Drżę, kiedy jego nos muska moją szczękę, zanim całuje kącik moich ust.
Wstaje, biorąc moją dłoń w swoją i poprawiając dżinsy drugą ręką, po czym odwraca się i prowadzi mnie po schodach do drzwi wejściowych. Członkowie jego watahy znowu do niego lgną i zauważam, że ustawia się tak, żebym stała przed nim. Daje im znać, że musimy gdzieś jechać, ale wróci później, jeśli będą chcieli się z nim spotkać






