko, mama zawsze pytała, czy wszystko u mnie w porządku. Śledziła moje codzienne życie na uniwersytecie. Tata nigdy nie dzwonił i szczerze mówiąc, wcale go nie winiłam. Byłam niewdzięczną córką i najlepiej było również zachować dystans.

Oddaliliśmy się od siebie, ale wiedziałam, że pytał o mnie mamę. Za każdym razem, gdy widziałam Iwana, wiedziałam, że tata dbał o moje bezpieczeństwo, mając go w pobliżu.

— Masz dzieci, Iwanie? — zapytałam, biorąc gryz kanapki.

Oboje siedzieliśmy na ławce w parku, rozkoszując się ciepłym wiatrem. Moim stałym rytuałem były popołudniowe spacery, do których Iwan zawsze dołączał. Wiedziałam, że po cichu również czerpał z nich przyjemność, ale nigdy nie mówił zbyt wiele.

— Mam syna. — Odparł, rozglądając się dookoła. Nigdy nie tracił czujności, zawsze sprawdzając, czy nie grozi nam jakaś zasadzka lub atak.

Tak go wyszkolono. Poza tym, przydzielono go do ochrony córki szefa.

— Ile ma lat?

— Właśnie skończył dziesięć.

— Nie tęsknisz za nim?

— Cały czas.

— Powinieneś spędzać z nim czas.

— On nie wie, że istnieję — odpowiedział, a mi nie zajęło dużo czasu, by spojrzeć mu w oczy.

— Co? Dlaczego nie?

— Żeby zapewnić mu bezpieczeństwo. Wrogowie nie dowiedzą się o naszych rodzinach i nie staniemy się celem, gdyby coś się stało. Poza tym, on wcale nie musi wiedzieć, że jego ojciec jest przestępcą.

Rozmowa po prostu się urwała. Moje myśli powędrowały w stronę taty, co skłoniło mnie do zastanowienia, czy on również został zmuszony do zaakceptowania tego życia. Urodził się w nim, zupełnie jak ja. Może gdyby mógł, wybrałby inne życie. Inną przyszłość dla swoich dzieci. A jednak był odpowiedzialny za Volkov Vory i swoich ludzi.

Pewne rzeczy wymagały poświęceń.

Czas mijał, a ja, w wieku trzydziestu lat, byłam na ostatnim roku rezydentury.

Wpatrywałam się w swoje odbicie w lustrze, po czym westchnęłam. Moje oczy były przekrwione, bo ostatni raz spałam prawdopodobnie dwadzieścia sześć godzin temu. Kości policzkowe miałam zapadnięte, a wargi lekko spierzchnięte od odwodnienia.

— Kurwa! — Ktoś przeklął, sprawiając, że się odwróciłam.

Chloe, moja redakcyjna koleżanka, wyszła z kabiny i stanęła obok mnie. Jej oczy były czerwone, ale założyłam, że to nie z braku snu — dopiero zaczęła zmianę — a raczej od płaczu w toalecie. Próbowała poprawić włosy, przeczesując je palcami, po czym związała blond kosmyki w kok.

— Wszystko w porządku? — zapytałam.

— Po prostu mam gorszy dzień.

— Chodzi o Jaspera?

— Szlag. Przejrzałaś mnie na wylot, prawda? Chodzi o oczy? Wyglądam, jakbym płakała? — zapytała, odwracając się w moją stronę i mrugając kilka razy, jakby to miało sprawić, że worki pod oczami staną się mniej widoczne.

— Jakie oczy? Nic nie zauważyłam. — Na moje usta wykwitł uśmiech.

— Elena...

— Zawsze płaczesz przez Jaspera. Jeśli jesteś nieszczęśliwa, nie musisz się z nim męczyć.

— Nie jestem nieszczęśliwa. Po prostu nie wiem, dlaczego nie chce zrozumieć mojej sytuacji. Oczekuje, że będę przy nim cały czas, kiedy jest to dość oczywiste, że nie mogę. Jest freelancerem i ma mnóstwo wolnego czasu. Ja nie.

— Próbowałaś z nim porozmawiać?

— Och, próbowałam całego tego podejścia, że „komunikacja to klucz”.

— Chciałabym, żebyście to jakoś rozwiązali. Nie możesz ciągle płakać w toalecie.

Chloe uśmiechnęła się, kręcąc głową i nakładając balsam na usta.

— Nie martw się o mnie, Eleno. Nic mi nie będzie. Za to ty naprawdę powinnaś odpocząć.

— Jutro mam wolne.

— Spędzisz resztę dnia wolnego w łóżku?

— Prześpię swoje smutki — zażartowałam, wychodząc z toalety i ruszając korytarzem szpitalnym.

Spojrzałam na zegarek i zobaczyłam, że przed wyjściem czeka na mnie jeszcze jeden pacjent.

Szczerze mówiąc, gdybym miała szansę spojrzeć wstecz i spotkać młodszą siebie, nigdy bym nie pomyślała, że zajdzie tak daleko. Cała ta droga do zostania lekarzem była trudniejsza, niż się wydawało. Warta tego wysiłku i nieprzespanych nocy, ale wyczerpująca.

Zapukałam do drzwi, po czym weszłam, widząc, jak twarz mojego pacjenta rozjaśnia się na mój widok. Zawsze taki był. Niektóre pielęgniarki mówiły, że nie mógł się doczekać spotkania ze mną, chociaż został przyjęty dopiero w zeszłym tygodniu.

Miałam już do czynienia ze swoją porcją flirciarskich pacjentów. Czasami bywali zabawni.

— Oto i ona, moja ulubiona pani doktor.

— Panie Vance, nie ruszył pan jedzenia.

— Mówiłem pani wiele razy. Proszę mi mówić Barrett.

— Zgadza się... Barrett, jak pan spał zeszłej nocy? — Do sali weszła jedna z pielęgniarek, biorąc długopis i notatnik na wypadek, gdyby musiała coś zanotować.

— Spałem całkiem nieźle. Dzięki lekom przeciwbólowym, które mi pani przepisała.

— To dobrze. Opuchlizna też znacznie zeszła. Niedługo będzie pan mógł wyjść. — Uśmiechnęłam się, stając obok niego i dalej badając jego bark.

Pan Vance — Barrett, był mniej więcej w moim wieku, miał nie więcej niż trzydzieści pięć lat. Spadł ze schodów w swoim domu i skończył ze złamanym barkiem.

Kiedy badałam jego bark, on był zajęty wpatrywaniem się w moje oczy. Uśmiech na jego twarzy był wręcz komiczny, jak u nastolatka podkochującego się w starszej kobiecie. Nigdy nie wydawał się zbytnio mi przeszkadzać podczas swojego pobytu, ale ciągle flirtował, a ja całkowicie go ignorowałam. Poza tym, nigdy nie byłam zainteresowana randkowaniem z pacjentami ani randkowaniem z kimkolwiek w ogóle.

— Czy ktoś pani kiedyś powiedział, jak hipnotyzujące ma pani oczy?

Nasze spojrzenia się spotkały.

— Zdarzało mi się słyszeć komplementy na ich temat.

— Cóż, zasługuje pani na nie. Jest pani absolutnie piękna.

— Są, prawda? — Uśmiechnęłam się, odchylając się do tyłu i sprawdzając aparaturę po jego prawej stronie, która monitorowała bicie jego serca.

— Czy jest pani... być może... singielką?

— Nie, z przykrością pana rozczaruję, ale nie. — Kłamstwo przeszło mi przez gardło gładko jak masło. Okłamywanie pacjentów na temat mojego stanu cywilnego, jeśli zaczynali nabierać zbytniej nadziei, weszło mi w nawyk. Byłam już zapraszana na randki i za każdym razem grzecznie odmawiałam. Najłatwiejszym sposobem na ucieczkę było powiedzenie im, że jestem mężatką.

Trzeba by być szalonym, żeby zawracać głowę mężatce.

— Nie widzę pierścionka na pani palcu. — Spojrzał na moje dłonie. — Mogę zabrać panią na randkę?

Pielęgniarka oddziałowa obok mnie poruszyła się, kręcąc głową i udając, że nic nie słyszy. Chciała się roześmiać i było oczywiste, że ledwo się powstrzymuje, ale ja utrzymałam kamienną twarz, ignorując jego podrywy.

— Nie noszę pierścionka w pracy. To droga rzecz. — Odparłam.

— Dokładnie tak... Mąż doktor Volkov zawsze przyjeżdża i odbiera ją z pracy. — Dodała Kiera, pielęgniarka dyżurna, od czasu do czasu zerkając w moją stronę. Była ze mną dość blisko i wiedziała, jak wielu pacjentów próbowało zaprosić mnie na randkę.

— Rozumiem. — Barrett odchrząknął, odchylając się do tyłu.

— Jeśli to wszystko, przygotuję plan pańskiego powrotu do zdrowia. Do zobaczenia w przyszłym tygodniu. — Kiera i ja wyszłyśmy, zamykając za sobą drzwi.

Kiera zachichotała, przyciskając notatnik do piersi.

— To już chyba dziesiąty w tym tygodniu?

— Dwudziesty.

— Musisz być wyczerpana od tych wszystkich komplementów, Eleno.

— Żywię się komplementami. — Zażartowałam i obie wybuchnęłyśmy śmiechem.

— Cóż, twoja zmiana dobiegła końca. Miałaś długi dyżur. Proszę, odpocznij trochę.

— Do zobaczenia w przyszłym tygodniu, Kiero.

Gdy tylko dotarłam do mojego samochodu na parkingu podziemnym, wsiadłam do środka i wypuściłam z siebie długie westchnienie. Po uruchomieniu silnika oparłam się wygodnie w fotelu.

Jedyne, o czym w tej chwili myślałam, to żeby pojechać do domu. A przynajmniej do momentu, gdy zaczął dzwonić mój telefon. Spojrzałam w dół i zobaczyłam, że to mój brat. Dimitri.

— Elena — odezwał się po drugiej stronie.

— Czemu zawdzięczam tę przyjemność, że do mnie dzwonisz?

Zaśmiał się.

— U mnie świetnie. Dziękuję, że pytasz.

— Jak się masz, Dima?

— W porządku. Właśnie wróciłem do domu po śmiertelnym pobiciu kogoś.

Zmarszczyłam brwi, odchrząkując.

— Nie muszę tego wiedzieć.

— Za dużo informacji?

— Dlaczego dzwonisz? — zapytałam.

— Daj spokój, dawno z tobą nie rozmawiałem. Jak tam w pracy?

— Nie potrzebujemy niezobowiązujących pogawędek. Przejdź po prostu do rzeczy, proszę.

Dimitri westchnął, wyraźnie zirytowany. Mogłam sobie wyobrazić, jak szczypie się w nasadę nosa — nawyk, który odziedziczył po tacie. Prawdopodobnie opierał się na fotelu i knuł swój kolejny plan, pewnie zamierzał pobić na śmierć kogoś innego. Z drugiej strony, zajął miejsce taty w Volkov Vory.

— Chcę ci tylko przypomnieć o dzisiejszym wieczorze — powiedział.

— Dzisiejszym wieczorze? Co z dzisiejszym wieczorem?

— Gala charytatywna. Oczekuje się od ciebie, że dołączysz, bo inaczej tata urwie mi głowę.

— Dlaczego miałby urwać ci głowę? Teraz to ty jesteś Pachanem. Nie on.

— Jeśli chodzi o ciebie, jestem tylko marnym niewolnikiem. Poza tym, zawarłaś z nim umowę, gdy chciałaś iść na medycynę, jeśli zapomniałaś. — Kontynuował. — Musisz uczestniczyć w każdym pojedynym wydarzeniu, które dotyczy naszej rodziny. Wciąż jesteś księżniczką Volkov Vory, Eleno.

Zaklęłam cicho po rosyjsku.

— Nienawidzę, kiedy mi o tym przypominasz.

— Zaszłaś tak daleko... co zmienia dzisiejszy wieczór?

— Po prostu jestem zmęczona. Miałam długą zmianę i jedyne, o czym mogę myśleć, to długa kąpiel i sen.

— Po prostu tam bądź, proszę. Nie chcę, żeby się na ciebie wściekał. Kurwa, nie chcę, żeby się na mnie wściekał. Poza tym Sasza i ja nie widzieliśmy cię od miesięcy. Tęskni za tobą.

Sasza, czy też Stasia, nasza siostra. Najmłodsza w rodzinie i najbardziej kochana. Miała osiem lat, kiedy zaczęłam wyprowadzać się z domu i kontynuować edukację. Nie spędzaliśmy ze sobą zbyt wiele czasu, ale kiedy wracałam do domu na święta lub w wolnym czasie, zawsze zacieśniałyśmy więzi. Dimitri i ja pobieglibyśmy za nią na koniec świata.

Teraz była już kobietą, rozkwitającą dwudziestolatką.

— Ty też za mną tęsknisz?

Milczał przez kilka sekund.

— Przeraźliwie.

— A tak w ogóle, jak ona się ma? — zapytałam o Saszę.

— Nasza młodsza siostrzyczka ma się świetnie. Ma teraz chłopaka.

— Tata wie?

— Spotkali się kilka razy.

— I jest z tym pogodzony?

— O dziwo, tak. Zrobiłem mu wywiad środowiskowy i jest czysty. Sasza wydaje się być bardzo szczęśliwa, odkąd się pojawił.

— A ty?

— Co ze mną?

— Kto jest twoją dziewczyną w tym tygodniu?

Roześmiał się.

— Nie randkuję, Eleno. Bawię się z nimi i to by było na tyle.

— Karma do ciebie wróci, Dima. Wiem to.

— Jeśli jeszcze będę żył, żeby karma mnie dopadła. Lepiej dopilnuj, żeby zjawić się dziś wieczorem, bo inaczej jutro będę w wiadomościach. Mówię poważnie, Eleno.

— Tak, będę. Wyślij mi adres i w ogóle.

— Wysłane. Ach, i Eleno?

— Co jeszcze?

— Nie spóźnij się.

Rozłączył się.

Mój brat, Dimitri, przejął stanowisko Pachana po tym, jak tata przeszedł na emeryturę. Teraz tata i mama spędzali większość czasu podróżując po świecie. Chcieli cieszyć się światem, póki jeszcze mogli. Dimitri został, by zająć się wszystkim. Cała odpowiedzialność spoczywała na jego barkach. Tata spodziewał się po nim wszystkiego, tylko nie porażki.

Zresztą i tak nigdy nie miał zamiaru zawieść.

Musiałam tam dziś być. Poza tym, dawno nie widziałam Saszy i bardzo za nią tęskniłam.

Czytaj