Opieram się pokusie, by zażartować, jaki jest silny, skoro podnosi mój ciężar, i po prostu oddycham w jego szyję z zamkniętymi oczami, czując, jak jego serce wali mi o pierś, a jego ramiona zaciskają się wokół mnie jak imadło.
– Obiecaj mi coś – szepcze mi we włosy.
– Co?
– Nieważne, co się stanie z Michaelem, nadal będziemy przyjaciółmi.
– Myślałam, że nie chcesz być przyjaciółmi.
Jego westchnien






