<b>Rȗҽ</b>
– Powinniśmy rozbić tu obóz na noc. O świcie ruszymy dalej – odezwał się Gorjon, omiatając wzrokiem gęste drzewa wokół nas. Noc zbliżała się powoli.
Słońce już zaczęło zachodzić, a powietrze stawało się chłodne. – Tak, to dobry pomysł – mruczy Ares. Odmówił, bym szła o własnych siłach, nawet gdy zawroty głowy minęły. Choć, prawdę mówiąc, nie stawiałam zbyt dużego oporu.
Miejsce, w który






