languageJęzyk
W łóżku z bratem mojej narzeczonej-placeholderW łóżku z bratem mojej narzeczonej

W łóżku z bratem mojej narzeczonej

Autor: Isabella Thorne

Czytaj
Ostatnia aktualizacja: 27 kwi 2026
100 Rozdziały
206.2K słów

Zgodziłem się na to małżeństwo, aby ratować miliardowe imperium mojej rodziny. Nie spodziewałem się jednak, że facet, z którym w tajemnicy przeżyłem obłędne chwile, okaże się jej starszym bratem. Zawsze byłem czarną owcą w rodzinie Sterlingów. Ale kiedy nasza firma staje w obliczu całkowitej ruiny, ojciec stawia mi ultimatum: ożenię się z córką naszego największego rywala albo stracę spadek na rzecz kuzyna. Aby ocalić swoje dziedzictwo, przystaję na aranżowane małżeństwo. Jestem gotów odgrywać rolę posłusznego, heteroseksualnego syna i poślubić Clarę Winslow. W końcu w interesach nie ma miejsca na miłość. Ale mam pewien sekret. Przez ostatni miesiąc wdawałem się w najbardziej intensywne, przyprawiające o dreszcze romanse z tajemniczym, dominującym nieznajomym o imieniu Ryder. Myślałem, że to tylko przelotna przygoda. Myślałem, że będę mógł po prostu odejść. Dopóki nie wszedłem do sali konferencyjnej, by podpisać kontrakty małżeńskie. Po drugiej stronie stołu siedzi Ryder – w skrojonym na miarę garniturze i z uśmieszkiem obiecującym zgubę. Tyle że tak naprawdę nazywa się Bennett Winslow. Bezwzględny dziedzic miliardowej fortuny. I starszy brat mojej przyszłej narzeczonej. Teraz łączy nas wielomilionowa fuzja. Muszę udawać, że zabiegam o względy jego siostry, podczas gdy za każdym razem, gdy Bennett na mnie patrzy, doskonale pamiętam dotyk jego dłoni na moim ciele. Napięcie między nami jest elektryzujące, niebezpieczne i całkowicie zakazane. Jeśli nasz sekret wyjdzie na jaw, imperia obu naszych rodzin spłoną. Ale kiedy Bennett szepcze mi do ucha sprośne obietnice, gdy nikt nie patrzy, poślubienie jego siostry staje się najtrudniejszą rzeczą, jaką kiedykolwiek przyjdzie mi zrobić. Bo jedynym Winslowem, z którym chcę być związany… jest on.

Pierwszy rozdział

Punkt widzenia Hanka

"Co to kurwa znaczy, że muszę się ożenić?" zażądałem spokojnym głosem, moje zaciśnięte w pięści dłonie spoczywały wzdłuż boków, gdy brałem głębokie oddechy i natychmiast je wypuszczałem, by stłumić gniew, który już czułem, jak narastał w moim wnętrzu.

"Słownictwo, Hank." Mój ojciec mnie zganił, ale ja tylko prychnąłem, po czym zacząłem krążyć tam i z powrotem na krótkim odcinku.

"Gówno mnie to teraz obchodzi," warknąłem i nerwowo przeczesałem palcami włosy. "Dlaczego, kurwa, muszę się żenić? Czy kiedykolwiek cię informowałem, że potrzebuję twojej pomocy w szukaniu żony?"

"Gdybyś się uspokoił i cierpliwie wysłuchał, tak jak cię na początku prosiłem, zrozumiałbyś, dlaczego to robię, ale po raz kolejny twoja niedojrzałość wzięła górę, jak zwykle." stwierdził mój ojciec, a ja zatrzymałem się w miejscu, po czym powoli odwróciłem się z powrotem, aż spojrzałem na niego z góry. Siedział za swoim biurkiem, ze splecionymi dłońmi ułożonymi przed sobą, wyglądając na w chuj zrelaksowanego.

Tak, oczywiście, wiedziałem, że wyciągnie tu moją rzekomą „niedojrzałość”, ale czy wyglądam, jakby mnie to kurwa obchodziło? Absolutnie nie. To dla mnie żadna nowość, że mój ojciec uważa mnie za rozczarowanie; nazwał mnie tak prosto w twarz więcej razy, niż byłbym w stanie zliczyć. W tym momencie już mnie to nawet nie obchodziło, nie było sensu – zawsze będę dla niego rozczarowaniem.

Gdy nadal wpatrywałem się w niego ze złością, nie mówiąc ani słowa, wskazał na krzesło naprzeciwko, na którym siedziałem od momentu, gdy zażądał, abym natychmiast stawił się w jego gabinecie – przynajmniej do chwili, gdy poderwałem się z miejsca na wieść o tym, że mam wziąć ślub.

"Usiądź, synu." Wskazał na krzesło, a ja prychnąłem, wcale nie cicho. Oczywiście, że teraz nazwał mnie „synem”, bo po prostu czułem przez skórę, że nie spodoba mi się to, co zamierzał mi wyjaśnić w kwestii tego rzekomego małżeństwa. Zignorowałem jego propozycję, mój wściekły wzrok wciąż tkwił na mojej twarzy i był twardo wycelowany w niego.

"Niech ci będzie." Otarł czoło chusteczką, po czym wepchnął ją z powrotem do kieszeni i poprzesuwał teczki na jednej ze stron swojego zabałaganionego biurka. Wyciągnął ze środka grubą z wyglądu teczkę i rzucił ją na biurko w moją stronę. "Przejrzyj to."

Przewróciłem oczami i przez kilka sekund przenosiłem wzrok z białej teczki na jego twarz, po czym podniosłem ją i przyjrzałem się okładce. Otworzyłem dokument i pierwszą rzeczą, jaką zobaczyłem, było to, że firma ma długi sięgające milionów dolarów.

Natychmiast podniosłem wzrok znad teczki, a w następnej chwili moje oczy spotkały się ze spojrzeniem ojca.

"Jasna cholera, w jaki sposób firma wpadła w tak potężne długi? Od kiedy zaczęliście pożyczać pieniądze od banków?" zażądałem wyjaśnień, szybko kartkując strony i ku mojemu osłupieniu widząc kolejne i kolejne zadłużenia.

Mój ojciec tylko cicho zachichotał, pomimo faktu, że w tym, co właśnie czytałem, nie było absolutnie nic zabawnego. "Firma jest zadłużona już od miesięcy i od początku tego roku pożyczamy pieniądze, żeby móc opłacić nasze tysiące pracowników i kupić sprzęt, bez którego nie możemy pracować." Przerwał na moment. "Ale przecież nie mógłbyś o tym wiedzieć, skoro prawie w ogóle nie udzielasz się w rodzinnym biznesie, prawda? To wszystko dzieje się w twojej przyszłej firmie, a ty dowiadujesz się o tym dopiero teraz."

"Skąd, kurwa, miałem o tym wszystkim wiedzieć, skoro sam mi nie powiedziałeś?" warknąłem, a mój gniew błyskawicznie powrócił.

"Jako przyszły spadkobierca tej firmy powinieneś dowiadywać się o takich rzeczach wcześniej ode mnie, Hank." Chciałem coś powiedzieć, ale uniósł dłoń, ucinając moje słowa. "To ty powinieneś prowadzić tę firmę naprzód, to ty powinieneś być o wiele bardziej na bieżąco ze wszystkim, co jej dotyczy, niż ja. Akta takie jak te," Wskazał na otwartą teczkę, którą wciąż ściskałem w dłoni. "Powinny znajdować się teraz pod twoją pieczą, a nie moją czy twojego kuzyna. Ale ty ledwie raczysz pojawiać się w biurze pięć dni w tygodniu."

Milczałem, przeglądając pozostałe części dokumentu, po czym rzuciłem go na jego biurko, wsuwając dłonie głęboko do kieszeni i stukając stopą o lśniące, czyste kafelki.

I co teraz?

"Tutaj wkraczasz ty. Jeśli ożenisz się z córką właściciela naszej dawnej konkurencyjnej firmy, oni spłacą dług firmy natychmiast po ślubie."

Powoli pokręciłem głową, gdy słowa mojego ojca w końcu do mnie dotarły.

"Nie zamierzam się żenić, ojcze. Musisz znaleźć inny sposób." zacząłem cicho.

"Cóż, nie ma innego sposobu! Poza tym nie robisz się coraz młodszy. Na litość boską, dobijasz do trzydziestki, kiedy zamierzasz się ustatkować? Twoja matka i ja uważamy, że to dla ciebie idealna okazja, aby wziąć ślub, założyć rodzinę, a przy okazji uratować twoją przyszłą firmę."

Znów zacząłem krążyć, nie mogłem się powstrzymać. Miałem wrażenie, że głowa zaraz mi eksploduje, gdy wszystko, co powtarzał mój ojciec, docierało do mnie jedno po drugim, sprawiając, że w skroniach mocno mi pulsowało. Jedynym powodem, dla którego uważali to za „idealną okazję”, było to, że oczekiwali ode mnie wnuka i niczego więcej, nie przejmując się tym, czy w ogóle zgadzam się na ten idiotyczny układ, czy będę szczęśliwy w tym durnym małżeństwie, ani czy kobiety w ogóle mnie pociągają.

"Słuchaj, tato, nie zamierzam ożenić się z jakąś laską..." zacząłem, ale ojciec natychmiast mi przerwał: "Ona nie jest jakąś tam laską, jest córką kogoś, kto może wyciągnąć tę firmę z obecnych kłopotów."

"Cóż, gówno mnie to obchodzi! Nie zamierzam żenić się z jakąś dziewczyną. Ty i mama nie możecie decydować o tym, kiedy wezmę ślub, to mój osobisty wybór. Będziesz musiał znaleźć inny sposób." warknąłem, piorunując wzrokiem mojego ojca, którego wyraz twarzy stanowił idealne lustrzane odbicie mojego.

"Ożenisz się, Henryku Carterze Sterling!" Mój tata krzyknął głośno, zrywając się na równe nogi i uderzając dłońmi w biurko dla podkreślenia swoich słów. Jego twarz była czerwona, a grzmiący głos odbijał się echem od ścian gabinetu. Wiedziałem, że biuro jest dźwiękoszczelne, co oznaczało, że ten wybuch nie przedostał się na zewnątrz.

Nie zrobiło to na mnie najmniejszego wrażenia. To zabawne, że nadal myślał, iż podniesienie na mnie głosu i zwrócenie się do mnie pełnym imieniem cokolwiek zmieni. Przerabialiśmy takie sytuacje tysiące razy.

"Nie ożenię się." powtórzyłem, nie mrugając okiem, i patrzyłem, jak mój ojciec opada z powrotem na krzesło, wypuszczając ciężki, sfrustrowany oddech. Nie musiałem myśleć dwa razy, by wiedzieć, co dzieje się teraz w jego głowie.

Rzeczy w stylu: „Szkoda, że jesteś takim rozczarowaniem, Hank.”

Albo: „Szkoda, że Bóg nie dał mi więcej niż jednego dziecka, wtedy może nie traciłbym czasu na krzyki i ostrzeganie cię za każdym jebanym razem.”

Ta, słyszałem to wszystko, wiedziałem doskonale, jak brzmiało to w ustach mojego ojca.

"Zachowujesz się teraz samolubnie, Hank. To nie jest czas na mieszanie w to osobistych uczuć." Spróbował ponownie, ale ja milczałem, po prostu wpatrując się w niego.

Podniosłem swoją marynarkę, zarzuciłem ją sobie na ramię. "Przykro mi, tato, ale będziesz musiał znaleźć inny sposób, nie mogę ożenić się z tą dziewczyną, kimkolwiek by nie była."

Odwróciłem się i ruszyłem w stronę wyjścia z gabinetu, ale jego donośny głos sprawił, że zatrzymałem się na moment. "Wracaj tu, Henry."

Stałem nieruchomo, a moje palce niemal dotykały klamki, po czym opuściłem ramię z powrotem do boku i odwróciłem się, by ponownie stanąć twarzą w twarz z moim wściekłym ojcem. Znów stał, a jego twarz poczerwieniała z gniewu.

"Dokąd to się wybierasz? Jeszcze nie skończyliśmy."

"Skończyliśmy, już powiedziałem ci, co o tym myślę, a mianowicie, że nie ożenię się z tą dziewczyną – jakkolwiek ma na imię." przypomniałem mu tak spokojnie, jak tylko potrafiłem, choć moje serce wciąż biło jak oszalałe. Chciałem wejść do swojego biura i złapać oddech, nie czując ucisku w gardle. Przebywanie w jednym pomieszczeniu z moim ojcem zawsze kończyło się tym, że jeden z nas wściekły wychodził, i w większości przypadków byłem to ja.

"Więc będziesz stał z założonymi rękami i patrzył, jak firma całkowicie bankrutuje, jak bank ją zamyka? Aż wszystko przepadnie? Skoro doskonale mógłbyś wszystko uratować, po prostu zgadzając się na małżeństwo." Mój ojciec zamyślił się cicho, a ja wypuściłem powietrze, przecierając twarz dłonią i w nerwach ciągnąc się za cebulki włosów.

"Przykro mi, tato, ale nie mogę." odpowiedziałem szczerze, cichym głosem. Odwróciłem się i pociągnąłem za klamkę, gotów do ucieczki, ale jego kolejne słowa zatrzymały mnie w miejscu.

"Jeśli nie zgodzisz się na ślub z nią, nie będę miał innego wyjścia, jak tylko przekazać twój spadek twojemu najbliższemu kuzynowi."

Zatrzasnąłem drzwi i natychmiast odwróciłem się z powrotem, a moje serce zaczęło walić jak oszalałe.

"Nie możesz tego zrobić." wydusiłem z niedowierzaniem, czując, jak klatka piersiowa mi się zaciska, ale on tylko wzruszył ramionami i opadł z powrotem na krzesło.

"Przekonaj się."

Wyszedłem natychmiast, nie mówiąc ani słowa, i tym razem nie próbował mnie zatrzymać.

Czytaj