– Dzień dobry panu Smith – odparłam sarkastycznie, przewracając oczami.
– Dzień dobry, Arielle. Jak się masz?
– Oszczędźmy uprzejmości i ruszajmy już – powiedziałam oschle.
Wyglądał na zranionego, ale skinął głową, odpalił samochód i wyjechał z ulicy na autostradę, robiąc to dość gwałtownie.
Reszta drogi na lotnisko upłynęła w ciszy, przerywanej jedynie moimi krótkimi odpowiedziami na pytania Jare






