Śmieję się. To brzmi obłąkańczo, jakbym niedawno paliła crack.
Mruga do mnie, gdy fala gorąca wznosi się od mojej szyi aż po linię włosów. Posyłam mu wymuszony uśmiech, odrywam od niego wzrok i pędzę do biurka jak jakiś nocny gryzoń w poszukiwaniu jedzenia. Opadam na krzesło. Jęczy w proteście i opada o piętnaście centymetrów na pneumatycznym cylindrze, pozostawiając mnie z piersiami na wysokości






