

Autor: Avelon Myst
Lily została zmuszona do klęczenia w lodowatym śniegu przez cały dzień, ponieważ jej macocha doznała upadku, co spowodowało poronienie. W rezultacie została wygnana z domu, ponieważ jej rodzina wierzyła, że przynosi pecha. Jednak w chwili, gdy była na skraju śmierci, wszystkich ośmiu jej wujków przybyło na czas, aby ją uratować. Najstarszy wujek powiedział: "Nadszedł czas, aby rodzina Hatcherów zbankrutowała." Jej drugi wujek wykrzyknął: "Każdy, kto skrzywdzi Lily, umrze!" Pan Crawford był tak wściekły, że pobił jej bezużytecznego ojca na miazgę, błagając: "I co z tego, że jest córką rodziny Crawfordów? Jest jinxem, który spowodował śmierć jej matki i bankructwo jej ojca!" Nie wiedzieli, że gdy tylko Lily wróciła do rodziny Crawfordów, jej szczęście się poprawiło, a nawet obłożnie chora pani Crawford odzyskała siły. Lily została później obdarzona wspaniałym ojcem, który ją bardzo kochał.
Lambridge City, Pierwsza Dzielnica Willowa Promenade – rezydencja Hatcherów.
Dzisiaj wypadało Święto Latarni. Kolorowe światła zdobiły dom, wnosząc odrobinę ciepła w chłodną atmosferę rodziny Hatcherów.
Nagle przez rezydencję przetoczył się przeraźliwy krzyk.
"Aaa—"
A po nim rozległ się głuchy łomot, gdy kobieta w zaawansowanej ciąży spadła ze schodów!
Wszyscy zamarli ze zdumienia i rzucili się w jej stronę.
Stephen Hatcher, prezes Ador Hatcher Corporation, szybko zapytał: "Debbie, nic ci nie jest?"
Twarz kobiety zbladła, gdy zobaczyła świeżą krew spływającą po jej nogach. Przerażona, odpowiedziała: "Stephen, to boli... Nasze dziecko... Proszę, ratuj nasze dziecko!"
Pani domu, Paula Anderson, wpadła w panikę i zapytała: "Co się stało?!"
Debbie spojrzała w stronę szczytu schodów ze łzami w oczach.
Wszyscy podnieśli wzrok i zobaczyli trzyletnią dziewczynkę stojącą na samej górze schodów. Widząc utkwione w sobie spojrzenia wszystkich, ze strachem ścisnęła mocno swojego pluszowego królika.
Richard Hatcher krzyknął gniewnie: "Czy to ty popchnęłaś Debbie?!"
Mała dziewczynka wydęła usta. "To nie byłam ja, i nie..."
Płacząc, Debbie błagała: "Nie... Tato, to nie wina Lilly. Ona jest jeszcze mała i nie chciała..."
Jej słowa tylko potwierdziły, że to była wina Lilly.
Oczy Stephena pociemniały i natychmiast wydał rozkaz: "Zamknijcie ją na strychu! Policzkę się z nią, jak wrócę!"
Pozostali szybko zabrali Debbie do szpitala, podczas gdy służba zaciągnęła Lilly na górę.
Nawet gdy spadł jej bucik, zachowała uparty wyraz twarzy i nie błagała ani nie płakała o pomoc.
Żadne światło ani ciepło nie docierało do ciemnego i zimnego strychu. Okna skrzypiały, jakby w każdej chwili miał się pojawić jakiś potwór...
Lilly mocno przytuliła swojego pluszowego króliczka i zwinęła się w kłębek w kącie.
Jest tak zimno...
Prawda była taka, że nigdy nikogo nie popchnęła, ale nikt jej nie uwierzył.
Ponieważ panowała chłodna, wiosenna pogoda, śnieg i wiatr przedzierały się na strych przez szczeliny w oknach, okrywając Lilly warstwą przeraźliwego zimna.
Wkrótce minął cały dzień.
Nikt nie przejmował się Lilly i nikt nawet nie wiedział, że Debbie ukarała ją dzień wcześniej. Była już w amoku z głodu.
Richard zarządził, że nie będzie mogła stamtąd wyjść, dopóki nie przyzna, że to jej wina.
"Mamusiu..."
Usta Lilly zsiniały z zimna, a ona cała dygotała. Mogła tylko zamknąć oczy i szeptać: "Mamusiu... Nie zrobiłam nic złego... To nie moja wina..."
Wiedziała, że jej matka zmarła na chorobę rok wcześniej.
Po śmierci matki jej tata znalazł sobie inną kobietę, a wkrótce ta kobieta zaszła w ciążę i spodziewała się dziecka...
Jednak ta kobieta miała dwa oblicza. Była miła dla Lilly tylko w obecności innych; w przeciwnym razie zachowywała się jak demon i karała ją.
Mamusiu... pomyślała Lilly, ściskając uszy swojego zabawkowego królika przed utratą przytomności.
Nie wiadomo, ile minęło czasu, kiedy drzwi nagle otworzyły się z głośnym hukiem.
Stephen był wściekły, gdy podniósł nieprzytomną Lilly, zaciągnął ją po schodach w dół i wyrzucił na zewnątrz, prosto w śnieg!
Lilly zadrżała na zimnej powierzchni i z trudem otworzyła oczy...
"Tatusiu... Jestem głodna..." wymamrotała.
Stephen parsknął. "Zabiłaś nienarodzone dziecko Debbie, a pierwszą rzeczą, jaką mi mówisz, jest to, że jesteś głodna?! Nie mogę uwierzyć, że mam tak nikczemną córkę!"
Oczy Lilly były puste i nie mogła mówić, ponieważ była zesztywniała z zimna.
Im dłużej Stephen na nią patrzył, tym bardziej stawał się wściekły. Dlaczego wciąż zachowuje się uparcie, mimo że to jej wina? Ty złośliwy bachorze!
"To moja wina jako rodzica, że tak się zachowujesz! Skoro zabiłaś swojego nienarodzonego brata, kto wie, czy nie zaczniesz mordować ludzi, gdy dorośniesz? Jako twój ojciec, muszę dać ci nauczkę!"
Rozejrzał się wokół i podniósł miotłę z kąta, odłamując jej końcówkę czyszczącą.
Gruby trzonek miotły z głuchym łomotem spadł na ciało Lilly, wywołując u niej krzyk z bólu!
"Czy to twoja wina?!" Stephen spiorunował ją wzrokiem.
"To nie ja. To naprawdę nie byłam ja!" Lilly przygryzła wargę i zachowała uparty wyraz twarzy.
Stephen wpadł w jeszcze większą furię na te słowa. "Więc chcesz powiedzieć, że twoja macocha z własnej woli spadła ze schodów?! Dlaczego miałaby chcieć spaść, będąc w szóstym miesiącu ciąży?!"
Nie mógł powstrzymać się przed wróceniem myślami do tego, co wydarzyło się w szpitalu. Debbie obficie krwawiła, a lekarz dwukrotnie określił jej stan jako krytyczny, ale nawet na krawędzi śmierci nalegała, prosząc go, aby nie obwiniał Lilly!
Powiedziała, że Lilly była jeszcze mała, kiedy zmarła jej matka. Że po prostu bała się, że jej młodszy braciszek odbierze jej uwagę i nie chciała jej popchnąć.
Stephen poczuł jeszcze większą złość, gdy o tym pomyślał. Bił Lilly, karcąc ją: "Wciąż próbujesz zaprzeczać! Przestań zaprzeczać!"
Z każdym zdaniem w Lilly uderzał trzonek miotły.
Był tak pochłonięty biciem jej, że nawet nie zorientował się, że z kieszeni wypadł mu telefon. Kiedy Lilly została już dotkliwie pobita, w końcu przestał, zostawiając ją sparaliżowaną na ośnieżonej ziemi.
"Zostań tutaj i klęcz, dopóki twoja macocha nie zostanie wypisana ze szpitala!"
Stephen poprawił krawat po zruganiu jej i odszedł, zostawiając za sobą złamany trzonek miotły.
Ostatnio czuł się rozdrażniony, ponieważ jego firma od pół miesiąca borykała się z luką prawną i nie otrzymał żadnej pomocy w jej rozwiązaniu.
A dzisiaj, Debbie spadła ze schodów i straciła ich nienarodzone dziecko, tracąc jedyną nadzieję dla rodziny Hatcherów.
Kolejne niefortunne zdarzenia wywołały u niego ogromny stres i nie mógł powstrzymać się przed wyładowaniem tego wszystkiego na Lilly.
Zabawkowy królik Lilly był już całkowicie zniszczony. Próbowała wstać, ale z łomotem upadła z powrotem na ośnieżoną ziemię...
Czuła, jakby była na skraju śmierci.
Jeśli umrę, czy w końcu będę mogła zobaczyć mamusię?
W tym momencie usłyszała stłumiony głos.
"Lilly, zadzwoń do wujka! Twój wujek to Gilbert Crawford, jego numer telefonu to 159xxxxx..."
"Zadzwoń..." Lilly otworzyła oczy i zauważyła czarny telefon leżący w śniegu. Włączył się jej instynkt przetrwania, gdy desperacko czołgała się w jego stronę.
"159..."
Lilly jąkała się i bełkotała, jej zesztywniałe palce z trudem się poruszały, aż w końcu udało jej się wykonać połączenie...
**
W międzyczasie, w domu z dziedzińcem w Clodston, Hugh Crawford wygłaszał reprymendę: "Minął kolejny rok. Gilbertcie Crawford, kiedy wreszcie przystąpisz do egzaminu na stanowisko ordynatora?!"
Ośmiu braci z rodziny Crawfordów wymieniło spojrzenia, podczas gdy Gilbert dotknął swojego nosa.
Nagle starzec zmienił temat i zapytał: "Swoją drogą, minęły cztery lata. Czy nadal nie znaleźliście swojej siostry?"
Wyraz twarzy braci uległ zmianie, a ich usta zacisnęły się. Ich wcześniej obojętne oczy skrywały teraz cień smutku.
U ich młodszej siostry, Jean Crawford, zdiagnozowano ostrą białaczkę promielocytową w młodym wieku. Od tego czasu rodzina Crawfordów pilnie się nią opiekowała, zapewniając transfuzje krwi, kuracje przeciwzakaźne i przeszczepy szpiku kostnego...
Jednak jej stan się pogorszył i wpłynął nawet na jej pamięć.
A potem, cztery lata temu, nagle zniknęła.
Gilbert, który pracował jako lekarz w Szpitalu Onkologicznym w Shercaster, był odpowiedzialny za leczenie Jean.
Tego dnia musiał ratować ciężko chorego pacjenta i właśnie w tym momencie... Jean zniknęła.
Przez ostatnie cztery lata nękało go poczucie winy i żalu. Pomimo wyjątkowego talentu medycznego, od tamtej pory nie był w stanie pójść naprzód.
Rodzina Crawfordów miała ośmiu synów, a Jean była ich jedyną córką.
Po zniknięciu córki Bettany nagle zachorowała, a temperament Hugh stał się niestabilny.
Ciężkie brzemię ciążyło na sercach wszystkich w rodzinie Crawfordów, pozostawiając ich w niepokoju.
Anthony Crawford, najstarszy syn i dyrektor generalny imperium biznesowego rodziny Crawfordów, pracował niestrudzenie dniem i nocą, co spowodowało pogorszenie jego zdrowia i wymagało codziennego przyjmowania leków.
Bryson Crawford, trzeci syn i wybitny pilot linii Swift Airlines, oblał testy psychologiczne i od czterech lat przebywał na urlopie.
Jeśli chodzi o pozostałych...
W gabinecie zapadła cisza, zanim telefon Gilberta nagle nie zadzwonił!