O ósmej wieczorem tego dnia, zataczam się, z oczami zamglonymi i wygłodniała, z taksówki prosto do domu. Drzwi są otwarte, więc wchodzę bez pukania.
Prosto w środek rodzinnej kolacji.
Przy formalnym stole jadalnym siedzą markiza, Kornelia i Fasolka. Wszyscy podnoszą wzrok, kiedy wchodzę.
"Buonasera," mówi markiza, odkładając widelec.
Wygląda olśniewająco w czarnym jedwabnym garniturze. Podkreśla j






