Z upływem czasu krew w żyłach Reeda stopniowo stygła.
Nawet reporterzy wyczuwali jego posępność. Wstrzymywali oddech ze strachu. Nie mogli więc zadawać pytań o mężczyznę, który nagle się pojawił, ani o napastnika.
"Kochanie. Poczekaj dwie minuty, zaraz wrócę..." Chelsea ujęła dłoń Reeda, mówiąc to.
"Ten mężczyzna wygląda na pana Birkwooda. To partner matki adopcyjnej panny Charlesworth. Miał też k






