Skurwysyn. To Dominic. Poznałbym głos tego drania wszędzie.
Kiedy z mojej piersi wydobywa się warkot gniewu, Kimber uderza mnie w ramię i przykłada palec do ust. Patrzę na nią spode łba, gotów rozerwać zasłonę i wyjść, ale ona odpycha mnie z powrotem, kręcąc głową, z płonącymi oczami.
– Halo? – Głos Dominica staje się słabszy. Musiał przejść do tylnego pokoju.
– Zostań tutaj, aż się go pozbędę.
–






