languageJęzyk
Odrzucona Nagroda Alfy-placeholderOdrzucona Nagroda Alfy

Odrzucona Nagroda Alfy

Autor: Aeliana Moreau

Czytaj
Ostatnia aktualizacja: 20 mar 2026
236 Rozdziały
255.5K słów

"Mówiłem ci, że cię wezmę za swoją. Teraz spójrz mi w oczy i powiedz, co widzisz, Rheo." Wzdryga się i próbuje odwrócić ode mnie twarz. "Nigdzie się nie wybierasz, wilczku. Już nigdy. Teraz powiedz mi. Patrz." "Tak," mówi cicho. "Widzę cię." "Czy widzisz potwora?" "Nie. Nie, nie widzę potwora. Tylko mężczyznę." "Przekonasz się, jak bardzo się mylisz, mój mały wilczku. Jestem potworem." ————— Rhea była wyrzutkiem własnej watahy, najniżej postawioną, najbardziej pogardzaną i odrzuconą. Została zmuszona do pracy w domu watahy i dla ludzi, którzy tam mieszkali. Jej jedynym pragnieniem było zostać elitarnym wojownikiem, ale jej własna wataha nigdy nie dostrzegła jej wartości i odrzuciła jej prośbę. Aż wpadła w oko Alfie. Alfa Aron był okrutnym, zimnym i bezwzględnym przywódcą. Nie miał czasu ani cierpliwości dla słabych. A jednak, kiedy spojrzał na małego wilka, zobaczył coś wyjątkowego. W tej samej chwili zapragnął, by była jego. Pisał do niej listy, wyznając swoje pragnienie i potrzebę uczynienia jej swoją, ale wszystkie te listy pozostały bez odpowiedzi. Jedyną odpowiedzią było jedno słowo: "Nie." Ale "nie" nigdy nie było słowem, które Aron akceptował. Teraz Rhea była w jego uścisku, zabrana i związana z mężczyzną, który nazywał siebie potworem. Jak daleko posunie się potwór, aby zatrzymać to, co jest jego?

Pierwszy rozdział

Rozdział 1

Rhea

Wojownicy trenują na zewnątrz, a dla mnie to niezwykły widok. Moje oczy pozostają szeroko otwarte, wpatrzone w nich jak pies w królika. Tyle że wojownicy są o wiele bardziej interesujący. Gdy ich obserwuję, nie potrafię powstrzymać się od wyobrażania sobie, że jestem wśród nich – że trenuję, siłuję się i walczę z równą zaciętością co każdy z nich.

Oczywiście to się nigdy nie wydarzy. Po pierwsze, jestem kobietą, a kobietom nie wolno szkolić się na wojowników.

Po drugie, jestem odrzutkiem.

– Rhea. – Odwracam się, słysząc znajomy głos; to Ethel. – Nie możesz tu sterczeć. Jesteś potrzebna w środku, przed przyjęciem jest mnóstwo do zrobienia, a twoje gapienie się na tych samców niczemu nie służy.

– Wcale się nie gapię – prycham, ruszając za Ethel w stronę domu stada Alfy. – Po prostu patrzę.

– Cóż, to popatrz na coś innego. Jeśli Alfa Elias cię zobaczy, wścieknie się, a ja nie mam najmniejszej ochoty użerać się teraz z jego nastrojami.

Dom stada zazwyczaj bywał spokojnym miejscem, lecz dzisiaj tętnił gorączkową aktywnością. Wilki biegały w pośpiechu, sprzątając, dekorując i przygotowując wszystko na dzisiejsze obchody urodzin Alfy.

Wojownicy z kolei trenowali. Trenowali tak, jak robili to każdego dnia na hektarach ziemi otaczających dom stada.

– Rhea – rzuca znów ostro Ethel, tym razem z wyraźną frustracją w głosie. – Zejdź na ziemię. Mamy mnóstwo pracy. Zajmij się układaniem kwiatów. Kwiaciarz dostarczył je jakiś czas temu. Są w magazynie. Zacznij je układać i rozstawiać.

– Tak jest, proszę pani – odpowiadam, wlokąc się na tyły domu stada, gdzie znajdują się magazyny.

Magazyny zazwyczaj są ciemne i zakurzone, ale dzisiaj jasno je oświetlono. Nigdy nie rozumiałam, po co nam aż tyle pomieszczeń gospodarczych. Jednak to dom stada, przeznaczony do pomieszczenia wszystkich jego członków, więc przypuszczam, że posiadanie wielu magazynów ma sens.

Gdy tylko otwieram drzwi, uderza mnie zapach niezliczonych gatunków kwiatów. Wszystkie są starannie zapakowane w pudła i kosze, owinięte folią i wstążkami.

Nie jestem pewna, co powinnam zrobić. Nigdy wcześniej tego nie robiłam.

Podnoszę pierwsze pudło, które okazuje się zaskakująco ciężkie. Zapach lilii wyczuwam nawet przez opakowanie.

Powoli wyjmuję delikatne kwiaty i układam je w wazonach, które następnie zanoszę z powrotem do domu stada i ustawiam w sali balowej, gdzie ma się odbyć przyjęcie.

Dziś wieczorem Alfa kończy trzydzieści pięć lat, wypada również dziesiąta rocznica przejęcia przez niego władzy nad stadem Blackfang. To doniosłe wydarzenie. Okazja dla całego stada, by zgromadzić się i uczcić dziedzictwo oraz osiągnięcia Alfy.

Kiedy kończę układanie kwiatów, przechodzę do kolejnego zadania – rozstawiania kieliszków do szampana, które wręcza mi Ethel. Są tu pracownicy firmy kateringowej, którzy zajmują się jedzeniem, ale cała reszta spoczywa na naszych barkach.

Na barkach Ethel. Jest gospodynią w domu stada, a pod jej skrzydłami pracuje reszta personelu, w tym ja. Jednak przy wydarzeniu takiego formatu zdecydowanie brakuje nam rąk do pracy. Przyjdą tu setki gości, a my niemal nie nadążamy ze wszystkim.

Zjawi się kilku Alfów z innych stad, w tym wysoko postawieni wojownicy. Ethel biega w kółko jak kurczak z odciętą głową, a ja naprawdę nie mogę jej za to winić.

Cieszę się tylko, że to nie ja tu dowodzę.

– Rhea!

Słyszę jej głos i podskakuję lekko ze strachu.

– Tak, proszę pani?

– Postaw to na stole – Ethel wciska mi w ramiona kilka szklanych rzeźb.

– Te?

– Tak, i pospiesz się.

Robię, co każe, i ostrożnie ustawiam posążki na stole. Są tak piękne, że wręcz boję się, iż je potłukę.

Sala balowa jest niemal gotowa, a goście wkrótce zaczną się zjeżdżać. Wszystko musi być idealnie, bo jeśli nie będzie, Ethel wpadnie w szał.

Już raz dzisiaj widziałam, jak wyżywa się na obsłudze kateringowej.

Z biegiem czasu niebo zaczyna ciemnieć. Uroczystość zaczyna się o ósmej wieczorem, a jej zakończenie przewidziano na północ, a może i później. Takie imprezy często kończą się dość późno. Co oznacza, że najpewniej wrócę do domu dopiero w nocy. Nieszczególnie mi to przeszkadza. W domu i tak nie mam nic lepszego do roboty, poza obserwowaniem mojego brata, Luke'a, jak ćwiczy na mnie swoje umiejętności bojowe, i słuchaniem, jak przechwala się swoją wspaniałością.

– Dobrze, myślę, że jesteśmy gotowi – Ethel klaszcze w dłonie, rozglądając się po sali.

Muzyka gra, a jedzenie jest rozłożone. Pomieszczenie wypełniają kwiaty i świece, wszystko wygląda wprost perfekcyjnie. Teraz musimy tylko czekać na przybycie gości.

Witanie gości nie należy do moich obowiązków, ale zdecydowanie jestem ciekawa, kto się pojawi.

Wiem na pewno, że będą tu moi rodzice, ale na całe szczęście nie będą musieli na mnie patrzeć, ponieważ resztę wieczoru spędzę pracując w kuchni i zajmując się sprawami na zapleczu.

Taki był wstępny plan.

Dopóki nie podchodzi do mnie Ethel. – Zmiana planów.

– Zmiana planów? – patrzę na nią z zaciekawieniem. – Co ma pani na myśli?

Wręcza mi mundurek, do złudzenia przypominający ten, który noszą kelnerki i dziewczyny z kateringu. – Będziesz pracować w sali balowej. Potrzebujemy więcej obsługi. Będzie tu mnóstwo ludzi.

– Ale...

– Żadnych „ale”.

– Nie sądzę, by ktokolwiek chciał być przeze mnie obsługiwany. – Zwracam jej uwagę na fakt, że jestem zaledwie odrzutkiem i wątpię, by zjeżdżający się tu goście mieli ochotę choćby poczuć mój zapach.

Odrzutki zabijano na całym świecie. Ja ocalałam tylko dzięki łasce Alfy Eliasa. Nie potrafię pojąć, dlaczego Ethel uważa, że znajdzie się tu ktokolwiek, kto zechce, abym go obsługiwała.

Ethel parska śmiechem. – Jestem pewna, że nikt nie zwróci na to uwagi. Zresztą wcale cię nie pytam, tylko ci rozkazuję. A ty nie masz wyboru. Brakuje nam personelu.

Spuszczam wzrok na wręczony mi mundurek, po czym znów na nią zerkam. – Dobrze.

– Świetnie. Idź przebrać się na zapleczu. Szybko, zanim goście zaczną się schodzić. Już robi się ciemno. Będą tu lada chwila. – Klepie mnie dwa razy po ramieniu, odwraca się i odchodzi w przeciwną stronę.

Wzdycham z niedowierzaniem i zabieram dane mi ubrania do łazienki znajdującej się za salą balową. Przebranie się zajmuje mi zaledwie minutę, a kiedy kończę, spoglądam w lustro, by sprawdzić, jak leżą na mnie ubrania. Są luźne do granic możliwości.

Spódnica zwisa nisko za kolana, a koszula jest na mnie tak wielka, jakbym ubrała się w koc. Niczego z tym jednak nie zrobię, więc po prostu godzę się z tym i opuszczam łazienkę, wracając do sali balowej, w której powoli gromadzą się goście.

Trzymam głowę nisko, nie chcąc zwracać niczyjej uwagi, gdy przemykam przez tłum. To niesamowite widzieć tylu potężnych i wpływowych wilków, którzy przybyli na to przyjęcie. Widzę tu wielu Alfów z ich świtami i partnerkami.

Nadal jestem oszołomiona, patrząc na nich wszystkich. Wszyscy są niezwykle elegancko ubrani, mają na sobie najwspanialsze stroje i klejnoty, i wyglądają tak, jakby w całym swoim życiu nie przepracowali nawet jednego dnia.

W tle gra orkiestra na żywo, a głównym wejściem wchodzi coraz więcej ludzi. Na zewnątrz zapadł już całkowity mrok, a na niebie wysoko świeci pełnia księżyca.

Serwuję tyle szampana, ile tylko potrafię, każdemu, kto ma na niego ochotę, jednocześnie rozglądając się za mamą i tatą. Mają tu przyjść, a ja pragnę, by zobaczyli, że robię coś pożytecznego.

Rodzina liczy się dla mnie najbardziej, są wszystkim, co mam, i to dzięki nim żyję. Ale oni wciąż nie potrafili mnie zaakceptować, a już w szczególności mój ojciec. Nie odezwał się do mnie od czterech lat, czterech długich lat, i nieważne, jak bardzo się staram, wciąż nie chce ze mną rozmawiać.

Nie wynika to z niczego, co zrobiłam, ale z tego, kim jestem. Urodziłam się jako odrzutek, odrzutek pod każdym możliwym względem, ale przecież tego nie wybrałam. Pragnę być wojownikiem, tak jak mój tata, brat czy wujowie, ale nie mam na to żadnych szans. Odrzutki nie stają się niczym więcej niż tylko ciężarem.

– Co ty tutaj robisz? – Słyszę kolejny znajomy głos i tym razem odwracam się znacznie szybciej, wiedząc, że to moja mama. – Myślałam, że nie będzie cię tu na przyjęciu.

– Nie miało mnie być... Miałam pracować w kuchni, ale Ethel...

Przerywa mi, zanim udaje mi się dokończyć. – Cóż, nie pozwól, żeby twój ojciec cię tu zobaczył. Zwłaszcza w takim stanie. Wścieknie się i po prostu wyjdzie.

– Mamo, nic na to nie poradzę – tłumaczę jej.

– Możesz coś poradzić, możesz iść do kuchni i trzymać się z dala od ludzi. Albo, co byłoby jeszcze lepsze, wróć wcześniej do domu i zamknij się w swoim pokoju. – Już teraz słyszę nienawiść w jej głosie; brzmi tak głośno, chociaż mówi tak cicho.

Serce ściska mi się z bólu, ale nie odzywam się słowem.

– Proszę cię.

Czytaj