

Autor: Aeliana Thorne
Czujesz to intensywniej niż ja. Boli cię to bardziej niż mnie. Sprawia, że tęsknisz za mną bardziej niż ja pragnę ciebie, Mate. – Warknął jadowicie, a lekki dotyk jego kciuka na moich ustach zmienił się w bolesny nacisk. _______Całe życie Miracle Cullen znała tylko ból i cierpienie, ponieważ urodziła się inna. Jej stado się jej wyrzekło, a wilk opuścił ją w młodym wieku, pozostawiając ją tylko ze znakiem, który nosiła od urodzenia – Znakiem Króla Alfy. A teraz Król Alfa, Cain Reyes, przybył, aby odebrać swoją naznaczoną partnerkę. Nie po to, by ją kochać, ale by ją zabić, aby mógł naznaczyć miłość swojego życia.
PERSPEKTYWA MIRACLE
Pamiętam moment, w którym moja wilczyca wypluła po latach tylko jedno słowo.
„UCIEKAJ!”
Nie wiedziałam, jak moja rzekomo martwa wilczyca do mnie wróciła i warknęła, bym uciekała od mężczyzny stojącego tuż przede mną – mężczyzny, którego rozpoznałam jako mojego towarzysza, gdy tylko moje oczy napotkały jego srebrnoszare tęczówki.
Jego odurzający zapach był kolejnym niezbitym dowodem. Pachniał tak niebiańsko, jak woń całego lasu, a zwłaszcza drzewa różanego.
Chciałam do niego podejść. Chciałam mu powiedzieć, jak czekałam na niego przez całe życie. Czekałam na niego, by mógł odpowiedzieć na moje pytania, albo byśmy mogli znaleźć odpowiedzi razem, jeśli on też nic nie wiedział.
Powinnam była do niego podejść. Był moim towarzyszem. Znamię piekące mnie w szyję stanowiło tego kolejny dowód.
Lecz moja wilczyca naparła i przejęła nade mną całkowitą kontrolę. Moje ubranie rozerwało się, gdy przemieniłam się w wilczycę o białym futrze.
A potem pobiegłam.
Dziko. Trwożnie. Bez celu.
Robiłam co w mojej mocy, by powstrzymać wilczycę przed odciągnięciem mnie od jedynego mężczyzny, który był w stanie odpowiedzieć na moje pytania – pytania, na które pragnęłam odpowiedzi nawet za cenę życia.
W historii wilkołaków – od czasu, gdy Bogini Księżyca obdarzyła nas darem przemiany w wilka, nikt... Nikt nigdy nie urodził się naznaczony.
Zazwyczaj wilkołaki odnajdują swoich towarzyszy po przemianie, a następnie naznaczają się nawzajem przed parzeniem, by dopełnić więzi, ale w moim przypadku...
Urodziłam się naznaczona. Na mojej szyi widniało księżycowe znamię, które piekło mnie przez całe życie – znamię towarzysza.
Mój towarzysz mnie naznaczył, ale jak? Urodziłam się z tym znamieniem. To było niemożliwe, by towarzysz naznaczył mnie przed narodzinami.
Jak więc to możliwe, by wilk urodził się naznaczony?
Nie miałam nawet prawa odrzucić teraz mojego towarzysza, ponieważ wilkołaki mogły odrzucić partnera tylko zanim się nawzajem naznaczyły.
Znamię było niczym oficjalna pieczęć. Stanowiło pierwszy krok w dopełnieniu więzi między dwojgiem wilkołaków, więc jak mogłam się z nim urodzić?
Chciałam to wszystko wiedzieć. Chciałam zapytać go dlaczego i w jaki dokładnie sposób jestem inna, i chciałam zapytać, czy on też jest inny, tak jak ja, ale moja wilczyca – Gia – nie zatrzymywała się.
„STÓJ, GIA!” Walczyłam z Gią o kontrolę, ale z biegiem czasu zapomniałam, jak nad nią panować.
Myślałam, że moja wilczyca umarła, gdy miałam szesnaście lat, ale teraz, gdy zmieniłam się w wilka, nie wiedziałam, czy powinnam się z tego cieszyć, czy smucić.
Na razie chciałam tylko, by Gia przestała biec na oślep przez las, abyśmy mogły wrócić do naszego towarzysza, ale strach, który wyczuwałam od mojej wilczycy, martwił mnie.
Dlaczego moja wilczyca – Gia – miałaby bać się naszego towarzysza?
Nagle usłyszałam w nocy głośny warkot, który uciszył wszystkie zwierzęta. Dreszcz przebiegł mi po plecach, a włosy zjeżyły się ze strachu.
Warkot wilka był tak potężny, że kolana mojej wilczycy omal się nie ugięły. Prawie potknęłyśmy się o gałąź i spadłyśmy z klifu, ale Gii udało się go ominąć.
Nagle gigantyczny czarny wilk przeskoczył nad moją wilczycą i wylądował tuż przede mną.
Moja wilczyca – Gia – próbowała zatrzymać się na czas, by uniknąć zderzenia, ale biegłyśmy tak szybko, że nasze ciało uderzyło prosto w twarde cielsko wilka.
Wiedział, że to się stanie. Celowo stanął przede mną.
Głośny – przyprawiający o mdłości odgłos pękających kości rozległ się w cichej nocy i wiedziałam, że po zderzeniu z wielkim wilkiem złamałam kilka żeber.
Wyjąc z bólu, Gia cofnęła się i spróbowała znów uciekać, podczas gdy mnie zamroczył palący ból, który przeszył całe ciało.
Byłam słaba. Nie potrafiłam leczyć się jak inne wilkołaki i czułam ból tak, jak ludzie.
To była klątwa. Brutalna klątwa.
Gia cofnęła się przed czarnym wilkiem, który uniósł arogancko łeb i wpatrywał się w nas czerwonymi, gorejącymi oczami. Od jego wilka biła moc. Był nadrzędny. Czułam też w powietrzu niebezpieczeństwo.
Skowyt wyrwał się z pyska mojej wilczycy, gdy uświadomiłam sobie, kto przede mną stoi.
Król Alfa – Cain Reyes.
Tylko Król Alfa posiadał wielkiego czarnego wilka o czerwonych, gorejących oczach, gdy się przemieniał. Rozpoznałam go teraz z łatwością. Słyszałam o nim wcześniej. Każdy wilkołak o nim wiedział.
„Ulegnij!” – warknął, a silny ból głowy uderzył we mnie falami.
Skowycząc, Gia uległa mu i opuściła łeb, okazując swoje podporządkowanie.
Im bardziej Król Alfa próbował wedrzeć się do mojej głowy, tym bardziej ból narastał.
Jego aura była dla mnie zbyt silna. Nie. Była zabójcza.
I czułam, że celowo używa siły. Ranił mnie, bo chciał mnie zranić.
Dlaczego? Nie wiedziałam.
„Wreszcie cię znalazłem, Towarzyszko”. Pełen nienawiści, głęboki głos Króla Alfy przeniknął mój umysł, a w uszach zaczęło mi głośno szumieć z powodu siły, jakiej używał, by przygnieść mnie swoją aurą Alfy.
Mógł z łatwością zmusić mnie do uległości, ale nie to wydawało się jego motywem. Pragnął czegoś więcej, sądząc po czystej intensywności, z jaką wdzierał się do mojej głowy i dominował nade mną, chcąc mnie całkowicie unicestwić. Dosłownie próbował mnie zabić. Był dokładnie taki, jak mówili ludzie.
Okrutny. Bezwzględny. Potężny. Niebezpieczny. Zabójczy.
Moja wilczyca zaczęła przemieniać się z powrotem, gdyż Gia nie mogła już dłużej wytrzymać w obliczu Króla Alfy.
Znowu zostawiła mnie samą. Zostawiła mnie nagą, bezbronną, obolałą, złamaną i bezradną przed obliczem Potężnego Króla Alfy – Caina Reyesa.
...Mojego Towarzysza.
Jego gorejące, czerwone oczy wpatrywały się we mnie wrogo. To było wszystko, co zobaczyłam, zanim oddech uwiązł mi w gardle, a oczy wywróciły się do tyłu z powodu ogromnego bólu, jaki zadawał mi mój towarzysz.
Przybył. Mężczyzna, którego pragnęłam... przybył, ale nie po to, by mnie wielbić.
Przybył, by się na mnie zemścić i przybył, by mnie zabić.
Za co? Szczerze mówiąc, nie wiedziałam.