languageJęzyk
Królewski sekret odrzuconej partnerki-placeholderKrólewski sekret odrzuconej partnerki

Królewski sekret odrzuconej partnerki

Autor: Avelina Moreau

Czytaj
Ostatnia aktualizacja: 22 mar 2026
175 Rozdziały
267.7K słów

Odrzucona przez swojego przeznaczonego partnera, Crystal Spears miała złamane serce i chciała uciec od niego i od swojej watahy. Jej partner ją odrzucił, ponieważ jego dziewczyna była córką alfy i należała do silnej watahy. Zyskiwał władzę i bogactwo, ogłaszając swoją dziewczynę swoją przeznaczoną partnerką. Bogini Księżyca miała jednak dla Crystal inny plan. Znalazła jej kuzyna, przyszłego alfę Watahy Półksiężyca, Theo Blakefielda, jako jej drugą szansę na partnera. To zmyliło zarówno Theo, jak i ją, ponieważ byli kuzynami. Zdezorientowana grą losu, wróciła do swojej watahy, a wtedy jej rodzice powiedzieli jej, że nie jest ich biologiczną córką, kiedy dowiedzieli się o związku między Theo i Crystal. Po raz kolejny miała złamane serce, ale Theo chętnie zaakceptował ją jako swoją partnerkę. Jednak wielka niespodzianka czekała ją, gdy spotkała księcia wilkołaków, Killiana Knighta, który również był obecny w jej watasze, w tym samym czasie. Killian Knight był zaskoczony widokiem Crystal, ponieważ była wierną kopią zmarłej królowej, matki Killiana, która zmarła w tajemniczych okolicznościach przed urodzeniem jego kolejnego rodzeństwa. Podobieństwo między nimi wystarczyło, aby Killian zdał sobie sprawę ze swojego związku z Crystal. Jaka była tajemnica śmierci matki Killiana? Dlaczego Killian ani nikt z rodziny królewskiej nie wiedział o istnieniu Crystal? Killian poprosił Theo i Crystal, aby zachowali prawdziwą tożsamość Crystal jako królewskiej księżniczki w tajemnicy, dopóki nie odkryje prawdy o śmierci swojej matki. Ale problemy Crystal na tym się nie skończyły. Zbójnicy zaczęli atakować watahę Theo po tym, jak Crystal się tam przeniosła, i próbowali ją porwać. Kto chciał zabrać Crystal od jej partnera? Co było takiego specjalnego w Crystal i jej wilku, że zarówno Killian, jak i Theo byli zdeterminowani, aby utrzymać ją w tajemnicy, dopóki nie znajdą sprawcy śmierci królowej i osoby stojącej za atakami zbójców? Aby poznać odpowiedzi na te pytania, przeżyjmy razem podróż Crystal i Theo…

Pierwszy rozdział

Z perspektywy Crystal

"Dlaczego?" zapytałam go zdławionym głosem, patrząc na niego załzawionymi oczami.

"Ponieważ kocham Rachel, a ona jest o wiele lepszą partnerką niż ty. Jest alfą i również należy do watahy Nocnego Cienia. Połączenie się z nią przyniesie szczęście i bogactwo mnie oraz tej wataże" odpowiedział dumnie, jakby zamierzał dokonać czegoś wspaniałego, akceptując inną wilczycę jako swoją partnerkę po odrzuceniu tej, która była mu przeznaczona.

"Więc chcesz ją zaakceptować tylko dlatego, że jest alfą i należy do bogatej watahy?" zapytałam go ponownie, tym razem z odrazą w głosie. Moje serce natychmiast wypełniło się nienawiścią, gdy usłyszałam jego powód odrzucenia mnie.

Skinął głową, patrząc na mnie z paskudnym uśmieszkiem. Przełknęłam ślinę i również skinęłam głową. Zatem władza i bogactwo były dla niego ważniejsze niż partnerka pobłogosławiona przez Boginię Księżyca.

"W porządku, a zatem... Akceptuję twoje życzenie" poinformowałam go spokojnym tonem, ocierając łzy z policzków. Skoro musiałam przyjąć jego odrzucenie i sama go odrzucić, zamierzałam zrobić to z godnością. Wziął mnie za słabą wilczycę, więc teraz nadeszła moja kolej, by pokazać, jak silna może być dziewczyna.

"Ja, Crystal Spears, córka bety watahy Krwawego Księżyca, Warricka Spearsa, akceptuję twoje odrzucenie i odrzucam ciebie, Adamie Hopkinsie, jako mojego partnera. Całkowicie zrywam łączącą nas więź godową" ogłosiłam dumnym, stanowczym głosem, patrząc mu prosto w oczy.

Nagle złapał się za klatkę piersiową i upadł na ziemię, krzywiąc się z bólu. Widziałam, jak upada, ale zachowałam zimną twarz. Był mi przeznaczony, Bogini Księżyca wybrała go dla mnie. Miał dać mi miłość i poczucie bezpieczeństwa, jakie przeznaczony partner może ofiarować swojej wybrance. Zamiast tego wolał mnie odrzucić, ponieważ byłam córką bety, a jego kochanka córką alfy. Wybrał władzę zamiast więzi partnerskiej. Cofnęłam się, a potem odeszłam od niego z dumnie uniesioną głową.

Mnie również przeszywał potworny ból, ale szłam dalej, zaciskając pięści i wbijając paznokcie we wnętrze dłoni. Łzy w oczach groziły wypłynięciem w każdej chwili, ale mrugałam szybciej, by powstrzymać je pod powiekami.

"Crystal... gdzie jesteś?" Byłam bliska płaczu, odszedłszy od niego na sporą odległość, kiedy ojciec nawiązał ze mną więź telepatyczną. "W drodze do domu, tato" poinformowałam go spokojnym tonem. Musiałam pozostać silna dla mojej rodziny, dla ludzi, którzy mnie kochali. Nie powinni wiedzieć, że zostałam odrzucona ze względu na moją pozycję i chciwą postawę mojego partnera.

"Wracaj szybko, kochanie. Wszyscy na ciebie czekają" ponaglił radośnie, a ja uśmiechnęłam się gorzko. "Będę za kilka minut, tato" odpowiedziałam mu, po czym zerwałam więź telepatyczną. Łzy spłynęły mi po twarzy, ale natychmiast je otarłam. Próbowałam się uśmiechnąć, chociaż w tej chwili było to naprawdę trudne.

Musiałam się uśmiechać dla mojej rodziny i przyjaciół. Musiałam się do nich uśmiechać. Przez całą drogę do domu myślałam tylko o tym, jak zachować spokój i wyglądać na szczęśliwą w ich obecności. Chciałam krzyczeć w agonii i zapytać Boginię Księżyca, dlaczego mi to zrobiła. Dlaczego dała mi partnera, który mnie nie pragnął, ponieważ pożądał władzy? Co takiego zrobiłam źle, że zostałam odrzucona? W mojej głowie kłębiło się tak wiele pytań, ale wiedziałam, że nie uzyskam na nie odpowiedzi, bo nikt nie mógł mi ich udzielić. Wiedziałam, że Bogini Księżyca patrzy na mnie z nieba.

Spojrzałam więc w niebo przez zaszklone łzami oczy. Poskarżyłam się jej w milczeniu i zamrugałam mocno, by powstrzymać łzy. Zatrzymałam się na tyłach domu i zamknęłam oczy. Stałam w pobliżu drzewa, na którym bawiłam się z braćmi, gdy byłam mała. Oparłam się o pień i przytuliłam czoło do kory.

"Wiesz, jak się teraz czuję, prawda?" zapytałam drzewo. "Potrzebuję twojej siły, by zachować przy nich mocną postawę. Daj mi swoją siłę" poprosiłam szeptem i objęłam pień. Nazwijcie mnie wariatką, ale to drzewo również było dla mnie jak brat. Zawsze chroniło mnie przed surowym letnim słońcem. Kiedyś miałam tam, na samym szczycie, domek na drzewie.

Zostałam w tej samej pozycji przez kilka minut. Następnie powoli wyprostowałam plecy i spojrzałam na drzewo z nikłym uśmiechem. "Dziękuję" szepnęłam do niego, a potem spojrzałam na swój dom. Wzięłam głęboki oddech i uśmiechnęłam się od ucha do ucha. To były moje urodziny i powinnam być dzisiaj szczęśliwa. Nie mogłam zrujnować własnego szczęścia przez jakiegoś d****a.

Pozwólcie, że najpierw się przedstawię. Jestem najmłodszą córką bety watahy Krwawego Księżyca, Warricka Spearsa, oraz jego partnerki, Marthy Spears. Miałam dwóch kochających i niezwykle opiekuńczych starszych braci, Williama i Vincenta Spearsów. William był przyszłym betą watahy po moim ojcu, a ja byłam z nich niezwykle duma. Byli najlepszymi braćmi, o jakich siostra mogła prosić.

Dziś przypadały moje osiemnaste urodziny, które z założenia miały być najszczęśliwszym dniem w moim życiu, ponieważ właśnie teraz mogłam wyczuć swojego partnera. Zmieniły się jednak w najgorszy dzień mojego życia; mój przeznaczony partner, przyszły alfa naszej watahy, Adam Hopkins, odrzucił mnie. Nigdy nie należał do moich ulubionych osób, bo zawsze był wobec mnie wredny i okrutny. W przeszłości wielokrotnie doprowadził mnie do płaczu, za co za każdym razem dostawał burę od rodziców.

Opuścił watahę w wieku szesnastu lat, by udać się do akademii alf i ukończyć szkolenie na przywódcę. Miał wrócić za trzy dni, ale pojawił się już dzisiaj. To był ostatni raz, kiedy sprawił, że płakałam. Przysięgłam sobie, że już nigdy nie uronię przez niego ani jednej łzy, ani tym bardziej w jego obecności. Nie był wart moich łez.

Weszłam do domu i wzięłam ostry wdech, gdy zapach jedzenia uderzył w moje nozdrza. Natychmiast zaburczało mi w brzuchu i ruszyłam w stronę kuchni. "William... jesteś najlepszy" promieniałam, biegnąc w stronę najstarszego brata. Wskoczyłam mu na plecy, owijając mu ręce wokół szyi, a nogi wokół pasa.

"Ostrożnie, Crystal... poparzysz nas oboje" zbeształ mnie, odwracając stek. William był dobrym kucharzem i lubił dla mnie pichcić, a dziś była ku temu najlepsza okazja.

"Czy wspominałam już, że tak bardzo cię kocham?" zapytałam go radosnym tonem, uśmiechając się od ucha do ucha i zapominając o bólu odrzucenia. Zaśmiał się i spojrzał na mnie przez ramię.

"Ja ciebie też kocham, Crystal... a teraz złaź i idź... natychmiast się odświeżyć. Twój tort jest gotowy i zamierzamy go pokroić idealnie o czasie" rozkazał, a ja od razu przytaknęłam. Ugiął kolana, bym mogła łatwo zeskoczyć. Nie wiedziałam dlaczego, ale byłam znacznie niższa od obu moich braci. Byłam nawet o całe dwa cale niższa od matki.

Podbiegłam do schodów, by móc udać się do swojego pokoju na piętrze. "Uważaj na schodach, Crystal" usłyszałam zatroskany krzyk mamy. "Dobrze, mamo" odkrzyknęłam szeroko się uśmiechając. Zawsze się o mnie martwiła. Dla niej wciąż byłam dzieckiem. Teraz nie musiałam udawać uśmiechu, ponieważ naprawdę byłam szczęśliwa.

Od razu weszłam do łazienki, załatwiłam swoje sprawy i wzięłam szybki prysznic. Mama przygotowała dla mnie specjalną sukienkę na dzisiejszą imprezę. Owinąwszy klatkę piersiową ręcznikiem, wyszłam z łazienki, nucąc ulubioną piosenkę. Uśmiechnęłam się szeroko na widok stroju. Była to długa do kolan suknia w szmaragdowozielonym kolorze, idealnie pasująca do koloru moich oczu. Miała fason na jedno ramię z falbanami w talii. Szybko założyłam figi, a po nich sukienkę. Miała wszyty usztywniany biustonosz, dlatego nie musiałam zakładać nic pod spód. Zdecydowałam się zostawić moje ciemnobrązowe, jedwabiste włosy rozpuszczone, z dobieranym warkoczem zaplecionym z boku niczym korona na czubku głowy.

Po skończeniu makijażu i całej reszty, podziwiałam samą siebie w lustrze. Wyglądałam pięknie, a to było dokładnie to, czego teraz potrzebowałam... pewności siebie... Wzięłam głęboki oddech, uśmiechając się szeroko, po czym podeszłam do drzwi. Wyszłam ze swojego pokoju i zatrzymałam się, gdy zobaczyłam mojego drugiego, starszego brata, Vincenta, wychodzącego ze swojej sypialni.

"Vincent" zaszczebiotałam, a on spojrzał na mnie. Uśmiechnął się szeroko, gwiżdżąc cicho. "Wyglądasz oszałamiająco, księżniczko" skomplementował mnie, podchodząc bliżej. Promieniałam ze szczęścia. Zbliżył się i mocno mnie przytulił.

"Wszystkiego najlepszego, Crystal" złożył mi życzenia, a ja odwzajemniłam uścisk. "Dziękuję, Vincencie" odparłam, po czym przerwał uścisk. "Chodźmy... Wszyscy na ciebie czekają na dole. Alfa i jego rodzina już przyszli" poinformował mnie, ruszając w stronę schodów.

Moje serce zamarło, a uśmiech zrzedł, gdy przypomniałam sobie, że mój ojciec zaprosił również rodzinę alfy. Nasz alfa, Adrian Hopkins, i mój ojciec byli najlepszymi przyjaciółmi od dzieciństwa. "Co się stało? Nagle zbladłaś" zapytał Vincent zmartwionym tonem, a ja spojrzałam na niego, odzyskując opanowanie.

"Uhhh... to nic... po prostu zrobiło mi się trochę gorąco" wymyśliłam wymówkę, a on kiwnął głową. "Dziś w nocy przejdziesz przemianę. Może to z tego powodu" przewidział, a ja uśmiechnęłam się słabo. Wzięłam głęboki oddech i przygotowałam się na ponowne spotkanie z Adamem.

"Wiesz, że jego syn, Adam, odnalazł swoją partnerkę?" zapytał mnie Vincent, a ja natychmiast zesztywniałam.

"Ja... nie wiedziałam o tym" odpowiedziałam mu, kłamiąc w sprawie nowin. "To córka alfy z watahy Nocnego Cienia. Poznali się w akademii alf, a on rozpoznał w niej swoją partnerkę trzy lata temu, w dniu swoich osiemnastych urodzin. Od tamtej pory randkowali i zaplanowali zakończenie ceremonii zaślubin w dniu ceremonii objęcia przez niego funkcji alfy" poinformował mnie Vincent, a ja po prostu przytaknęłam.

Nie interesowała mnie już jego ceremonia zaślubin. Uśmiechnęłam się ponownie, widząc w salonie alfę Adriana i Lunę Norę, siedzących na kanapie z moimi rodzicami. Nadeszła pora, by pokazać mojemu byłemu partnerowi, jak silna potrafię być.

"Dobry wieczór, Alfo, Luno" przywitałam parę alf ze szczerym, drobnym uśmiechem na ustach. "Crystal.... wszystkiego najlepszego, kochanie" zaszczebiotała Luna Elena, matka Adama i przeznaczona partnerka Alfy Adriana, po czym podeszła do mnie. Rozłożyłam ręce i obie się wyściskałyśmy.

"Tak bardzo się z twojego powodu cieszę" szepnęła do mnie, ściskając mnie mocno.

"Dziękuję, Luno" odszepnęłam, po czym zwolniła mnie z uścisku. Zmrużyła na mnie oczy i zmierzyła mnie wzrokiem od stóp do głów.

"Co się stało? Dlaczego wyglądasz tak blado?" zapytała ze łzami troski w głosie. Uśmiechnęłam się, łapiąc ją za ramię.

"To nic takiego, Luno. Znasz moją rutynę" odpowiedziałam jej, ewidentnie kłamiąc na temat mojego stanu.

Spojrzała na swojego partnera, alfę Adriana. "Mówiłam ci, żebyś dał jej dzisiaj odpocząć. Ale ty nigdy mnie nie słuchasz. Teraz widzisz, jaka jest wyczerpana?" zrugała partnera, który zamrugał niewinnie, przybierając smutną minę. Uśmiechnęłam się i delikatnie ścisnęłam jej ramię.

"Wszystko w porządku, Luno... Naprawdę czuję się świetnie i jestem gotowa cieszyć się dzisiejszym wieczorem" uspokoiłam ją ponownie.

"Dlaczego karcisz tatę, mamo? Nie wygląda na to, żeby miała do zrobienia jakąś ważną pracę" spojrzałam za siebie na osobę, która rzuciła we mnie tą kpiną.

"Nic nie wiesz o naszej wataże ani o ich obowiązkach i odpowiedzialności, Rachel. Więc po prostu trzymaj język za zębami" natychmiast zbeształa ją Luna Elena, stając w mojej obronie. Uśmiechnęłam się pod nosem, widząc skrzywioną twarz Adama.

Rachel prychnęła i spojrzała na Adama, ale zachmurzyła się, gdy nic nie powiedział, by jej bronić.

"Luno" zwróciłam się do Luny Eleny łagodnym tonem. "Gdzie jest mój prezent?" zapytałam, odwracając jej uwagę od Rachel.

Prawdę mówiąc, byłam naprawdę zaskoczona widokiem tej córki alfy. Była blondynką o figurze klepsydry. Miała na sobie obcisłą sukienkę z głębokim dekoltem, emanując duszno-zmysłowym klimatem zamiast aurą Luny.

"Najpierw... idź pokroić tort, który specjalnie dla ciebie przygotowałam. Spodoba ci się twój prezent. Jestem tego pewna" odpowiedziała mi Luna Elena z tym samym zaraźliwym uśmiechem.

"W takim razie chodźmy" odparłam promieniejąc i spojrzałam na matkę, która weszła do pokoju z moim tortem urodzinowym, śpiewając z tatą i moimi braćmi urodzinową piosenkę. Rozpromieniłam się, patrząc na nich załzawionymi oczami. Czułam na plecach palący wzrok, ale to już na mnie nie działało.

Miał przy sobie swoją partnerkę, a ja musiałam mu teraz pokazać, co to znaczy być silnym wilkiem. Odrzucił mnie, w ogóle mnie nie znając. Założyłabym się, że pożałuje tego dnia, kiedy dowie się, kim tak naprawdę jestem.

Czytaj