Zanim odebrałam telefon, byłam już po trzeciej lampce wina, drugiej paczce migdałowych cantuccini, i pogrążałam się w beznadziei, która, jak podejrzewałam, wkrótce miała stać się moją cechą charakterystyczną.
"Halo?"
"Hej, to ja."
"Teraz nie jest dobry moment, Brad." Wpycham kolejny cantuccini do ust i głośno go chrupię do telefonu. Niech ma za to, że dzwoni w środku mojego załamania.
"Co się stał






