Perspektywa Tessy
Wpatrywałam się w tego mężczyznę, Luciasa, z niedowierzaniem.
– Przywódca sabatu? – wyszeptałam.
Byłam w sabacie?
Czy to był ten sabat, do którego należała moja matka? Sabat, od którego ojciec tak desperacko chciał mnie trzymać z daleka? Mój umysł wirował od tych informacji i nie byłam pewna, ile jeszcze zdołam znieść.
– Tak – odparł Lucias z promiennym uśmiechem. – To jest sabat






