languageJęzyk
Ślepe śluby: Związana z królem mafii-placeholderŚlepe śluby: Związana z królem mafii

Ślepe śluby: Związana z królem mafii

Autor: Aeliana Thorne

Czytaj
Ostatnia aktualizacja: 5 kwi 2026
150 Rozdziały
339.8K słów

Jedna noc czystego, skandalicznego grzechu. To było wszystko, czego potrzebowałam, aby doszczętnie się zrujnować przed wymuszonym, zaaranżowanym małżeństwem. Wybrałam najbardziej zabójczego króla mafii w Dublinie, aby był narzędziem mojego buntu, mając nadzieję, że zostawię mojego przyszłego męża z uszkodzonym towarem. Ale Dante Cummiskey nie bawi się w słodkie pomyłki ani delikatne zepsucie. On wymaga absolutnego posłuszeństwa. Więzi. Całkowitego, zapierającego dech w piersiach poddania. Miał być niebezpiecznym nieznajomym, którego nigdy więcej nie zobaczę. Więc dlaczego to on uśmiecha się złośliwie przy ołtarzu, kiedy w końcu zdejmują mi opaskę z oczu? Bezwzględny potwór, którego błagałam, żeby mnie zniszczył w ciemności, jest teraz mężczyzną, który legalnie mnie posiada na świetle dziennym. Irlandzki król, którego wykorzystałam na jedną noc buntu, jest teraz moim mężem na całe życie konsekwencji. A ten przerażający drań wygląda na zbyt zadowolonego — jakby to on zorganizował całą tę nikczemną grę. Twierdzi, że nasz związek to tylko rodzinne ustalenie. Ale mroczny głód w jego spojrzeniu mówi mi, że byłam śledzona, osaczona i bezlitośnie zawłaszczona. Obiecuje nauczyć mnie, co to znaczy być jego oddaną żoną. Mówię mu, żeby gnił w piekle. Jednak, kiedy jego szorstkie dłonie przypominają sobie, jak sprawić, bym jęczała... kiedy jego głos opada do tego mrocznego, władczego szeptu, który zmusił mnie do klęczenia w jego apartamencie, pojawia się mrożąca krew w żyłach świadomość. Czy to naprawdę ja na niego polowałam tamtej nocy? A może diabeł po prostu wabił swoją ofiarę do klatki? Mówią, że trzeba uważać, czego się życzy. Życzyłam sobie, żeby król mnie zrujnował. Okazuje się, że dostałam dokładnie to, czego pragnęłam. Tylko nie tak, jak planowałam.

Pierwszy rozdział

ROZDZIAŁ 1

DANTE

⪼⚔︎♛⚔︎⪻

Karmazynowy Pokój nie był miejscem dla niewinnych dziewczynek.

Był miejscem, do którego dorosłe kobiety przychodziły po to, by oddać kontrolę, by pozwolić mężczyznom takim jak ja zedrzeć z nich pozory razem z ubraniami.

Więc co ona tu, kurwa, robiła?

Oparłem się o bar, sącząc szklaneczkę Jamesona i obserwując szatynkę, która od godziny pieprzyła mnie wzrokiem. Siedziała sama przy stoliku w rogu, ubrana w skąpy, czarny materiał, który – jak podejrzewałem – musiał być cholernie niewygodny.

Podobnie jak jej sukienka, wszystko inne w niej wręcz krzyczało, że tu nie pasuje.

To, jak bez przerwy bawiła się torebką. To, jak jej oczy nerwowo biegały po sali, jakby spodziewała się, że ktoś zaraz aresztuje ją za samą obecność w tym miejscu. To, jak od momentu przyjścia sączyła ten sam tonik z wódką.

— Pytała o ciebie — powiedział Seamus, mój barman i jeden z moich najstarszych przyjaciół, polerując szklankę. — Chce wiedzieć, czy plotki są prawdziwe.

— Jakie plotki?

— Że jesteś Królem dublińskiego półświatka. — Uśmiechnął się szeroko. — I że pieprzysz się jak sam diabeł.

Zaśmiałem się szczerze. — I co jej powiedziałeś?

— Żeby uważała, czego sobie życzy. — Jego wyraz twarzy spoważniał. — To nie jest nasza typowa klientka, szefie. Ma w sobie coś takiego... jakby przyszła tu, by coś samej sobie udowodnić.

Przyjrzałem jej się uważniej. Włoskie rysy, pewnie w połowie lat dwudziestych, z układem kości twarzy, który pasowałby do renesansowych obrazów. Emanowała falami nerwowej energii, ale mieszała się w niej determinacja z desperacją.

Niebezpieczna kombinacja.

— Wciąż na ciebie patrzy — kontynuował Seamus. — Jakby zbierała się na odwagę, żeby zrobić coś głupiego.

Jakby wywołana jego słowami, szatynka wstała, wygładziła sukienkę i ruszyła prosto w moją stronę. Jej biodra kołysały się z każdym krokiem, ale dłonie lekko drżały. Cokolwiek zamierzała zrobić, wymagało to od niej każdej krztyny odwagi, jaką posiadała.

— To ty — powiedziała, gdy do mnie dotarła, a jej akcent był ciężki i niezaprzeczalnie włoski. — Jesteś Dante Cummiskey.

— Zależy, kto pyta. — Odwróciłem się przodem do niej i, Chryste, z bliska była jeszcze piękniejsza. Ciemne oczy, które przypominały mi drogą kawę, skóra jak śmietanka, usta stworzone do grzechu. — A ty to?

— Nikt ważny. — Uniosła podbródek, próbując wyglądać na pewną siebie, co poniosło sromotną klęskę. — Słyszałam, że... słyszałam, że czasami zabierasz kobiety do domu.

— Czasami. — Utrzymałem neutralny ton głosu, choć w środku byłem zafascynowany. Większość kobiet, które tu do mnie podchodziły, była doświadczona i dokładnie wiedziała, na co się pisze. Ta wyglądała, jakby nigdy wcześniej nie była w takim pomieszczeniu, nie mówiąc już o udziale w tym, co się w nim działo. — A co dokładnie słyszałaś?

Jej policzki oblały się różem, ale nie cofnęła się. — Że kręcą cię... różne rzeczy. Mroczne rzeczy.

— Owszem. — Zrobiłem krok w jej stronę, a ona automatycznie cofnęła się, aż wpadła na bar. — Pytanie brzmi, mo stór, czy ciebie też?

— Chcę, żeby mnie kręciły.

Cztery słowa. Tylko tyle wystarczyło, by całkowicie zmienić dynamikę między nami. Bo mimo nerwów, mimo oczywistego braku doświadczenia, w jej głosie było coś, co mówiło mi, że mówi to poważnie.

— Naprawdę? — Wyciągnąłem rękę, przesuwając jednym palcem po jej nagim ramieniu, i poczułem, jak drży. — A co sprawia, że myślisz, że zdołałabyś znieść to, co robię kobietom w moim łóżku?

— Zdołam. — Jej głos był teraz silniejszy, bardziej zdeterminowany. — Muszę to znieść.

— Musisz? — To był interesujący dobór słów. — A niby dlaczego, kochanie?

Coś mignęło na jej twarzy — ból, gniew, a może jedno i drugie. — Ponieważ mam dość bycia grzeczną, właściwą i, kurwa, idealną. — Przekleństwo zabrzmiało na jej języku obco, jakby nie używała go zbyt często. — Dziś w nocy chcę być kimś innym.

Studiowałem jej twarz, szukając jakichkolwiek oznak, że to jakaś pułapka lub gra. Ale jedyne, co widziałem, to czysta szczerość i desperacja, która sprawiła, że mój kutas drgnął wbrew zdrowemu rozsądkowi.

— Jak masz na imię?

— Czy to ma znaczenie?

— Dla mnie ma.

Zawahala się. — Lucia.

Po prostu Lucia. Żadnego nazwiska, żadnych szczegółów, zmyślone imię, nic, co mogłoby ją zidentyfikować poza tym momentem. Mądra dziewczynka.

— W takim razie, Lucio — powiedziałem, zniżając głos do tonu, który sprawiał, że dorosłe kobiety padały na kolana. — Jeśli pójdziesz dziś ze mną do domu, musisz coś zrozumieć. Nie jestem delikatny. Nie jestem słodki. Nie uprawiam miłości.

Zaparło jej dech, ale nie odsunęła się.

— To, co robię — kontynuowałem, pochylając się bliżej, aż moje usta znalazły się cale od jej ucha — to bondage. Dyscyplinuję. Posiadam. Pieprzę. Przesuwam granice, dopóki nie pękną, a potem popycham je jeszcze trochę dalej.

— Rozumiem.

— Naprawdę? — Odsunąłem się, żeby na nią spojrzeć. — Kiedy stąd wyjdziemy, kiedy będę miał cię tylko dla siebie, już cię o to nie zapytam. Będziesz moja na tę noc, całkowicie i bez reszty. Twoja przyjemność, twój ból, twój, kurwa, oddech — to wszystko należy do mnie aż do rana. A jedyne, czego będę od ciebie oczekiwał w zamian, to uległość. Całkowita, kurwa, uległość.

Przełknęła ciężko ślinę, a ja widziałem, jak puls bije jej w gardle. Ale kiedy się odezwała, jej głos był opanowany.

— Właśnie tego chcę.

Chryste, ta dziewczyna mnie wykończy.

— Zatem dokończ drinka, mo stór — powiedziałem, dając Seamusowi znak, by podał rachunek. — Bo wychodzimy. Teraz.

⪼⚔︎♛⚔︎⪻

LUCIA

⪼⚔︎♛⚔︎⪻

Oficjalnie jestem wybrakowanym towarem.

Piętnaście minut później dotarliśmy do penthouse'u Dantego, a drzwi windy otworzyły się na czterdziestym piętrze. Wkroczyliśmy do czegoś, co można było opisać tylko jako... legowisko potwora.

Wszystko w tym pomieszczeniu było eleganckie, drogie i... niewłaściwe.

Sofa wyglądała zwyczajnie, dopóki nie zauważyłam żelaznych kajdan ukrytych w ramie. Stolik kawowy lśnił, ale jego krawędzie były zbyt ostre, a przegródki zbyt starannie zamaskowane.

Obrazy na ścianach nie były sztuką. Były scenami bluźnierstwa, na widok których ksiądz zemdlałby z miejsca.

Zaschło mi w gardle. — To jest... — szukałam odpowiedniego słowa. — Sadystyczne.

Jego usta wykrzywiły się, jakby czekał, aż to powiem. — A czego się spodziewałaś?

— Normalnej sypialni — przyznałam, czując gorąc na policzkach.

— Kto powiedział, że jestem normalny?

Zadrżałam, obejmując się ramionami. Co, jeśli właśnie wpadłam w ręce handlarza ludźmi?

Wtedy jego głos zniżył się, mroczny i władczy: — Zdejmij sukienkę.

Te słowa były ciche. Absolutne.

Przez chwilę moje kolana prawie się ugięły. Nie byłam na to gotowa. Boże, nie byłam gotowa. Ale jaki miałam wybór?

Moje palce drżały, gdy sięgnęłam za siebie, szarpiąc za suwak. Czerwony jedwab zsunął się z moich ramion i opadł na podłogę u moich stóp. Serce waliło mi tak głośno, że zagłuszało ciszę.

Jego oczy mnie pożerały. Chciałam zniknąć, zakryć się, ale jedyną tarczą, jaką miałam, były moje ramiona, a nawet na to mi nie pozwolił.

— Spójrz na mnie, Lucio.

Powoli uniosłam głowę. Wstyd i strach płonęły na mojej twarzy, ale i tak odwzajemniłam jego spojrzenie, ponieważ ucieczka w tym momencie oznaczałaby, że jutro nigdy się nie uwolnię.

— Jesteś piękna — powiedział cicho. I nienawidziłam tego, jak zabolało mnie serce na dźwięk szczerości w jego głosie.

Potem jego ton stwardniał. — Ale nie na ukrywaniu się to polega. Opuść ręce.

Zamarłam. Moje ramiona były ostatnią barierą między mną a nim. Jeśli je opuszczę, zostanę obnażona w sposób, w jaki nie widział mnie jeszcze żaden mężczyzna.

Ale powoli, w męczarniach, pozwoliłam im opaść. Powietrze dotknęło mnie jak tysiące oczu. Mój podbródek zadrżał, ale nie spojrzałam w dół.

— Lepiej — mruknął, robiąc krok do przodu. — Po co tak naprawdę tu jesteś, Lucio? — zapytał.

To pytanie rozcięło mnie na pół. Dlaczego tu byłam? Bo jutro drzwi mojej klatki zatrzasną się z hukiem, a ja nie mogłam oddychać na samą myśl o tym?

— Bo jutro moje życie się kończy — szepnęłam.

— Dramatycznie — powiedział, choć jego głos zdradzał ciekawość. — Co to znaczy?

Łzy zapiekły mnie pod powiekami. — Jutro stanę się czyjąś własnością. Własnością obcego człowieka. Nawet nie znam jego imienia. A kiedy ta obrączka znajdzie się na moim palcu, już nigdy nie będę należeć do samej siebie. — Moje wargi drżały, ale zmusiłam się do wyrzucenia z siebie tych słów. — Więc dziś w nocy, tylko na tę jedną noc... chcę należeć do kogoś, kogo sama wybrałam.

Wpatrywał się we mnie przez chwilę, po czym uniósł dłonie, by ująć moją twarz, a ich żar omal mnie nie złamał.

— Jak on się nazywa? — zażądał.

— Nie wiem.

— Nie wiesz? — Jego oczy zapłonęły.

— Jeszcze mi nie powiedzieli — przyznałam, a upokorzenie z tym związane niemal załamało mój głos.

Cisza.

Następnie jego kciuk musnął mój policzek. Jego ton zniżył się do czegoś niegodziwego. — Zatem upewnijmy się, że twoja ostatnia noc wolności będzie tą, której nigdy nie zapomnisz.

Obrócił mnie w stronę szkła, przyciskając do okna, a pod moim odbiciem skrzyło się miasto. Jego dłoń spoczęła na moim biodrze — pewna, roszcząca sobie prawa.

— Byłaś kiedyś związana, Lucio?

Moje serce podskoczyło. — N-nie.

— Czy jakiś mężczyzna przyłożył kiedyś usta do twojej cipki?

Pokręciłam głową, a wstyd pełzł po mojej skórze gorącym strumieniem.

— Czy kiedykolwiek byłaś pieprzona tak mocno, że zapomniałaś własnego imienia?

— Ja... nigdy w ogóle nie byłam pieprzona — szepnęłam tak cicho, że prawie miałam nadzieję, że nie usłyszy.

Ale usłyszał.

Zamarł za moimi plecami. Po raz pierwszy pomyślałam, że w jego ciszy wychwyciłam coś niemal ludzkiego.

— Jesteś dziewicą?

— Tak.

Czekałam na śmiech, na kpinę, na obrzydzenie. Zamiast tego jego uścisk na moich biodrach zacisnął się mocniej.

— Jezus, Maria i Józef — mruknął.

Przełknęłam ślinę, unosząc z trudem podbródek. — Dziewictwo to po prostu kolejny rodzaj perfekcji, czyż nie?

Jego oczy zapłonęły niczym ogień spotykający się z benzyną. — Owszem, mały króliczku. Owszem.

Czytaj
Ślepe śluby: Związana z królem mafii - Czytaj Całą Powieść Online | StoriesNook