Rezydencja rodziny Greggów była rzęsiście oświetlona. Dzieci biegały dookoła, a goście wesoło gawędzili. Jednak Zachary, którego zobaczyłam, był zupełnie obcy. Wydawał się dziwny i tak bezduszny, że wyczuwałam w nim przytłaczającą bezwzględność.
Był dokładnie taki, jak wtedy, gdy spotkałam go po raz pierwszy.
Zachary zignorował Charlesa. Spojrzałam na Charlesa chłodno, po czym uprzejmie mu przypom






