– Nieważne, dokąd zmierzasz – powiedział łagodnie, jego głos był spokojny, a jednocześnie delikatny – będzie szybciej i bezpieczniej, jeśli cię tam zawiozę.
Jego ton nie był tylko pokrzepiający; był stanowczy. Jakby przejrzał mnie na wylot, wiedząc, że balansuję na krawędzi.
– Znam właściciela tego warsztatu – dodał. – Raz naprawiał mi rower. Pożyczę motocykl.
Przez chwilę wpatrywałam się w niego,






