(PERSPEKTYWA ARIELLE)
Podróż do domu Harrisonów na plaży była cicha i trochę długa. Kierowca prawie się nie odzywał, dzięki czemu jazda przebiegła bez zakłóceń. Po godzinie dotarliśmy do ogromnej żelaznej bramy, która otworzyła się natychmiast po zatrzymaniu się samochodu. Kierowca wjechał na podjazd i zaparkował.
– Proszę, pomogę pani – zaproponował, wskazując na moją torbę po tym, jak wysiedli






