Mama, majestatyczna w fiolecie, siedziała w swoim wielkim białym fotelu, otwarcie mi się przyglądając. „Wczoraj dzwonili z gabinetu doktora Hallorana, żeby potwierdzić operację,” powiedziała nagle.
„W następną środę o dziewiątej,” odparłam, kiwając głową. „Pamiętam.” Spojrzałam na zegar na ścianie. Cztery minuty do dziesiątej. T minus cztery minuty. Trzy. Dwie. Moje kolano zaczęło podskakiwać.
„Na






