Śnieg padał obficie późną nocą zimową. Wspaniały i przestronny plac przed hotelem Iverton był cichy.
Lea stała przed schodami. Kilka kosmyków jej brązowych włosów opadało na policzki. Jej blada twarz była splamiona odrobiną krwi, a oddech zimny jak lód.
Jej podarta, zakrwawiona suknia leżała rozłożona na stopniach. Pokrywał ją już cienki śnieg. Lea wyglądała spokojnie w przyćmionym żółtym świetle.






