languageJęzyk
Księżycowa, która chciała być Alfą-placeholderKsiężycowa, która chciała być Alfą

Księżycowa, która chciała być Alfą

Autor: POOJA

Czytaj
Ostatnia aktualizacja: 4 kwi 2026
260 Rozdziały
369.0K słów

Miała być Luną. Przysięgła więc, że zostanie Alfą. Urodzona w potężnej linii krwi Alfy, Seraphina "Sera" Nightbane spędziła życie przygotowując się do przewodzenia. Ale w świecie, w którym rządzą tylko męskie Alfy, jej los został przypieczętowany – zaaranżowane małżeństwo z bezwzględnym Królem Alfą. Zamiast spędzić życie w klatce, Sera zniknęła w przeddzień swojego ślubu, przebierając się za chłopca, aby wstąpić do Akademii Lupine, brutalnego poligonu szkoleniowego dla przyszłych Alf. Jest zdeterminowana, by sobie udowodnić. Wtedy na scenę wkracza Ronan Volkstane. Zimny, dominujący i niebezpiecznie spostrzegawczy, Ronan jest urodzonym drapieżnikiem. Widzi w Sethie Blackthornie wyzwanie, rywala… mimo że coś w nim wydaje się nie tak. Jest zdeterminowany, by odkryć prawdę, bez względu na koszty. Gdy napięcia rosną, a sekrety wychodzą na jaw, Sera musi walczyć o swoje miejsce, swoją wolność… przeciwko temu Alfie, który może zniszczyć wszystko, co zbudowała, albo zawładnąć nią całkowicie.

Pierwszy rozdział

SERAPHINA

– Kobieta nie może przewodzić watasze – oświadczył chłodno mój ojciec, Alfa Darious Nightbane, stojąc przed zgromadzoną Radą i wojownikami na finałowej próbie Ceremonii Wyboru Dziedzica.

Stałam, zdyszana i zakrwawiona, tuż po pokonaniu ostatniego z rywali na oczach tłumu, który oczekiwał narodzin nowego przywódcy. Wygrałam. Uczciwie. Zdecydowanie.

Ale to nie miało znaczenia. Nie dla niego.

W mojej wilczej postaci górowałam nad ostatnim powalonym kandydatem, z pazurami mocno dociśniętymi do jego gardła – nie na tyle, by zabić, ale wystarczająco, by zmusić go do uległości. Tłum ucichł, a każde spojrzenie było utkwione we mnie.

Stałam w samym centrum wielkiej areny, wciąż w wilczej postaci, wysoka, smukła i usmarowana krwią. Moją białą sierść znaczyły smugi pyłu i szkarłatu. Mój oddech był miarowy, opanowany, a cisza wokół mnie ciążyła od osądu. Po drugiej stronie sali chłodne, władcze, czarne oczy mojego ojca odnalazły moje. Ale ja nawet nie mrugnęłam.

– Dlaczego? – Mój głos zabrzmiał ostro i niezachwianie. – Pokonałam każdego kandydata. Zapracowałam na to.

Byłam Seraphiną Nightbane, jedynym dzieckiem Alfy Północy. Nikt go nie kwestionował. Nikt nie śmiał. Choć ja zawsze to robiłam.

Szczęka mojego ojca zacisnęła się, jego wyraz twarzy stwardniał, ale w jego oczach mignęło coś niezauważalnego. Może żal. Albo coś niebezpiecznie do niego zbliżonego.

– Ponieważ taka jest tradycja – powiedział, najpierw ciszej, a potem głośniej, jakby potrzebował przekonania, by wytrwać. – Tylko mężczyźni mogą przewodzić watasze. Takie jest prawo. Kobiety... urodziły się, by podążać za innymi. By być posłuszne. Nie po to, by rządzić.

Odwrócił wzrok na ułamek sekundy, po czym z powrotem wbił we mnie spojrzenie. – To prawo kierowało naszym gatunkiem od pokoleń i tak pozostanie. Tradycja nie podlega dyskusji.

Zrodziłam się z jego krwi, krwi Alfy, a jednak to wciąż nie wystarczało. Wiedziałam, że tak będzie. Mogłam zmiażdżyć każdego przeciwnika, udowodnić swoją wartość setki razy, a to i tak nie miałoby znaczenia. Wszystko dlatego, że byłam kobietą.

Ta jedna prawda zawsze wystarczała, by zamknąć mnie w klatce.

Wokół nas Starszyzna watahy kiwała głowami w uroczystej zgodzie, a ich twarze pozostawały bierne. Uległe.

Z mojej piersi wyrwał się niski warkot, głęboki i pierwotny. Moje pazury zgrzytnęły o kamienną podłogę, mięśnie napięły się pod białym futrem, gdy wezbrała we mnie furia.

Z warczeniem rzuciłam się naprzód, obnażając kły, a całe moje opanowanie niemal prysło.

– Jaki w takim razie był sens Ceremonii Wyboru Dziedziczki? – zażądałam odpowiedzi, a mój głos załamał się, choć był na tyle głośny, by ponieść się echem. – Po co w ogóle kazaliście mi startować, skoro od początku nie zamierzaliście mnie wybrać?

Nawet nie mrugnął. – Nigdy nie chodziło o mianowanie cię dziedzicem – powiedział chłodno. – To była formalność. Miała przypomnieć naszemu ludowi, że tradycja wciąż ma znaczenie.

Moje serce waliło jak młot. – Więc cały ten rozlew krwi, cała ta walka, moje zwycięstwo, to nic nie znaczyło?

– Siła nie znaczy nic w kobiecie, która zapomina o swoim miejscu – warknął ostro. – Urodziłaś się, by wspierać, nie przewodzić.

Te słowa przeszyły mnie na wylot. – Więc powinnam była przegrać, żebyś czuł się komfortowo? – wyplułam z goryczą. – Wychowałeś mnie jak wojownika tylko po to, by uwięzić mnie jak pionka.

Na widowni zapadła oszołomiona cisza. Jego szczęka znów się zacisnęła. Furia zapłonęła w jego oczach niczym ogień podsycany wiatrem.

– Śmiesz mnie kwestionować? – Jego głos zagrzmiał, a zimne oczy nabrały morderczego wyrazu.

Ledwie zdążyłam się przygotować, gdy z przerażającym chrzęstem kości i ścięgien mój ojciec się przemienił. Jego wściekle czarny wilk zawisł nade mną, emanując dominacją i domagając się uległości.

Eksplodowała z niego moc, gęsta i przytłaczająca, uderzając we mnie niczym fala pływowa. Moje płuca się zacisnęły. Kolana z trzaskiem uderzyły o kamienną posadzkę.

Jego masywny czarny wilk obnażył kły, a jego aura niczym burza naciskała na mój kręgosłup. Nie mogłam się ruszyć. Nie mogłam oddychać. Moja wilczyca zaskomlała głęboko w moim wnętrzu, instynktownie poddając się pod ciężarem jego dominacji.

– Podjąłem decyzję – oświadczył, a jego głos rozniósł się po arenie, odbijając się od kamieni i ciszy.

– Ponieważ żaden z kandydatów nie okazał się dziś godny, tytuł Alfy przejdzie na mojego bratanka.

Mój oddech uwiązł mi w gardle niczym ostrze.

Mój kuzyn?

Przez tłum przetoczył się szmer oszołomionych westchnień, ale moje uszy ledwo je rejestrowały. Ból w klatce piersiowej zagłuszał wszystko.

Jednak on jeszcze nie skończył.

– Co do Seraphiny – kontynuował, a jego głos ciął mnie niczym stal – poślubi Króla Alfa.

Świat się zatrzymał. Po prostu... się zatrzymał.

– ...Co? – szepnęłam. Mój głos nawet nie brzmiał jak mój. Pochodził z jakiegoś małego, złamanego miejsca. – Ty... nie... nie zrobiłbyś tego...

– Król Alfa przybywa jutro – ogłosił ojciec kategorycznym tonem. – Zostaniesz jego Luną. Zabierze cię z tej watahy, jak nakazuje tradycja.

Warknął na mnie, a moja wilczyca poddała mu się całkowicie.

Upadłam, opierając szeroko rozstawione dłonie na zimnej ziemi, drżąc pod jego naporem. W oczach wezbrały mi łzy. Zostałam odrzucona.

Nie tylko jako dziedzic. Ale jako córka. Jako wojownik. Jako wilk.

Byłam kartą przetargową. Symboliczną panną młodą dla króla, którego twarzy nigdy nie widziałam.

Tłum szybko się rozszedł, zostawiając mnie samą na arenie.

Łzy popłynęły, gdy szloch wyrwał się z mojej piersi, ale zapanowałam nad nimi. Moje pazury drapały ziemię, gdy moje serce krwawiło. Moje ciało się poddało, ale duch nie.

– Odmawiam – powiedziałam cicho, a mój głos przypominał stal owiniętą w aksamit. – Nie zostanę złączona z nieznajomym, nawet jeśli jest Królem Alfa. – Zmieniając się z powrotem w ludzką postać, usiadłam powoli na zimnej podłodze. – Nie będę służyć jako pionek do zachowania sojuszy mojego ojca. Jeśli on nie chce dać mi tytułu, na który zapracowałam... sama go sobie zdobędę.

Mój wzrok przeniósł się na ulotkę dotyczącą Akademii Lupine, wiszącą na filarze areny.

Akademia Lupine, elitarne miejsce szkolenia męskich dziedziców Alfa.

– To... jest moja ucieczka – szepnęłam. – I moja droga do tronu.

Jeśli w tym świecie nie było miejsca dla kobiety Alfy, to sama je sobie wyrzeźbię własnymi rękami.

Miałam jedną noc, zanim przybędzie Król Alfa.

Jedną noc, by zniknąć. Jedną noc, by odzyskać swoje przeznaczenie.

Miałam jedną noc, by narodzić się na nowo.

By stać się Sethem zamiast Serą.

Czytaj