Morrison uśmiechnął się szeroko. – Pani Sadusky, wie pani, że on nie wystawił pani specjalnie. Naprawdę chciał pożyczyć od pani suknię ślubną.
Hera podniosła wzrok i poprawiła okulary. – Niech sam przyjdzie i ją weźmie. Po co tu pan jest?
– Zrobiłem to za niego. Będzie mógł przyjść do pani dopiero za pół miesiąca, a wtedy będzie już po ślubie. Jeśli pani nie pożyczy, nie będzie mógł się wytłumaczy






