languageJęzyk
Żal Alfy: Jego Przebudzona Partnerka-placeholderŻal Alfy: Jego Przebudzona Partnerka

Żal Alfy: Jego Przebudzona Partnerka

Autor: Aeliana Moreau

Czytaj
Ostatnia aktualizacja: 25 mar 2026
140 Rozdziały
156.6K słów

Rory Steele nigdy nie pragnęła być w centrum uwagi. Jako nieślubna córka bezwzględnego Alfy Snow Pack, spędziła życie w cieniu – słaba, bez wilka i niechciana. Ale kiedy jej siostra zostaje w tajemniczy sposób zamordowana, Rory zostaje zmuszona do zaaranżowanego małżeństwa z narzeczonym siostry, Xanderem Graysonem, potężnym spadkobiercą Alfy Emerald Pack. Xander gardzi Rory, obwiniając ją o śmierć Eden. Związany obowiązkiem, ale kierowany nienawiścią, unika jej, nieświadomy, że jest jego przeznaczoną partnerką. Rory, uwięziona w małżeństwie bez miłości, ukrywa swój ból za milczeniem – dopóki okrutny los nie ujawni prawdy. Kiedy Xander odkrywa, że Rory jest jego przeznaczoną, ogarnia go żal. Ale ona skończyła czekać, aż on ją zauważy. Kiedy sekrety wychodzą na jaw, a jej prawdziwa moc się budzi, Xander zdaje sobie sprawę, że walczy nie tylko o odkupienie – walczy o kobietę, którą powinien był chronić od samego początku. A tym razem nie będzie jej łatwo odzyskać.

Pierwszy rozdział

*Rory*

— Tato, proszę, nie zmuszaj mnie do tego — szlochałam, wpadając do gabinetu ojca. Moja suknia ślubna ciągnęła się po podłodze, zaczepiając o nogę krzesła. — Ciało Eden jeszcze nawet nie ostygło w grobie, a ty zmuszasz mnie do ślubu z jej chłopakiem!

— Nie mów tak o swojej siostrze! — syknął ojciec, a jego przeszywające oczy płonęły nienawiścią i irytacją.

Zawsze wiedziałam, że wolał Eden. W końcu to ona była jego złotym dzieckiem. Nie ja, bękart, córka kobiety, której nigdy nie kochał. Widziałam to w jego morderczym spojrzeniu — żałował, że to nie ja leżałam martwa w tamtym lesie tydzień temu.

— Wiesz, że nie mam dziedzica — powiedział, podnosząc głos. — Musisz poślubić Xandera, żeby kiedy przejmie tytuł Alfy, mógł rządzić obiema watahami i zatrzymać władzę w naszej rodzinie. Przynajmniej ten jeden raz w życiu na coś się przydasz!

— Ale co, jeśli on jest okrutny? — zaszlochałam ponownie, gdy jeden ze starannie upiętych loków wysunął się z mojego koka i przykleił do wilgotnego policzka. — Tato, błagam. W przyszłym tygodniu zaczynam naukę w Akademii Azure Crest. Mogę tam coś osiągnąć!

Wyskoczył zza biurka tak szybko, że nie zdążyłam zareagować. Chwycił mnie za gardło, a jego żelazny uścisk odciął mi dopływ powietrza, gdy zbliżył swoją twarz do mojej.

Jego oddech był gorący, a słowa pełne jadu.

— Właśnie to osiągniesz, ty niewdzięczne szczenię! Mogłabyś już nie żyć, gdyby nie moja opieka. Słyszysz mnie? Byłabyś martwa!

Puścił mnie, a ja zachwiałam się i poleciałam do tyłu, chwytając się za gardło. Łzy zatarły mi obraz, ale nie pozwoliłam im popłynąć. Wycierając twarz z resztkami godności, wykrztusiłam: — Mogę już odejść?

— Jeszcze nie. — Jego głos zatrzymał mnie w miejscu.

Usłyszałam szuranie, a potem zobaczyłam, jak podchodzi ze znajomą fiolką z ciemnym płynem. Na ten widok żołądek podszedł mi do gardła.

— Wzięłaś dziś swoje lekarstwo?

— Tak, tato, wzięłam — powiedziałam, spuszczając głowę w akcie uległości, a mój głos się załamał.

— Nie wierzę ci. Weź więcej — odparł, wciskając mi fiolkę do ręki.

— Nie, tato, przysięgam! Brałam je zaledwie dwie godziny temu! — błagałam, gwałtownie potrząsając głową.

Ale on nie słuchał. Jego dłoń zacisnęła się na mojej brodzie, zmuszając mnie do otwarcia ust, po czym wlał mi do gardła oślizgły płyn. Zakrztusiłam się, tak jak zawsze. Minęły dwa lata tej rutyny, a ja wciąż nie potrafiłam się do niej przyzwyczaić.

— Gotowe. — Cofnął się, wyglądając na zadowolonego. — Idź. Ktoś wkrótce po ciebie przyjdzie.

W głowie już mi się kręciło, ale wiedziałam, że nie powinnam zostawać w gabinecie ojca po tym, jak mnie odprawił. Wyciągnęłam się na korytarz i ledwie zarejestrowałam, co się dzieje, zanim wpadłam w czyjeś silne ramiona, a przed oczami zrobiło mi się ciemno.

Wiedziałam, że to się tak skończy. Ojciec przedawkowywał mi lekarstwo tylko w takie ważne dni jak ten, kiedy wyraźnie nie chciał, by mój mózg funkcjonował prawidłowo.

— Co u diabła? — mruknął mężczyzna, gdy osunęłam się na niego. — To musi być jakiś żart... pijana panna młoda w dniu naszego ślubu.

Zanim zdążyłam przetworzyć jego słowa, zostałam odepchnięta. Nogi się pode mną ugięły, ale złapała mnie inna para ramion. Te nie były tak silne ani ciepłe, ale trzymały mnie pewnie.

— No proszę — odezwał się nowy, rozbawiony głos. — Wypiło się trochę za dużo, co?

— Lekarstwo... za dużo... potrzebuję odpoczynku — udało mi się wybełkotać.

— Idź porozmawiać z Alfą Roanem, Xander — powiedział mężczyzna do pierwszego głosu. — Ja zaniosę ją na kanapę na dole.

Xander. To imię zabrzmiało znajomo, gdy mężczyzna mnie niósł. Moje powieki opadły, gdy zostałam położona na kanapie, a mój umysł tonął w mrocznej mgle przedawkowania.

Tylko godzina. Tylko tego potrzebowałam, by przetrwać ten przeklęty ślub.

***

Głowa pulsowała mi bólem, gdy szłam do ołtarza, ledwie mogąc utrzymać się na nogach i z trudem otwierając oczy.

Spałam przez godzinę na kanapie, zanim mój ojciec z wrzaskiem kazał mi wstać, oznajmiając, że jestem hańbą i przynoszę mu wstyd przed Alfą Xanderem i jego Betą.

Poczułam lekkie zażenowanie na myśl, że męski głos, który wcześniej słyszałam, należał do mojego przyszłego męża i byłego chłopaka mojej zmarłej siostry. Ale nie miałam czasu tego przetrawić, bo krzyki ojca nie ustawały.

Próbowałam mu powiedzieć, że dostałam za dużą dawkę leku i nie mogę utrzymać się na jawie, ale nie pozwolił mi dojść do słowa.

Po prostu przekazał mnie szoferowi, jakbym była paczką do doręczenia, i pojechał osobnym samochodem do sali watahy.

Teraz, gdy prowadził mnie do ołtarza, zachowując ten swój wieczny, niewzruszony spokój, cała ceremonia zlewała mi się w jedno. Świat wciąż lekko wirował, ale skupiłam się na tym, by stać prosto. Suknia była ciężka, a atmosfera w sali duszna.

Ojciec przekazał mnie Xanderowi, ale wcześniej wyszeptał swoje ostatnie ostrzeżenie: — Zachowuj się. Albo pożałujesz.

To ostre ostrzeżenie przebiło się przez mgłę w moim umyśle, lekko mnie otrzeźwiając. Spojrzałam w górę na mojego pana młodego.

Nawet przez zamglenie widziałam, jak obezwładniająco przystojny był Xander Grayson. Jego mocno zarysowana szczęka, idealnie rozwichrzone ciemne włosy i przenikliwe niebieskie oczy mogłyby należeć do greckiego boga. Emanował siłą i autorytetem w swoim skrojonym na miarę garniturze; jego szerokie ramiona były wyprostowane i dumne.

Jednak jego wyraz twarzy pozostawał chłodny, a szczęka zaciśnięta, gdy odmawiał spojrzenia w moją stronę.

Ceremonia trwała, choć ledwie słyszałam słowa. Mordercze spojrzenie ojca wierciło mnie z pierwszego rzędu, stanowiąc ciągłe przypomnienie, by zachować opanowanie.

Wreszcie czysty głos urzędnika oznajmił: — Możesz pocałować pannę młodą.

Xander odwrócił się do mnie, a jego lodowate, niebieskie oczy napotkały moje. Przez chwilę myślałam, że naprawdę mnie pocałuje.

Ale tego nie zrobił.

Zamiast tego pociągnął mnie brutalnie do swojej piersi, pochylając się tak, że jego wargi znalazły się zaledwie kilka centymetrów od mojego ucha. Jego głos był niski i pełen jadu.

— Wiem, że to ty zabiłaś Eden, żeby wyjść za mnie, ty mała wiedźmo. I obiecuję ci, że przez to zamienię twoje życie w piekło.

Czytaj